Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzierganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzierganie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 września 2012

Niespadające skarpetki

U koleżanki z bloga See You at Five zobaczyłam ten Wzór na fińskie skarpetki niemowlęce

Od razu mi się spodobały, linka zapisałam, zachwyt wyraziłam i niniejszym Dziękuję i posyłam dalej :)
Cała historia tych skarpetek jest cudna. Koniecznie zajrzyjcie i przeczytajcie.

Moje są :
- z wełny skarpetkowej i alpaki,
- uprzędzione na wrzecionie - jedna nitka grubsza dała większe skarpetki, dla Alego, druga cieńsza mniejsze dla Alishy,
- nitka podwójna spleciona na wrzecionie metodą andyjską.,
- nabierałam na wszystkie te skarpetki po 32 oczka, a potem sobie dowolnie przerabiałam szerokości poszczególnych faktur.


Te skarpetki trzymają się dzięki przemiennemu wyrobieniu układu ściągacz - gładkie (prawe i lewe), w ruchu tworzą się "oponki", które dzięki temu zrolują się, a wtedy tak szybko dziecko piętką nie zsunie.







Jeszcze dodam, ze tylko dzięki wrzecionu dzieciaki dostały skarpetki. Inaczej nie miałabym na czym ukręcić tych kilku deko. Wrzeciono mą miłością!!!! Można sobie szybciutko ukręcić tyle co nic by coś powstało :)


poniedziałek, 19 września 2011

Zielona sukienka



Marzyła mi się sukienka jak tylko zobaczyłam w darze od Wróżki 6 motków zielonej Virginii.
To mój ulubiony kolor. Bardzo udany odcień.
Aby szybko zrobić sukienkę użyłam szydełka i wydziergałam najprostszymi ściegami. Zużyłam na nią jakieś 28 deko i dalej mam na drugą taką :)
Szczerze mówiąc myślałam, że zużyję ok 0,5 kilo.



Z pozostałej ilości wyjdzie mi chyba jakiś żakiecik do kompletu, jeszcze nie mam pomysłu, chyba do następnego lata poczeka.
Projekt własny i nakombinowałam się jakby to model był z wybiegu. Prułam jak głupia dużo i kilka razy.
Zaczęłam od środkowego podbiuścianego otoku, potem dodałam górę i dół. Następnie dorobiłam rękawki i obdziergałam brzegi.


Aby sukienka dołem się poszerzała dodawałam stopniowo słupki we wzorze.


Najdłużej trwało szukanie materiału na haleczkę, w końcu dostałam wiskozę w odpowiednio radosnym kolorze. Uszyłam ją za dużą, ale nie będę poprawiać bo już mi się nie chce. Znalazłam swoją koszulkę nocną bawełnianą w której powiększę dekolt i zafarbuję na zielono, będzie bardziej dopasowana i do ciała i do pory roku.


Lubię ją bo jest luźna, rośnie wszerz ze mną bo już nabieram ciała, mam do niej zieloną bieliznę, buty, torebkę i całe morze dodatków.
Na lata, bo Virginia jest bardzo wytrzymała. I to w zasadzie koniec letniego dziergania, bo resztę, którą mam na drutach skończę najpewniej jesienią.

Zdjęcia w plenerze na rusałkę, bo mi moja ulubiona spinka wtedy poszła. Bardzo rzadko mam rozpuszczone włosy, noszę rozmaite podpięcia do góry lub proste bananowe koczki. Nie lubię jak mi się włos plącze i łeb poci latem. A poza tym nie mam pomysłu na fryzurkę, a to najprostsze rozwiązanie - spiąć.


Marzę by poszyć.
Moja maszyna jeszcze bez stałego miejsca, jeszcze moja pracownia w powijakach, na strychu czeka na wniesienie stara bieliźniarka, w której mam małe szmatki. Reszta większych popakowana w pudła w szafie. Nie wiem, co w którym jest i trzeba wszystko wywalać i kopać. Nie ma gdzie jeszcze.
Na jutro zarządziłam wniesienie jej do domu. Niech staje gdziekolwiek. Bylebym mogła coś z niej wyjąć, a potem sobie uszykuję kawałek stołu, który nie drga razem z maszyną :).
Ech!

sobota, 17 września 2011

Araucania

Na początku roku w przesyłce od Wróżki zobaczyłam:


Było tego dwa motki w ślicznych kolorach. Jeden motek miał  widoczne białe punkciki w większej ilości,  więc zaczęłam dumać jak je połączyć. 
Po raz pierwszy zaczęłam robić coś na kształt poncha, miałam potem motyle rękawy zostawić i dorobić kadłub. Po 30 cm sprułam całość do przemyślenia.


