Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lutego 2013

Mały guzik

Pozwala taki guziczek zamienić fruwającą chustę na przytulny owijacz, gdy zimno:


Frasiowa chusta tak mi służy w zimne dni.




Wygodniejsza jest od swetra, bo nie ma majtających się rękawów, przeszkadzających mi w pracy.
Poziom ciepłoty reguluję dekoltem. Potem spokojnie lans robi ułożona na płaszczyku, czy omotana na szyi.
Zapiętego guzika nie widać, bo zakrywa go poła chusty, dziurki też nie trzeba robić, bo zawsze się jakaś w dzianinie trafi, a kolor przeźroczysty guziczka czyni go niewidzialnym.

czwartek, 29 listopada 2012

Fartuszki

Mimo, iż kuchnia to dla mnie kara boska param się czasem szyciem fartuszków.
Dla Męża dawno temu w jakimś prezencie gwiazdkowym uszyłam fartuszek z rękawicą do kompletu.




Pan domu był zadowolony i wdziewał go na wszelkie okazje, póki nie zostawił w taksówce wraz z kompletem blach po pieczeniu gdzieś w wielkim świecie swoich specjałów.
Ostała się rękawica.
Fartuszek to przepis z Burdy, kuchcik to aplikacja z kilku materiałów.
Narobiłam się i nawet lepsze zdjęcie nie ocalało. Wtedy i zdobycie bawełny to był cud.
Nigdy już nie chciało mi się tego aplikowanego fartucha szyć ponownie.
Za to mszcząc się za brak poszanowania zdobyłam inny fartuszek. Ten jest bardzo adekwatny.





Uroda tego pana powala, te owłosione przedramiona cud-miód, ale i tak łańcuch jest najlepszy.
Dodatkowo ów jejmość także w koszuli i pod krawatem, dokładnie tak samo mój mąż gotuje.
Ja tylko od czasu do czasu zakrętami rzucam jak prasuję koszule z tłustymi plamami.
Kurczę, jakby dresów nie było!
Dobrze, że lakierki zzuwa.

Właśnie odnowiłam wymieniając naddartą lamówkę i od razu chcę bardzo pochwalić stopkę z prowadnikiem - rewelacja do przyszywania lamówki i równego szycia przy brzegu.
Można dowolnie sobie wyregulować odległość szwu od brzegu boczną śrubką.


Dodatkowo - jeszcze jeden gadżet, który wypatrzyłam w najlepszej wrocławskiej pasmanterii - na Kolejowej - taki nadgarstkowy igielnik.


Przechodząc z jednego miejsca  w drugie już nie muszę korzystać z dwóch poduszeczek. Rewelacja!
Też bardzo polecam!
Odporna jestem na duperele i mając ograniczone środki na pewno bym zabawek nie kupowała. To jest super urządzenie! Ten plastikowy obwód nie ściska, ale niech szersze panie mierzą po prostu.
Babki tam mają wszystko prawie, ale trzeba pytać, bo tak nieraz schowane, że nie widać.

Sama sobie też dawno temu zakupiłam fartuszek. Ot taki, niewinny zupełnie :))
Biały, to się do roboty nie nadaje ciężkiej, prawda?






I wielki na mnie, wiec okutana w niego ino się przechodzę jako nadzór. I to pasuje do mnie!

Rok temu Necca uszyła mi ten fartuszek.
Też oszczędzam na gale :))), no jak w takim gotować!!!!!

Dzień codzienny, zwykły, domowy to ja spędzam w takim fartusiu:





Ci co do mnie dzwonią to wiedzieli, że nie dolatywałam, nie słyszałam. A teraz w jednej kieszonce komóra, w drugiej chustka, duperele. Małe i podręczne. Dodatkowo test na szczupłość.
Już nie mogłam z przodu supełka zawiązać, ale teraz na powrót realne.

