Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Kapelutki

Ponieważ musiałam się przez całe wakacje chronić przed słońcem potrzebowałam oprócz chust lekkich do okrywania ramion i dłoni również czegoś na łeb.
Coś na łeb docenia się zwłaszcza wtedy, gdy pesel odpowiedni się robi i daje się odczuć, że 30 st to już nie lajtowa pogoda.
Oczywiście mam słomkowy kapelusz, ale bywa, że wiatr mi go zrywał z głowy. Potrzebowałam czegoś na miarę, dość obszernego, by pod nim upchać koka codziennego.
Wybór padł na torbę z jasnymi resztkami, takimi poodkładanymi na misz-maszowy letni sweterek. Pukłam się w łepetynę - na co mi kolejny letni sweterek, za ciepły na upał, a na kapelutek znajdę bez mieszania odpowiednią ilość koloru i gatunku.
Zainspirowałam się darmowymi wzorami z Dropsa. Generalnie jeden jest prawie odwzorowany. Prawie, bo inna włóczka, inna ilość oczek, inne rondo. Ale wzorek jest taki sam. Ecru.



Kapelusz ma zbyt miękkie rondo, planowałam wrobić drucik w otok, ale okazało się, że podwinięte romantycznie rondo, odsłaniające twarz pasuje Alutce. Może doczepić kwiatka/broszkę na otoku, by się rondo trzymało.


Drugi jest mój, biała bawełna gruba z metalizowaną nitką. Wbrew grubości nie jest w nim zbyt gorąco. Doskonale służył mi kiedy musiałam jednak przemknąć po słońcu.



Tu pomiędzy najprostszymi słupkami jedynie przed rondem inną bawełną wydziergany otok z dziurkami, można tam sobie wpleść wstążkę w kolorze.
Jest większy. Widać ile ma luzu na rozpuszczonych włosach. prościuch, ale ze cztery razy pruty, by mi wszystko pasowało. Im grubsza bawełna tym lepiej się układa. A przy tym nie uwiera gdy chce się głowę na leżaku położyć.


I na plaskacza, by pokazać poszerzenie rond.


Teraz zaczęłam z kolorowej kapelusz na chłodniejsze dni, ale włóczki mam za mało, a po resztki nie chce mi się w tej chwili nurkować w szafie. Samo się napatoczy, bądź uprzędę w odcieniu odpowiednim jak mi się bardzo zachce. O to najtrudniej.
Generalnie - na kapelusz szydełkowy z bawełny średniej lub grubej wystarcza 10 deko.

wtorek, 30 grudnia 2014

Ostatnia na tą chwilę skończona rzecz

Chusta z moheru Ebruli z Nako.
Zużyłam cały jeden motek - 10 deko/550 m. Szydełko 3,5, dziergane luźno i powłóczyście.




Wzór ten sam co w wersji jagodowej, a znaleźć go możecie TUTAJ



Taka sama wielkość co poprzednia:


W zasadzie martwił mnie leżący cały pakiet półkilowy w sklepie, bo chociaż włóczka ładna to nie trafiła na swoje dobre ręce. Wobec tego udziergałam chustę na sprzedaż w sklepie.
Tego samego dnia wieczorem weszła Klientka i zapytała, czy znalazłyby się przypadkiem ze cztery motki???????

Akurat na Nią czekały!!!!!

A chusta nadal drugi dzień powiewa na wystawie.
Pewnie tak będzie, że gdy już machnę ręką i dla siebie ją zechcę to znajdzie się nabywca :)

Jagodowa chusta

Przedostatnia to chyba w tym roku skończona praca. A że nie dawałam znaku dłuższy czas to pewnie myślałyście, że tylko w pracy siedzę i przy obrządkach domowych.
Zawsze jednak w ręku mam jakąś robótkę.
Chusta powstała z trzech motków po 5 deko miłego akrylu Orient - jest to wykorzystana część prezentów od Włóczkowej Wróżki. Zrobiłam ją szydełkiem nr 3,5.





Dała się zblokować na kanapie w całości, bo to kanapa wyjątkowo wysoka zrobiona na zamówienie.
Rozmiar chusty 160/80.


