Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sutasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sutasz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2012

Urodziny Kasi

Kasia teraz świętowała i z tej okazji uszyłam dla Kasinego ajpodka też mały otulacz  na mróz:


To grafitowy filc, pasmanteria podarowana przez Tereskę i nitka Anchora - raz użyta jako kordonek do obszydełkowania otworu, a potem pojedyncza nawinięta na dwie szpuleczki pozszywała wierzch i spód na maszynie. Mogłam od razu maszyną oblecieć ten brzeg, ale teraz dziecię ma kawałek rękodzieła maminego koślawego.
Miał być wyszyty chiński smok, bo i rok jego i dziecko do Chin za chwilę leci na praktykę w klinice, alem nie dała rady czasowo.
Tam, gdzie przez miesiąc będzie moja córcia jest ciepło, ale opakowanie przyda się i tak.
Na ludową nutę, bo dziecko lubi folk.

Najpiękniejszy prezent jaki mogłam dziecku dać to ten:



To praca Asi Appolinar!
Asia wykonała te przepiękne kolczyki na zamówienie, błyskawicznie i rewelacyjnie!

Miała tylko zasugerowane kolory w turkusach, niebieskościach, szarościach i kształt raczej podłużny i ta praca wzbudziła u wszystkich gości podziw i zachwyt!

Moja córka jest zachwycona, lecą z nią na obczyznę! Asiu - podziw Maestro! Wielki podziw dla Twojego kunsztu!!!!! Bardzo jestem wdzięczna i bardzo dziękuję!!!!!!!!!


Kilka minut spędziliśmy też w ogródku, gdzie odbył się pokaz fajerwerków i zabawa zimnymi ogniami


Zimno było niemiłosiernie.
Na szczęście coraz bliżej do wiosny!

poniedziałek, 26 września 2011

Katowice 24-25 września

Na spotkanie popędziłam PKP, ponieważ i koszty i remonty autostrady, oraz ostatnie duperele samochodowe przekonały mnie do takiej opcji.


Takie piękne cudo dotrzymywało mi towarzystwa zaraz obok :))))).




Ale najważniejsze były Dziewczyny!

Frasia Asia - od początku jak dobra matka ustalała ze mną termin mojego przyjazdu, wsadziła do dobrego pociągu, pilotowała, przyjechała na dworzec, zawiozła do Appolinar!
Jakieś wyobrażenie tej Dziewczyny miałam - w końcu czytam bloga, urywki postaci widać, humor bije ze słów i ogromna pasja w różnych technikach też świadczy o człowieku.
Pierwsze wrażenie - skra i chochlik, szybka, zwinna, bystrzacha.
Przesympatyczna, uśmiechnięta, mądra i ciekawa świata.

Appolinar  Asia - och! Taka z gatunku, której można wszystko opowiedzieć. Bez dystansu, z tyloma zainteresowaniami, mądra i dobra. Bardzo kobieca i taka ciepła. Taka psiapsióła po prostu, można się będzie przy niej wyryczeć.

Fouzune Sabinka- bałam się trochę, bo wyobrażałam sobie pewną siebie Panią Profesor :)
A tu - o radości! Taka normalna Dziewczyna, taka kumpela, taka spokojna i zrównoważona, ciepła, słuchająca i w żaden sposób nie daje komuś mniej wprawnemu odczuć, że jest jeszcze uczniem. Poza tym Jej podejście do gonitwy losu też mi odpowiada. Pokochać można Sabinkę za ten spokój ducha.

Iza - moja Iza z kursu w Poznaniu! Wreszcie mogłyśmy pogadać. Stęskniłam się za nią. To taki gatunek, który się bardzo lubi od pierwszego wejrzenia. Nie sposób by nie budziła ciepłych uczuć.
Iza zawsze mnie intrygowała swoim postrzeganiem formy i koloru. Nawet bez kasy sobie lubię zaglądać do jej sklepu, bo ma same świetne rzeczy! Ta ma faktury i barwy wymieszane w genach, można Ją naśladować.

Spotkanie było cudowne, ciepłe, jedyne w swoim rodzaju i za krótkie. Asia napasła nas i napoiła tak dobrymi przysmakami, że ja pękałam w szwach i jadłam dalej.
Nie było czasu fotek robić, bo stale coś się działo.