Ta próba pozwoliła mi upewnić się, że wełny wystarczy na top i coś jeszcze. 



Tu na zbliżeniu widać, że z kłębka jaśniejszego już poleciałam od pachy w górę, tył i przód do tego miejsca jest z ciemniejszego.
Zostało ok 9 deko i zrobiłam szal korzystając z KOLEJNEGO WZORU OD XHAFTIX
Bardzo sympatyczny w robocie. Tu go widać jak blokowałam szalik:


Szal jest mały, bo początkowo miał być zwykłym "napleckiem". I na taki wymiar wystarczyło wełny. Chciałam, aby można było czasem ramiona zakryć starcze. Zwłaszcza gdy powieje chłodny wiatr. 

Jednak zabrakło mi nitki ,by to było tak porządnie wykończone, a ponieważ już się naprułam na początku to teraz poszłam do przodu z działaniem. Usunęłam zszycie zwykłe po bokach.
Znalazłam 6 przeźroczystych guzików i przyszyłam je na jednym boku szala, po obu stronach. Guziki są zaznaczone matowym owalem. 


Teraz mam więcej możliwości modelowania. Zakładam to jak zwykły naplecek:



Mogę zapiąć tylko pod pachami i wtedy mam takie bardziej pofruwno-motylkowe rękawki:


Mogę spiąć na boku na wybraną od 1-3 ilość guziczków i w ten sposób zamotać to na ramionach:



Jako prosta pelerynka - guzik utrzymuje ją w ryzach:


Jako szal na ramionach po prostu:



No i teraz jak najbardziej top może być kamizelką na bluzeczce.
Wczoraj w pracy go tak nosiłam.
Wełna sprawdza się w letnich wyrobach. Doskonale izoluje, grzeje lub chłodzi w zależności od temperatury.
W 30 st to jednak wybierałam bawełnę :))), ale wełna jest naprawdę uniwersalna.

Mojej Wróżce bardzo dziękuję za takie cudo wełniane, a xHaftix za pomocne wzorki! Dziewczyny, dzięki Wam mam tyle radości!
Sama sobie dziękuję, ze wykorzystałam do cna i nic mi nie zostało na następne kombinowanie :)
Kankanko - cacy cacy!!! Tu następują głaski po główce... o takie: (((((((((



***********************************************************************
Dzisiaj szaleję na działce przesadzając irysy spod jednego płota pod drugi. A jak padnę to oczywiście będzie tak:


Nowe legowisko uszyłam do leciwego leżaka, a na nim zajawka następnej pracy do pokazania.
Wieczorem znikam na koncercie do późnej nocy, a w przerwie prowadzę domowe przedszkole.
Dwóch mam Hunów do niedzielnego wieczoru.
W sobotę wykorzystam dzieciątka do przenoszenia urobków chwaścianych i pomocy w sadzeniu  tulipanów. Oprócz roboty może dam farby?



I potem nawet wody do mycia??


I wieczorem pozwolę spać na dowolnie wybranym boku???



Spadam już, bo Was zamęczę! 

piątek, 16 września 2011

Pomidorowa ze śmietaną



Tak powinien nazywać się kolor bawełny, którą mam od ho ho ho, a może i wcześniej.
Zakupiona na targu cudów za 5 zł.
Miałam tego 20 deko i znów zrobiłam od góry.
Tym razem krzywe oczka się pojawiają jako atrakcja, bo dziergane pod ladą w sklepie!


Rękawy - opadający reglan (przepis w poprzednim poście), pod biustem jest wzór ażurowy podpatrzony u xHaftix. 


Ma tam Dziewczyna wzorków do oporu - brać i się częstować można do woli.
Spis po lewej stronie. Opisy ludzkie i rysunki.
Pod wzorkiem dodałam kilka oczek by rozszerzyć dół tuniki.

Nosiłam ją latem do lnianych portek i na beżowy top. Ale wyciągnęłam w tym kolorze ryps delikatny i gatki z niego powstaną lub spódnica, a może sukienka (?). Coś mnie tego lata wzięło na koralowe niuanse.
Szalenie podoba mi się ten rozbielony pomarańcz z koralem, różem i czerwienią.