U mnie na ekranie są te kolory rozjaśnione, a w realu to nasycone barwy jagód leśnych, malin i jeżyn. Bardziej ich barwy współgrają ze sobą dając efekt faktycznych owoców. 
Motki wykorzystałam do cna - pozostało po parę metrów, być może do wykończenia np. kwiatka do czapki do kompletu z podobnej włóczki w kolorze. Ale do czapki to jeszcze daleko. 
Najpierw sweterek z wełny, a jak zostaną resztki to powstanie czapka. 

piątek, 16 sierpnia 2013

Podfruwajka

Ze dwa lata temu dostałam od Dorotki ze Świdnicy worek bawełny z wiskozą w toni letniej bryzy.
Od razu wiedziałam, że to na kamizelkę - podfruwajkę.
Niby same dziury, ale się przydaje. Zwłaszcza jak trzeba kusą bluzeczkę pod spodem utajnić i całość stroju do letnich turkusowych tenisówek dobrać w upał. Jeszcze mi tego dobra zostało, to może wymieszane z czymś innym da bluzkę lub top. A może dorobię ciąg dalszy i będzie dłuższa, do kolan.

Zrobiona na szydełku 4,5. Pierunem szło.


Można ją też ulokować na sposób tyrolski :), pod biustem i tak ją ja noszę:


Można nosić prowizorycznie, czyli rozpiętą niedbale:


Góra składa się z dwóch części robionych w poprzek, a dół dorabia się potem naokoło:



I same dziury, panie. Same dziury i przewiewy:





Model pochodzi z Małej Diany 5/2010, intensywnie korzystam z tego zeszytu i jeszcze jeden model z niego wykonam. Wymiary są obliczone jak zwykle po mojemu, bowiem nigdy nie korzystam z gotowych danych.
Najczęściej mi wygląd ogólny, wzór główny wystarcza, bowiem nie dla mnie próbka i porównywanie, oraz szukanie specjalnie włóczki do określonego przepisu.



Życiowo to bardzo pomału opanowuję wstawanie o tej 5 - 5 30 rano - koszmar. Zanim zajarzę o co chodzi mija co najmniej pół godziny. Potem zasuwam. I da się!
Szkoda, że moje bieganie na chudnięcie się nie przenosi. Zaprawdę nie wiem czemu, bo swoim bieganiem męczę innych. Waga ani drgnie :)
Zastępczy telefon czasem dzwoni, tzn czasem go słyszę, smsy wysyła dowolnie i nie do każdego.
Laptop ma dziś dzień dobroci to zaraz poodpisuję i podejrzę co u Was. Kciuk po ostatnich zabiegach akupunktury chyba wraca do zdrowia na 100%, chociaż dalej mam odruch ochronny.
By mi się nie znudziło lekko naruszyłam ścięgno w łokciu w prawej ręce, ale to już pikuś, tylko prasowanie i podnoszenie jest bolesne. Już i tak mija bolesność.
Natomiast najbardziej mnie martwi w tej chwili aparat foto, jeszcze w trakcie sprawdzanie, ale żadne akumulatory nie wytrzymują. Na razie włożyłam zwykłe baterie i muszę kupić komplet akumulatorków nowiuśkich. Być może to one padły całkiem, chociaż trzy kompletu od razu to dość dziwne.
No i mam długi weekend jak ostatnia szczęściara. Co prawda opieka nad Mamą i sprzątanie w harmonogramie dnia, lecz sklep zamknięty! Mogę odchwaścić ogródek!

Wieczorami słucham audiobooka i dziergam spódnicę, a wczoraj do upojenia zachwycałam się Buiką z kilku płyt. Boże, jakie talenty na tym świecie żyją!


Buika nie przeszkodziła w odbiorze jeszcze jednej znakomitości, którą hołubię ostatnio - Janusza Grzywacza! Mistrz kolejny!



I już na koniec ostateczny pokażę laleczkę za 3 złote, którą sobie kupiłam i obecnie panna koło maszyny się kręci. Nie wie durna, że musi mocy urzędowej nabrać jej kreacja.
Niech się cieszy rozczesanymi i wygładzonymi kudłami póki co.




Tej nie będę szyć niczego. Została na targu. Czy i Wam przypomina Anię F. ??????  :)))))


sobota, 27 lipca 2013

Na RODOS!

Uwielbiam taki gorąc, słońce i lato.
Mimo sporej dawki pracy staram się chociaż  raz w tygodniu odwiedzić RODOS.
Rodzinne Ogrody Działkowe Ogrodzone Siatką!