Frasia uczyła nas koralikowania kuleczki. Poległam, nie dałam rady, nie czuję, nie kojarzę, nie mam cierpliwości. Z zajęć wyniosłam ogromny podziw dla prac z koralikami. To może wyglądać na fotce jako coś prostego - nie jest!
Cierpliwie mi Asia układała żyłkę i koraliki ale dobrnęłam z Jej pomocą do kwiatka początkowego i uznałam, że dla mnie to dzieło jest skończone, piękne i nic mu nie brakuje.
Zostawiam póki co żyłkę, aby całość jakoś wykorzystać. W nagrodę dostałam jako wzór do naśladowania kulkę-przywieszkę i zakładkę do książki.


Asia Appolinar obdarowała nas broszkami z sutaszem - moja idealnie do mojego dziergania pociągowego pasuje!


Dostałam też worek wełny z owcy fryzyjskiej, pięknie zgręplowanej


Poza tym mogłyśmy sobie wybrać po kilka kilo serwetek szydełkowych, więc ja do swojej kolekcji przywiozłam co nieco :)


Zbieram takie serwetki już od kilku lat i niedługo zobaczycie po co.

Iza podarowała nam czesankę akrylową, która posłuży do filcowania. Nie miałyśmy czasu tego niestety zrobić bo gadałyśmy jak najęte.


Bajkowe kolory, będzie zabawa!

W przerwie jadłyśmy przepyszny bogracz, ciasta i smakowałyśmy nalewek! Mniam!


Następny dzień rozpoczęłam od nauki sutaszu. Asia Appolinar wybrała koraliki, pokazała myki i powstało coś sutaszowego :). Pełno w nim niedoróbek, ale bez wstydu powiem, że on mi się bardzo podoba.
I sutasz pokochałam! I to mogę dłubać! Jest w nim miejsce na własne pomysły, na fantazję. Czuję to.


Już po powrocie do domu wykończyłam, pochlapałam klejem przy podklejaniu i pokazałam w pracy!
Dalej jestem dumna i blada, a ślady kleju dołożyłam w innych miejscach i mam efekt cieniowanego sutaszu:



Też do konkretnej robótki jest gotowy!


W międzyczasie Dolny Śląsk pogrzebał w śmietniku Górnego Śląska i wytargał worek runa wrzosówki cud urody! Spojrzenia były co najmniej dziwne, ale runo jest już wyprane, czyściutkie, suchutkie i wygląda tak:




Kolory podobne do Franciszka, wrzosówki z Doliny Baryczy!

Uważajcie na takich przyjezdnych!
Dolny Śląsk udał., że go nie ma! I nie nurkował! Serio!

Potem Asia Frasia zorganizowała nam wyjście do skansenu wsi górnośląskiej.
Ja dawno marzyłam o wizycie w takim miejscu.
Tam spotkałyśmy stoisko z książkami i dostałam od Frasi:



A swojemu kucharzowi kupiłam gościńca w takiej postaci:



Obie książki podpisał  autor, czyli pan Marek Szołtysek!



Skansen zwiedzałyśmy w małym pośpiechu, bo już prosto na dworzec czas mi było. Zdjęcia zrobiłam i zapraszam TUTAJ. 
Fascynujący jest świat dawnej wsi. Dobrze, że zgromadzono te eksponaty. Ludzi było sporo.


Jako drobne upominki przygotowałam w większości nieśmiertelne kury:








Bardzo Wam dziękuję za piękny weekend!



Po powrocie czekała na mnie niespodzianka w postaci gotującego się saganu z bigosem.
Lodówka przestała działać i Pan Mąż zagospodarował w ten sposób mięso. Reszta produktów z zamrażalnika wędrowała do obcych lodówek, a ja nie wiedziałam w co ręce włożyć.
W końcu uznaliśmy, że pustawą lodówkę odsuwamy i może coś tylko z prądem.

I tak właśnie było. Poprawił małżon co nieco i mogłam spokojnie umyć ją i powkładać to co ocalało z bigosowej napaści. Mam się z tą lodówką.
Potem sobie strzeliłam dwa pranka, jedno prasowanko i 10 cm sweterka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...