Na drutach dzieje się z cienizny chusta, bo taka cud jedwabna nitka trafiła do mnie od Wróżki. Też to dziergadło chyłkiem ze mną chodzi do sklepu :) póki bordiury nie zaczęłam. Na bordiurę jeszcze muszę sobie coś znaleźć. Waham się między szydełkiem i nopkami na drutach.

Został motuś z którego uplotłam na laleczce dziewiarskiej z Lidla sznurek i zakupiłam kilka opakowań koralików z przeceny, z rabatem, upustem i prawie darmo.



Będzie naszyjnik. Jeszcze nie wiem jak tył rozwiązać, czy dawać zapięcie (jakie) czy po prostu spruć odrobinę i tą nitką opleść tył naszyjnika.
Się tworzy. Nabiera mocy.



A pomidorową ze śmietaną z kluseczkami lub ostatecznie z ryżem uwielbiam! To zupa hicior dla mnie! Zawsze wychodzi. Zawsze mi smakuje. Teraz ją sporządzam z pomidorów, a nie z puszki. Mniam!

Zanim będę to nucić w późnej jesiennej porze staram się zapamiętać smak lata w działkowych i świeżych pomidorach, bo potem one tylko kolor mają.

czwartek, 15 września 2011

Minimalistyczna bluzka z bawełny

Bardzo szybko ją zrobiłam, nie licząc, nie patrząc, podczas wizyty kuzynki w trzy dni.
Wykorzystałam zestaw bawełny z salonu pod torami :) i zużyłam ok 18 deko. Koszt całości 8 zł.
Druty 3,5, robione od góry na okrągło. Talia modelowana po bokach.
Noszę ją do lnianych spodni najczęściej w kolorze tego tweedu bawełnianego.
Góra ma kolor rdzawej maliny,  ma ociupinę poliestru, ale da się przeżyć ze względu na ładny kolor.
Wykorzystałam prawie całość odpadków, ale został mi jeszcze kłębuś maciopki. Będzie do jakiegoś innego dziergadła.
Nie widać na fotce, ale rękawy nie są robione w kształcie T, tylko lekko opadają w dół. Dodawałam po prostu nieco rzadziej oczka. Lepiej się takie "w opadzie" noszą, bardziej jest to do sylwetki dopasowane.




Skopiowałam tu przepis na opadający bardziej reglan ze swojej odpowiedzi w komentarzu:


1 rząd - dodawałam dwa oczka obok oczka wyznaczającego reglan, czyli w sumie 8 oczek
2 rząd - lecę dokoła nie dodając
3 rząd - dodaję znów tak samo dwa oczka przy każdym z czterech środkowych, czyli kolejne 8 oczek
4 rząd- przelot bez dodawania
5 rząd - nie dodaję, dziergam dalej taką samą ilość oczek jaka była w 4 rzędzie
6 rząd - przelot bez dodawania

W kolejnych postach pokażę te dziergi, które powstały latem. Będzie przez chwilę dzianinowo.

sobota, 4 czerwca 2011

Porządki z drutami

Druty mam z kilku epok i źródeł. Bardzo dużo kupionych okazyjnie.
Cenię sobie druty proste, bo na nich lepiej się robótkę mierzy w trakcie dziania i oczka wychodzą równiejsze.
Wśród drutów prostych są równe na całej długości i zmniejszające się po ok 10 cm, tych nie lubię.
Stalowe, ciężkie powędrowały dość dawno do mężowskiej szuflady z przydasiami, nie sprawdzam co z nimi robi. Może na szaszłyki wyniósł?
Te pierwsze, mamine jeszcze były bez końcówek.
Pamiętam jak je Mama dorabiała - z korka, z zatyczek do butelek, jakieś guziki nadziewała. I wyobraźcie sobie - działały!

Mam trochę drutów z plastiku, z czasów PRL z wczesnych lat osiemdziesiątych.
Kupiłam je w Kołobrzegu, gdzie całe lata spędzałam na wakacjach i znałam takie zapomniane pasmanterie.
To był kiedyś cały komplet od 2,5 do 8. Po kolei wymieniałam na aluminiowe cieńszą numerację, ale zostały od 5,5 do 8 i bardzo dobrze się sprawują. Niektóre z nich dzielnie służyły cale lata jako podpórki kwiatów w doniczkach.
Niejednokrotnie wyrzucałam, by za chwilę wyciągać z kubła. Nie do rozstania!

