Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 grudnia 2012

Aty - łaty - wąż kudłaty

Łaciaty wąż to dzieło Aty! Udało mi się go wygrać w konkursie "Nie mówicie nikomu"!
W oznaczonym terminie znalazłam się we właściwym czasie o właściwej porze i na własne oczy zobaczyłam Viktorię!

Szal znalazł się natentychmiast u mnie i lans się rozpoczął w dolnośląskiem i okolicach!




Sza wzbudza zachwyt nie tylko mój. Pasuje do wszystkiego! Nosi się bajkowo i rewelacyjnie!
Grzeje glista mimo dziur i można go i na plaskacza i rozcapirzucha ułożyć. Fantastyczny jest i tyle!

A me opóźnienie to skutek:
a) chwilowej pracy ode ranka do nocy
b) spsucia laptopa synowskiego i okupacja ledwo dyszącego maminego
c) święta, święta i po świętach

Ato! Dziękuję!!!!!
I lecę do Cię, bo u Ciebie tak normalnie to nie może być przecież.... :(((

wtorek, 6 listopada 2012

Z pola walki

Walka 13 -dniowa zakończona!
Bez specjalnych wyrzeczeń spełzło ze mnie 5 kilo i na wadze jako pierwsza błyska cyferka 5!
Hmmm.... nie jest to dalej moja zwykła waga, ale w piątek udało mi się wcisnąć w najszersze dżinsy.
Takie, co zimą zwykle jeszcze pod spód mieściły kalesonki wełniane :)

To było wydarzenie! Po pięciu miesiącach znów na tyłku!!!!
Fakt, w podskokach je włożyłam, ściągałam razem z gaciami potem, ale udało mi się w nich zapiąć i psa wyprowadzić, więc da się w nich ruszać :)
Na tą chwilę moje BMI to 25, a więc szczyt normy dla mojego wieku i wzrostu.

Specjalnie dookoła to ja się nie zmieniłam, ale znikł mi taki wałeczek na brzuchu, który osadził się poniżej pępka, jestem bardziej gibka, ramiona się wysmukliły, nie odczuwam bólu stawów.
Z bioder zeszły 2 cm, z talii 7.
Jak to miło poczuć, że spodnie zakupione na otyłość się zsuwają i potrzebny mi pasek :)))
Jestem teraz puszysta, ale w zupełnie innym samopoczuciu.

Diety koniec, nie wolno jej przedłużać, ona pozwala tylko tyle schudnąć, ile w danej chwili można pozwolić organizmowi, konkretnej osobie bez szkody dla zdrowia.
Kryzys wystąpił u mnie na drugi dzień, gdy bułki pachniały w kuchni, takie malusie, na jeden chaps....zgrzeszyłam zjadając tego dnia paprykę na surowo pokrajaną w paski.
Zupełnie mnie nie ciągnie do ziemniaków, sosów, słodyczy.
Ta dieta to dla mnie ideał ponieważ śniadanie z kawy to ja całe życie jadłam :), nigdy nie odczuwałam głodu rankami, łaknienie pojawiało się zawsze koło południa.

Teraz to ja sobie mogę jeść wszystko, ale postanowiłam popróbować jeszcze na spokojnie zrzucić 5 kilo. Swojemu mężowi wcisnęłam nieprawdę, że dieta dalej trwa i by mi paszy treściwej nie podtykał. Zamiast ziemniaków ma mi kupować grapefruity i cytryny jako źródło witaminy C.
Chleba nie muszę jeść pół bochenka, ani wędzonych udek kurczaka, ani schabu w panierce.
Powracam do rannego tańczenia w domu :) -  to dla mnie najlepsza gimnastyka.

*******


Dziś wybieram się z Cycem na koncert Tord Gustavsen Quartet


Zagrają nam utwory z  płyty "The Well" , nostalgicznie będzie i jesiennie.

Koncert będę mogła zobaczyć dzięki Joli z Niecodziennego Dziennika, co ma fabrykę biletów i podczas gdy składa ona kartki, maluje igłą, układa liście kalafiora w obrazek - wyciąga znienacka takie skarby i szepce w mailu....pójdziesz???????
Polecę Dziewczyno Kochana!!!!!! Pobiegnę!!!!! Dziękuję!!!!!