Nie będę z szaf wywlekać wszelkich fartuchów, bo jest tego sporo. Najstarszy ma 30 lat i wstyd go pokazać, jest z sentymentu jeszcze z nami. W nim moje Dziewczynki pichciły, dla Hunów zbyt dziewczyński, mnie on nie po drodze, ale nie wyrzucam. Może w końcu sam się rozpadnie.

To fartuszek uszyty ze ściereczki.
Najprostszy fason, najtańszy i najwygodniejszy.
Na tym starym jest wypłowiała dziewczynka.
Ściereczki czasem z fajnym obrazkiem kupuję w salonach po 3 złote max, akurat te do szycia tak sobie schowałam, że będą innym razem, lecz dziś pokażę tylko metodę.

Ściereczka, ścinamy górne rogi, podwijamy, na szyję chomąto, w talii dwa troczki.
Szukajcie takich "makatkowych", one mają ładne kolory i nie są zniszczone.




Wielkość ściereczek jest najczęściej uniwersalna i nawet większa Pani ma zakryty newralgiczny przód, a z drugiej strony to dalej tak niewiele, że zajmuje miejsce ściereczki :))) i można mieć na każdą okazję!
Byleby z fantazją wybierać motywy. Nudne fartuchy wyrzucamy!

środa, 6 czerwca 2012

Łaciata alpaka

Dostałam wesołą, łaciatą alpakę:


Przed praniem było tego 30 deko, po praniu 25!
Jeszcze nie miałam tak brudnej alpaki - 5 deko brudu!

Poza tym nie raz tu pisałam, że to sztuka ufilcować alpakę! Że to wręcz niemożliwe!
Poprałam już dobre 6-8 kilo i nigdy tego nie doświadczyłam.
A prałam i spokojnie w ręku, i w pralce i w wizirze :))))
No to się w końcu udało! Ale tak całkiem i do imentu!

Jednak nie odpuściłam, nie odłożyłam filcowych gał na bok, tylko znów sięgnęłam po recepturę z octem!
Całość zalałam mieszanką octu z wodą 1:2 i bardzo wolno podgrzałam do wrzenia oraz gotowałam tym razem lekutko koło 15 minut. Po tym czasie wyłączyłam gaz i zostawiłam gar do ostudzenia na tyle, by łapy tam wsadzić.

Jeszcze ciepłą wełnę próbowałam rozciągać palcami, ale nie było to tak spektakularne jak rozciąganie swetrów. Wycisnęłam więc nadmiar i obsuszyłam na siatce.



Potem próbowałam kilku metod:
- wyskubywanie palcami - można ocipieć, nie polecam
- branie kawałka między dwie szczotki i rozczesywanie - zdaje egzamin, ale zabiera czas
- rozczesywanie jedną szczotką na desce - rewelacja!

Wyobraźcie sobie jak rozczesujecie włosy dziecka, od dołu, lekko po wierzchu, spokojnie.
Tak samo z wełną. Na nic walka siłowa, stres nie pomoże :)

Na początku czesałam taką "bułę" trzymając ją jedną ręką od spodu, ale lepsza jest deska, na której kładziemy taki filcak i spokojnie leciutko czeszemy.
Nic mi nie odpadło, rozczesałam całość!


Kolorystyka zupełnie "niemoja". Skojarzenia miałam jedynie z łaciatą krówką.


Gdybym miała więcej tej alpaki to bym zafarbowała, wtedy miałabym jakiś bardziej spokojny odcień.

Po chwili już miałam na nią pomysł.
Ufarbowałam merynosa na kilka niebieskich odcieni - gar, mało wody, dwa barwniki.Oczywiście wykorzystałam w tym farbowaniu mieszankę octową po rozluźnianiu alpaki :))), nie byłabym sobą wylewając taką mieszankę w kanał ot tak po prostu :))))
Ocet koło mnie kosztuje 0,99 złotego za pół litra, chyba najtańsza wersja krajowa.....:)))))



Dobra, musicie wierzyć bo nie widać, tam mi wyszło koło 6 odcieni w krótkich odcinkach.
Od granatu do turkusu.
Tylko dwa kolory wrzuciłam: błękitny i chabrowy.