Lidl zaopatrzył mnie w druciki do warkoczy, ale pamiętam jak zobaczyłam po raz pierwszy taki wynalazek w lumpeksie.
Stałam i głową kiwałam - po co komu druty do warkoczy?????
Toż to lebiegi na tym zachodzie!!!!!!
Uznałam za fanaberię i zbytek. Do dziś mając prawie całą rozmiarówkę nie korzystam z tego.

Zawsze intrygowało mnie szydełko tunezyjskie, dość późno podarowała mi takie koleżanka. Ale to były czasy braków i robótka pochłaniała zbyt wiele surowca, nie zrobiłam więc nic na nim.
Może teraz przyszła pora. Na torebkę to znakomite narzędzie - da ścisłą fakturę.

No i druty do skarpet. Co kilka lat kupowane na nowo, stalowe.
Gubione i odnajdywane. Wyrzucane i chowane. Oddawane mężowi na pożarcie i odbierane. Są. Uchowały się trzy komplety i nadal na nich robię. Zdecydowanie wolę jednak te lekkie z Lidla, są na tyle chropowate, że mi oczka z nich nie lecą.

Jedynym bambusowym kompletem jest numer 8, kupiony tylko z powodu przeceny.

Druty na żyłce. Unikam.
Jednak Addiki podbiły moje serce. Mam takie tylko dwa komplety 3,5 i 6. Kiedyś wymienię wszystkie inne na Addi. Niezastąpione przy dzianiu na okrągło, no i w miejscach publicznych (kolejki, pociągi) zdecydowanie mniej naruszające wolność przestrzenną innych osób.
Tego rodzaju drutów mam mniej. Znów bardzo pochwalę lidlowskie. Uzupełniają mi rozmiary i całkiem przyzwoicie się sprawują. A kosztowały śmieszne pieniądze.
Najdroższe z okrąglaków mam drewniane, rozm 10. Tylko dlatego najdroższe, bo kupione w najdroższej pasmanterii świata na Kołłątaja.
W roku bodaj 2008 pilnie potrzebowałam okrągłych grubych drutów, nie miałam czasu, najbliżej mi do nich było.
Pan sprzedał piękny komplet, pod jego ceną w domu odkryłam cenę w markach niemieckich z NRD, a w robocie, że jedna z końcówek jest uszkodzona. Pęknięta i haczy.
Cena w markach była niepoważna, natomiast chyba lata leżakowania w Polsce dała mu prawo do wymnożenia tych marek przez całe lata jak procent w banku.
Da się na nich robić, pod warunkiem, że tylko na okrągło i odpowiednią końcówką, tą dobrą przerabiamy :)))
Mimo oczywistości do reklamacji nie miałam siły iść i patrzeć już na obsługę.

Druty proste całe lata przechowywałam w pojemniku po winie z wiórów drewnianych, jednak czas zrobił swoje i musiałam na szybko inaczej je pochować.
Wśród materiałów od Dobrej Wróżki dostałam kilka bieżników, jeden z nich był serwetą, której należało tylko jeden bok podwinąć. Postanowiłam pochować tam druty. Wykorzystałam resztki gum za krótkich do wszycia w pas i tasiemkę dobraną kolorem.
Gumka trzyma, a krzywe ściegi to ostatnie podrygi mojej maszyny przed naprawą. Kolor gumek nie przeszkadza nikomu :)
Na Święta druty były już spakowane i jakoś to wygląda. To cały mój zbiór.



Miałam szyć specjalny pokrowiec z ocieplinką na spód, z zaokrąglonym kształtem u góry, z zakładką. Ale uznałam, że jak już z nudów po suficie będę łazić to sobie taki uszyję.
Póki co szkoda czasu na pierdoły.
Okrąglaki trzymam razem z agrafkami i markerami w pojemniku po cukierkach na wagę.
Całe przeźroczyste, można myć w zmywarce :), grzać w mikrofali :) no i kosztowało mało nawet z tymi słodyczami!