Zamotam na szyi przecudny szal-omotkę od Asi Appolinar:




Asiu - szal jest bajeczny, odkrywam ile ma możliwości ułożenia. Dziś będzie jego premiera!
Dziękuję Ci bardzo!!!!!!
Bardzo mi kolor tego szala pasuje do mojego nowego koloru włosów!



Kocham ten kolor!
Całe życie chciałam być ruda i bałam się. Teraz nadszedł czas szaleństw, teraz jestem odważna!
Muszę poeksperymentować z różnymi rodzajami farb, by znaleźć najlepszy odcień, to nie może być rudość ciemna z czerwienią, tylko taki najbardziej naturalny.
Tu na zdjęciu jeszcze mokrawy łeb, po kilku myciach pewnie straci na głębi i kolorze, ale potraktowałam włosy jak wełnę.
Zaprawiłam kudły octem przed, potem płukałam nim tak samo :)
Może nie spłynie tak szybko.

Możecie polecić jakiś miły odcień rudego? W sklepach zdaje się nędza z takimi spokojnymi odcieniami.
Kiedyś jako dwudziestolatka ufarbowałam włos henną, ale nie pamiętam producenta.
Wiem, że było mi w tamtym odcieniu dobrze.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Tęcza jednak przybywa

Z szarości skarpet i czerni kompletu dla Oli wybiła mnie, ta co zawsze nadchodzi - tęcza!
Dotarła dzisiaj. Prosto z tego sklepu.

O, taka:



Cieniusieńko uprzędziona wełna. W najprawdziwszych barwach tęczy.
Niestety wykupiłyśmy i w tej chwili nie ma.

Mam taką kochaną Ewcię, która zorganizowała zakupy i dzięki temu mogę sobie marzyć co powstanie z tego mota.
Ewciu, buziaki!

xHaftx lansuje chusty, to tu mnie ta wełna urzekła.
A teraz mam zagwozdkę - co z tego zrobić?

Chusty piękne wychodzą, ale mam ochotę na zupełnie coś innego.
Za dużo jednakowych wyrobów by było. Szal.... hm.... czy ktoś jeszcze szala nie robił w tym sezonie?

Pora poprzewijać, popróbować, nacieszyć się kolorem.
Wściekły ten zestaw barw. Początkowo miałam wybrać zupełnie coś innego, ale doszłam do wniosku, że każdy inny kolor i melanż uzyskam własnym przemysłem farbiarskim. Tęcza przekracza moje możliwości. Nie wyjdzie tak ładnie.

A tu wspomniany komplet Oli. Czarna 100% wełna. Czapka na szydełku półsłupkami nawijanymi, szalik na drutach wzorem reliefowym 5 oczek, obdziergany dokoła falbanką szydełkową.






PS. Cortina skarpetkowa z Lidla jest fatalna, szybko się filcuje pod wpływem chodzenia. Doskonała jest ta w paski rudo czerwona i niebiesko-szara, nazwy nie pamiętam. Będzie teraz w sprzedaży. Ale ja mam zapasy skarpet na 5 lat, więc tym razem odpuszczę.

środa, 18 listopada 2009

Khaki

W oczekiwaniu na moje znakomite efekty w przędzeniu pokażę w końcu komplet wełniany, gdzie czapka powstała podczas wyjazdu firmowego, a szal kilka dni później.
Wdzięczny model się trafił to mogłam zrobić zdjęcia.
Bajka skutecznie utrzymała modela w jednym miejscu.


Instrukcje do wykonania czapki znalazłam TU.
Natomiast szalik wymyśliłam jako taki falbaniasty, bo pasuje mi do płaszcza i można go rozmaicie drapować.
Zrobiłam na ok 15 oczek prostokąt ściegiem francuskim, długi na ok 70 cm i potem dookoła znów ściegiem francuskim dodając oczka. Druty nr 5. Szalik się zdążył wywlec na prawie 80 cm i jest ok. Kolor w oryginale to khaki.