Aby nie straszyć innych wczasowiczów strojem niedbałem ubieram się tak, by bez obaw podejść do płota pogawędzić z sąsiadami. Zwykle wystarczają krótkie spodenki i koszulka, ale w takim upale jest to niemożliwe.


 Opalacz powstał z motka ostrego różu i pasuje do batikowego pareo z salonu cudów za 2 zł.

Dziergałam go na szydełku i powstał błyskawicznie.
Najpierw robi się taki kształt


Potem zszyłam półsłupkami dwa wewnętrzne brzegi, by uzyskać miseczkę:




Potem dorobiłam brzeg górnego wycięcia:


Aby miseczka otulała cycusia trzeba bok zewnętrzny też obrobić szydełkiem wdając bok miseczki:


Dolny brzeg to kilka rzędów prosto i też lekko wdawałam:


Górne troczki zawiązywane na szyi są drobniejsze, boczne to paseczki z 3 półsłupków

Jak ktoś ma piersi modelowe to może już zakładać opalacz, ale ja sobie poprawiłam samopoczucie wszywając miseczki. Co prawda zdobyłam A, a noszę B, lecz i one dobrze się sprawdziły.
Białe ślady to narysowane w edytorze miejsca mocowania miseczek.
Szyłam na maszynie i nie chciałam, by ślady szycia się uwidoczniły. Tyle wystarczy.



Gotowy opalacz okazał się zbyt luźny górą:


Byłam zbyt leniwa, by pruć.
Dorabiany dodatkowo jeszcze jeden rządek to już byłoby za przyzwoicie.
Wobec tego całe 70 cm tasiemki wszyłam w górę, przewlekłam przez oczka wzoru i zawiązałam kokardkę.
Teraz jest idealnie.



I tak już paraduję któryś dzień obrywając fasolkę, porzeczki, agresty i co tam mi wyrosło :)
A sąsiad zza płota łypiąc nieśmiało oddał mi we władzę swoje krzaki, więc nie nudzę się i słoików nie wywalam i nie zapełniam ekologicznie wyznaczonych na podwórku kubełków.

wtorek, 12 lutego 2013

Najstarsza zielona wełna

Tak, tak. To najstarsza moja wełna. Udało mi się ją kupić gdy byłam w drugiej klasie liceum.
Nie posiadałam się z radości, że jest zielona, jest z fabrycznie przędzonej wełny i stać mnie było na całe 30 deko!

Z tej ilości mogłam sobie zrobić olbrzymi, wtedy modny sweter z nisko opuszczonymi rękawami, cały z prostokątów, bo wtedy taki był szyk.
W liceum byłam tak mikra, że z 10 deko moherku (bo na 20 deko nie było mnie stać), kupowanego wtedy w komisie, sztucznego aż zęby wykręcało, dziergałam sweterki blisko ciała. Ale modne były takie duże i szerokie :)
Mam nawet czarnobiałe zdjęcie z wycieczki do Zakopanego, gdy ten sweter robił furorę.

Dość wybitne były sentymenty, gdyż w kartonie na strychu uchowała się ta wełna już w postaci motków przeznaczona na jakiś udzierg kolejny.
Wcześniej jednak mole ją znalazły i jeden z motków bezczelnie zeżarły na wylot.

Kiedy dostałam od Dorothei wygraną nagrodę w postaci czapki zwanej "Kot w worku" i kilku próbach dopasowania do jej zieleni moich szalików postanowiłam los wełny w kartonie zakończyć.
Nawet dropsowa do tej limy dropsowej mi nie pasowała. Ale starutka wełna trawiastozielona ocieplona moherkiem Yarn Art całkiem, całkiem!


Połączyłam na kołowrotku w podwójną nitkę:


I szydełkiem, powtarzając wzór z poprzedniej chusteczki melanżowej zrobiłam dużą chustę.




Lampa pokazuje dużą różnicę, a w naturze kolory są bardziej dopasowane



No i znów recykling, a ja się cieszę, że ta najstarsza wełna jest po latach miła, ciepła, zdatna do użytku i wreszcie mam dodatek do ulubionej czapki, bo ona całą zimę już drugą z kolei towarzyszy w mrozy. 
I nic to, że tu celtyki, tam muszelki, jest jak dla mnie komplet!

Końcówka tej zielonej wełny trafiła jeszcze gdzieś, o czym innym razem, niebawem :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...