Ps. A się nagadałam jak potłuczona..... wybaczam brak sił do czytania całości, gorąc był dziś u nas.

piątek, 3 czerwca 2011

Szal dla Millu

Dłubałam go długo, bardzo długo, bardzobardzo długo.
A przyczyna bardzo prosta - drętwieją mi ręce, więc muszę je oszczędzać i ćwiczyć. Wystarczy tydzień dłubania i rankami nie trafiam z kubkiem kawy do ust a budzi mnie ból.
Pismo też mam nieszczególne.


Millu sama zdobyła włóczkę w ślicznym kolorze fuksji, o co wcale nie było łatwo.
Sprowadzałam z pasmanterii internetowej kiedyś ten kolor i okazał się wściekłym różem, a nie fuksją.
Szal jest zrobiony z dwóch gatunków, jeden z nich ma koraliki i wykorzystałam go na początku i na końcu. Nie jest to wełna, więc blokowanie na mokro niewiele daje. Millu może go sobie rozprasować jeśli będzie wolała bardziej plaskaty i lejący.


Wzór na szalu jest w gruncie rzeczy taki sam, wachlarzyki ulubione. Z tym, że środkowa część - by nie wyciągała się w cienki rulon jest poprzekładana francuzem, trzyma lepiej szerokość.


Waży 15 deko, robiłam na 4, długość ponad 2 metry. Fotografowanie tego koloru sprawiło mi kłopot.

Wydaje mi się również, że w przypadku szali z akrylu dobrze się je usztywnia solą do firan :)
Ja początkowo wypłukałam tradycyjnie w lenorze, a potem rozrobiłam trochę soli do firan i w tym potraktowałam całość. Millu spróbuj przy następnym praniu zastosować tylko sól!
Przy noszeniu całość zmięknie, ale może blokowanie dłużej potrwa.
Ja tego nie sprawdzę, bo nie mam nic w tej chwili z tworzywa sztucznego.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Kazachstan

W czasie kiedy szalałam z szyciem poduszek nagle zadzwonił telefon:
- Jest do opróżnienia strych!

Znane są wszem nasze dziwactwa, zbieranie staroci, książek, szmat rozmaitych więc poproszono nas o pomoc w opróżnieniu strychu poniemieckiego domu pewnej rodziny.
Czasu było mało, dom został sprzedany, a właściciele przytłoczeni zbiorami przez lata.
Z pewną nieśmiałością odkrywałam cuda, które zalegały każdy kąt.


Z najciemniejszego kąta, gdzie nawet do głowy by mi nie strzeliło aby zajrzeć - mój zięć wyniósł dzielnie wór - O! To dla mamy!
Zajrzałam ostrożnie i z lękiem.
Na dole przepastnego papierowego worka czaiły się obłe kształty, poskręcane niczym węże, takie spore i odpasione, bure.
Wyniosłam do światła - kolor zrobił się dużo jaśniejszy - a te węże to poskręcane motki jakiejś włóczki. Podejrzewałam wełnę, więc odłożyłam do zabrania.
W domu całość porozkręcałam, przełożyłam do ochronnych worków i wyprałam w pralce na delikatnym programie.
Kiedy wyschło, włos się na nich lekko postawił i już całkowicie było to-to podobne do wełny.
Jakoś jednak dziwne było w dotyku. Lekko skrzypiało jak było wilgotne.
Zrobiłam więc próbę ognia - bawełna!
Prawdziwa naturalna bawełna! Uprzędziona ręcznie w singla i to dość luźnego. Miejscami są zgrubienia typowe dla ręcznego przędzenia i cienizny, są ociupinki roślinne w postaci kropek.


Skąd na tym strychu bawełna??????

Po innych rzeczach i z opowieści rodzinnych dowiedziałam się, że dom zamieszkiwała Pani o umiejętnościach i zainteresowaniach robótkowych, potem dotarłam do informacji, że to musi być bawełna przywieziona w latach siedemdziesiątych z Kazachstanu!
Nie wiem, czy część była wykorzystana, czy ja dostałam całość, nie znam też nikogo kto miałby w ręku taką przędzę. Pozostało poeksperymentować.

Moty były wielkie - średnica ok3 metrów, więc rozłożyłam dwa krzesła i biegając w kółko pozwijałam w kłębki. Kiedy rwała się nić zaczynałam nowy kłębek - wszystko po to, aby wyselekcjonować dobre partie.
Zaczęłam eksperyment od próby farbowania.