Alpaczkę uprzędłam na dziko, z kłaczkami, bąbelkami a merynosa na gładko.



Kiedy zrobiłam nitkę podwójną to oczy mi się zaśmiały!
Taka mi się ładna wełenka zrobiła. Sama się tu pochwalę, bo ona naprawdę mi się bardzo spodobała!




To gruba wełna, uzyskałam tego 510 metrów w 34 deko.
Już po blokowaniu.
Merynos (23 mic) jak to on - rozpuchacił się i rozpanoszył. Razem z alpaką powinien współpracować. Alpaka z tą swoją delikatnością i merynos grubszy powinni dać lekką i puchatą dzianinę, nie odkształcającą się. Alpaka powinna skłonności merynosa do filcowania powstrzymać.
No chyba, że to łaciata alpaka z genem do filcowania :)

Przyłożyłam grubo uprzędzionego jacobsa i chyba z jego dodatkiem coś udziergam dla siebie.
Całość pasuje do dżinsów, moich etnicznych dodatków, toreb skórzanych, włosa rozwianego rudawego mego.
Merynosa wystarczy jeszcze na całą szpulkę, może go skręcę z brązową alpaką jednolitą i dołożę do tego dziergania, albo skręcę go z jakimś innym wynalazkiem. Albo ufilcuję, bo też łazi za mną jeden projekt.



W takim etnicznym dizajnie nie zdziwi moja ostatnia zabawka:


którą można schować do torebki i wyjąć w kolejce u lekarza.
Ostatnio bowiem doświadczam takich chwil często bywając z Mamą w tych rozkosznych i nastawionych na powrót do zdrowia placówkach!
A czekanie 3.5 godzinne nie przyprawi mnie już o rozstrój nerwowy.

Tą mątewkę przygotował przez wkręcenie haczyka mój mąż na spotkanie z Basią Fanaberią, które to już niedługo. A ja nie mam pojęcia o wrzecionie, nic a nic.
To co nawinięte to moja próba samodzielna. Chyba zaskoczyłam o co w tym biega.
Poczekam jednak na wskazówki od Maestry i nie będę utrwalać jakiś swoich złych nawyków.

Z filmów to ja nie umiem korzystać. Zawsze one za długo nagrane.
Przez kilka minut gada ktoś i macha np drutami i macha i trzęsie i poprawia i znów gada i poprawia.....a ekszyn to na samym końcu, gdy już moja niecierpliwość każe zamknąć jutuba.

Czy Wy to widzicie jak ja z tą mątewką popylam w rozmaitych miejscach? Nawet obiadek u Teściowej nie straszny!



No i ogólne PRZEPRASZAM, ze mnie nie ma.
Mam ciężki okres dodatkowo obfity w rocznice, urodziny, imieniny, zjazdy, wydarzenia, choroby i niedomagania.
Czekamy na Alutkę, co to ma mi się w prezencie urodzinowym pojawić na świecie i czas najwyższy coś dziecięciu przygotować.

To chyba pojadę na działkę, popadało ostatnio to łatwiej chwasty wyrywać :)

wtorek, 3 kwietnia 2012

Odfilcowana tunika

Ta tunika poległa, gdy wyprałam ją omyłkowo w pralce. Zaplątała się i skurczyła.
Miała zostać spruta, lecz potraktowałam ją octem.

Przed całą procedurą miała długości 53 cm, na szerokość ino przez łeb wchodziła:



I znów mieszanka octu z wodą 1:2, tunika zmoczona, włożona do gara, podpaliłam gaz i podgrzewałam przez 35 minut do gorąca, ale nie gotowałam.
Jak ostygła na tyle, że mogłam w dłonie chwycić ponaciągałam wzdłuż i wszerz.
Kiedy jeszcze trochę ostygła, w wodzie o takiej samej temperaturze wypłukałam ocet.
Obciekło, trochę wydusiłam ręcznie, można wytupać w ręczniku i heja na Maańkę!
Nie użyłam szpilek, Maańka dała radę.