Oczywiście używałam 100% wełny. Miałam zachomikowane małe kłębki, które po zakupie pracowicie przewinęłam, a metki wyrzuciłam.
Kiedy po skończeniu wyprałam swój wyrób, z czapki zrobił się poręczny worek na kartofle, a szal miał koło 1,4 długości. Przeraziło mnie to, pierwszy raz spotkałam się z takim gatunkiem włókna. Na szczęście po wyschnięciu, kształt i rozmiar wrócił do pierwotnego stanu.
Czytałam w jakiejś starej książce o wełnie bodaj z Jugosławii, która miała podobne właściwości, ale moja stamtąd nie pochodziła. To wełna włoska.
Powinno się jednak robić próbki, tylko nie zawsze się chce.

niedziela, 20 września 2009

Melanże

Z włóczek melanżowych nie zawsze udaje się uzyskać zadowalający efekt. 
Pięknie to wygląda w kłębku, ale potem paski niekoniecznie dodają powabu. Lubię bardzo drobne wzory, dające efekt drobnych zmian.
Z zapasów wykopałam bawełnę o ciekawej nitce - oplot bawełniany na ocieplinowym sznurku. 

Ciekawie się to nosi, jest puszyste, bo ocieplina w środku nitki-oplotu nie pozwala się zapaść nitce. 
W robocie wdzięczne, bo idzie szybko, schnie szybko, nie parzy i nie capi.


Nauczyłam się na tym modelu dziergania od góry. Bardzo fajny sposób na resztki, kiedy boimy się, że nam zabraknie włóczki i dzięki robieniu na okrągło uniknęłam zszywania.



Na maszynie z kłębu 10 deko zapomnianego moheru udziałam szal, który po wyprasowaniu prezentuje się lepiej.




A ta bluzeczka powstała z bawełnianej włóczki z supełkami. 

Biały pas zaczyna się ciutku poniżej mojej talii i ładnie się z ciuchami komponuje. Lubię tą bluzkę.

Zdjęcia już na wsi, bo kończona przed urlopem.


środa, 19 sierpnia 2009

Melanże

Melanżowo bywa w życiu, więc na druty poszły melanże.

Bardzo lubię taką włóczkę, niestety najładniej wygląda w motku. Potem bardzo rzadko mi się podobają wyroby. Wiele kłębuszków udaje, że przeplecie mi najpiękniejsze kolory. A ja się na to łapię i nabywam, nabywam, nabywam....
Wyciągam w końcu po X latach i dziam.

Na pierwszy ogień poszła włóczka z odzysku.
Z kamizelki statecznej Brytyjki o posągowej postaci wyszła mi bluzka do jeansów, rękaw 3/4, dekolt głęboki, do połowy bioder. Zużyłam 24 deko na drutach 3,5. Zostało mi jeszcze 20, kiedyś bluzka wyjdzie.
Fajne ma kolory i szybko się zmieniają. A nitka jest bardzo ciekawa: to bawełniany sznureczek wypełniony w środku ocieplinką. Niesamowicie lekka i nie odkształca się, włókna sprężynują i całość ładnie się układa.


To moje pierwsze dzierganie od góry.
Kilka razy prułam dekolt, bo za mały wychodził, a ja tam lubię z biustem na wierzchu. Całość potem przerabiałam na okrągłych drutach. Kiedy musiałam tułów przymierzyć - połowę oczek przekładałam na kolejny okrągły drut. Dzięki temu uniknęłam zszywania. Lekko pod pachami modelowałam dzianinę, aby uzyskać dopasowanie.







Potem znalazłam cały motek moheru, który pozostał po udzierganiu swetra wieki temu.


Na maszynie szybko zrobiłam szalik, który po wyprasowaniu nabrał kształtu.





I jeszcze jedno archiwum ujrzało światło dzienne. Także odzysk. Bawełna i nitka chyba z poliestrem. Zrobiłam tym samym wzorem, którym był udziergany pierwowzór. Oczka wyciągane lub nawijane - jak kto woli.


Także zrobiony od góry bez zszywania.
Ma kolor mięty i pasuje mi idealnie do pewnych portek. Ta tunika dostała sznurek pod cyckami, bo znacznie lepiej tak wygląda. Rękawy 7/8 rozszerzane. Zamierzałam mu jeszcze jakiegoś kwiecia dorobić, ale mi przeszło.




No i w lipcu skarpetki jeszcze zrobiłam, króciutkie do kostek. Też melanżowe. Ale nie będę tu skarpet Wam pod oczy wsadzać.
W lecie używam skarpet z wełny, chłodzą.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...