Nawijałam na motowidło partie po 10 deko i do gara. Jako pierwszy kolor wybrałam zielony wiosenny. Potem pozwijałam w kłębki i jeszcze raz poskręcałam w singla aby wzmocnić cienką nić. Następnie zwinęłam w 2 ply.


Uzyskana nić jest puchata, nie przypomina gładkiej merceryzowanej jaką znamy. Dotarłam do zdjęcia nici bawełny produkowanej współcześnie w Kazachstanie i jest bardzo podobna.
No, oczywiście moja jest ręcznie, na nowo jakby :)))

Wydziergałam bluzkę z rękawem 3/4, podwójny ściągacz. Zużyłam na rozmiar 36/38 - 25 deko. Druty nr 3,5.


W dotyku wspaniała - miękkość wełny a przewiewność bawełny.
Noszę intensywnie by wychwycić wszelkie cechy.
Po praniu rozmiar się nie zmienił, jednak na mnie jest w tej chwili ciut za szeroka, a to na skutek i mojego schudnięcia i układania się tej bawełny - ma tendencję do rozkładania na płasko. Nie jest ciężka, więc nie wyciąga się pod ciężarem w dół.
Ściągacz widać jak najbardziej, ale na mnie zamiast 78 oczek powinnam nabrać 62 lub użyć cieńszych drutów. Zdecydowanie powinny być tu druty 2,5 lub 3 i robić ścisło.
Bronię się przed robotą na mniejszych niż 3,5 z racji wrodzonego lenistwa.
Podczas dziergania cały czas wyciągałam dzianinę w dół i sprawdzałam długość, a nie zwracałam uwagi na szerokość. Wręcz bałam się, że jak zrobię opięty to będzie wzór głupio układać się na biuście.
Miało być swobodnie. No to jest. Widać to na manekinie, gdzie powiesiłam zdjętą przed chwilą z siebie bluzkę.
Po praniu blokuję wyciągając ściągacz na wieszaku, ale tej bluzki nie da się zblokować na stałe. Można ją rozprasować tylko na szerokość. Przynajmniej w tym modelu i wzorze.

Pozwijałam trochę motków w 2 ply i na razie dojrzewa pomysł. Albo zrobię coś w naturalnym kolorze, albo pobawię się farbowaniem w rozmaite niuanse. Część zostawiam w pojedynczym singlu, bowiem zrobiłam fajną wełenkę o której innym razem.

czwartek, 10 marca 2011

Poppy raz jeszcze

Kiedy oddałam do pralni swój krótki marengowy płaszczyk i wyjęłam zielony, aby różę od Frasi przymierzyć - wzrok mój padł na mało noszony taki sam w kroju płaszczyk, oddziedziczony po córce w kolorze bordowym.
Równocześnie synapsy dały znać, że mam motek takiej pasującej włóczki, która trafiła do mnie w prezencie od Laurki.
To Canan Venus na druty 5-5,5. Bardzo przyjemny, mięsisty akryl, przemiły w dotyku.

Poppy jest najwdzięczniejszym modelem czapki jaki udało mi się wypatrzeć i zrobić. Wieczorem zaczęłam, rano dorobiłam z głowy kwiatka i dzisiaj już była premiera. W komplecie z płaszczem wygląda bardzo sympatycznie.
Zostały mi resztki, które chyba w szaliku-otulaczu wykorzystam i będzie komplet.


Popełniłam błąd przy ściąganiu włóczki i widać w pierwszych trzech segmentach dziurki, muszę to poprawić szydełkiem naciągając nić. Reszta się ułoży przy pierwszym praniu.

A Poppy córcina z czerwonej wełny nieopatrznie trafiła z praniem do pralki z czerwonymi rzeczami i wyszumiała się w ostrym praniu na 40 st. Teraz jest pięknie ufilcowana i jeszcze lepiej chroni przed zimnem.


Mam pytanie do Was - czy można ten model zrobić dla chłopców? Z boku bez kwiatka, ale np z jakąś aplikacją lub z inicjałem? Czy to zbyt damski model?

PS. TU JEST PIĘKNIE NAPISANY PRZEPIS NA POPPY.
Ja co prawda inaczej zrobiłam, ale po przeczytaniu tekstu Violi przybijam Imprimatur :)))
Nie korzystałam z nitki początkowej, ani nie zmieniałam drutów oraz otok robiłam na okrągło.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...