Po wyschnięciu tunika wzdłuż i wszerz ma rozmiar 36, w który to wchodzę obecnie na styk.
Wzdłuż i wszerz powiększyła się dzianina o 10 cm.



Ta tunika to 100% wełny z merynosa.
W nagrodę za powodzenie, z kłębka, który miał służyć przy przeróbce filcaka zrobię chustę do kompletu. Zaczęłam już dłubać.

Sukcesem zakończyło się też odefilcowanie swetra, który z 10 lat prałam wyłącznie w pralce i chociaż ciepły ogromnie był jak dla mnie zbyt zbity.
Teraz trwa dekorowanie, pokażę jak skończę, bo przeszedł recykling bardziej złożony.

środa, 28 marca 2012

Kolejny recykling


Tunika wzięła się z tego kusego sfilcowanego sweterka na 5 lat.



Dostałam go do oczywistego wykorzystania jako jedynie filc. 
Już był odłożony do wycięcia filcowych ozdób, już go miałam na spódniczkę czy papucie dla niemowlęcia przerobić, alem z lenistwa nożyczek nie wzięła szybko. 
Na szerokość pod pachami to on miał 31 cm.


Czytam sobie księgę z dobrymi poradami Reader`s Digest - "Niezwykłe zastosowania zwykłych rzeczy", które to dzieło prezentem od Męża Ulubionego. I wyczytałam znienacka, że tylko ocet!

Ocet rządzi w mym domu. Używam go w ilościach hurtowych. Do farbowania, do sprzątania.
Do ratowania ufilcowanych rzeczy nigdy nie stosowałam. 
Kiedyś ktoś mi podał przepis na czary z wywarem z fasoli, ale nie dość, że się urobiłam, kosztowała ta fasola to jeszcze żaden efekt. 

Przepis jest prosty:
1 część octu, 2 części wody, zalać daną rzecz i gotować 25 minut!

Ja w garze zalałam pół litra octu i litr kranówy. 
Wstawiłam na mały gaz i podgrzewałam do ok 80 st (nie gotowałam) przez około 35 minut.

Poczekałam, aż woda ostygnie na tyle by nie parzyło i wycisnęłam dłońmi wodę, chwilę skapywało nad wanną, potem nałożyłam to na Maańkę. 
I tu strzeliłam babola, bo nie napisali co dalej po tym gotowaniu.
Przyszpiliłam szpilkami do blokowania i za chwilę miałam ślady po nich. 
Ocet zareagował ze stalą!



Tam gdzie wody z octem było najwięcej było najgorzej, patrzcie na sam dół!

Sprać się nie dało. Ale do gara wrzuciłam farbki, ocet i mam teraz taką pasującą do dżinsów!





Teraz dla porównania zdjęcie na kanapie. Pod pachami ma 38 cm! No i na długość jej poszło!


Co prawda deklarowanego rozmiaru z metki 40-42 nie uzyskałam, ale mi wystarczy 36-38.
W składzie jest owcza wełna, angora i nylon. Przewaga wełny.
Teraz to ładnie trzeba uczesać, pod spód ładny top dopasować, bo dekolt to jest do połowy biustu.

A Wy koniecznie wypłuczcie z tej mieszaniny octowej ciuch w stałej temperaturze zanim zblokujecie!
Chyba, że sobie kwiatki wyszyjecie lub nałożycie nowy kolorek :)

BARDZO WAŻNE: ROZCIĄGAMY I FORMUJEMY CIUCHA JESZCZE GDY JEST UMOCZONY W MIESZANINIE OCTOWEJ!!!!
POTEM SOBIE PŁUCZEMY.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...