Na wrzecionie skręcałam w miarę wyczesywania długie kłaki z uszu mojego cocker spaniela.
Jest to włos bardzo długi i miękki. Niemniej jednak uprzędzione na kołowrotku stały się i podatne na filcowanie i drapią.
Mniej niż wrzosówka czy owca górska, ale jednak.
Pierwszy wyrób z sierści mojego Bajtka jest do tej pory w szafie, przyszły pierwsze chłodne dni to może założę niedługo. Bo to jest bardzo ciepłe i jednak bardzo oryginalne rozwiązanie.
Zapełniłam wrzeciono i zaczęłam Bajtka regularnie strzyc u fryzjera na krótko, więc skończyło się zbieranie jego sierści.
Merynosa prosto z łączki dorwałam i zgrubnie uprzędłam. Farbowałam runo - miał to być koral, ale merynos za dużo pomarańczowej farby wessał i stał się rudy.
Połączyłam to z singlem bajtkowej sierści i razem uprałam, by sprawdzić co z tym filcowaniem.
No i nic.
Zero strat na długości, zero drapania. Uzyskałam grubą nić i absolutnie nie filcuje się to-to.
Początkowo miała być torebka, dlatego taka gruba nitka z bąblami dla faktury i ten spaniel co miał się według znaków poprzednich sfilcować. A teraz to się nadaje do ciała - zaczęłam robić otulacz na szyję.
Chwilowo go nie ma skończonego, bo ciepło było, a i koncepcja mi się zmienia.
Ten kolor to też raczej nie moje kolory, więc możliwe, że w garze skończy by kolor wytłumić.
Tylko wtedy spaniel się ufarbuje.
Na samym wierzchu leży malutki motek cockera ukręconego z kaszmirem i alpaką - kolorystycznie do wykończenia.
Być może nitka z wrzeciona uzyskuje jakiś inny skręt, który powoduje, że traci ta sierść ciągoty do filcu.
Tego nie wiem w tej chwili, jak mi się to powtórzy - to będę pewna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sierść psa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sierść psa. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 stycznia 2015
wtorek, 6 stycznia 2015
Proszę Państwa - oto pies :)
Pies w domu - musowo kiedy jeszcze sił nie brak na spacery.
Pies ma prawo wejść do mojego sklepu zamiast skamleć pod drzwiami.
Pies jest ciepły, nosi piach, uwala się w przejściu, czyha na miejsce w łóżku.
Pies lubi karmienie pod stołem.
Podobnie jak przegląd techniczny auta - pies ma swoją kolejkę u weta.
Niejednemu nawet przez myśl nie przejdzie co ja myślę, gdy wygłaskuję i miziam cudze psy, które to raczej zawsze do mnie przychodzą.
Otóż ja je macam technicznie - czy nadaje się ich sierść do przędzenia.
Poza oczywistą sympatią odzywa się u mnie praktycyzm do bólu.
Jesienią brałam udział w targach Zoobotanica we Wrocławiu, gdzie poznałam przemiłą Panią Basię - lekarza weterynarza i hodowcę wielkich psów - Moskiewski stróżujący, których portrety można zobaczyć TUTAJ.
Pani Basia była z jednym ze swoich malutkich piesków i na poczekaniu na wrzecionie ukręciłam jej mały kłębek wełny z jej psiaka. Sierść była w torbie, nie rwana z psa :)
Umówiłyśmy się na spotkanie i dostałam worek wyczesanej sierści z moskwicza.
Uprałam to przed pracą, i tu zaskoczenie - nie kąpane psy- spodziewałam się typowo psiego odoru - a tu tylko zwykły brud, zapach kurzu, a nie każdego kąpanego psa :)
Podobnie jak alpaka, schnąca sierść nabierała powietrza i wnet prawie same tworzyły się puchowe chmurki. Wyczesywałam to jednak chcąc ujednolicić kolor.
Potem uprzędłam w dubla.
Z tej wełny udziergałam kilka mitenek (damskich i męskich) i otulaczy na kolana.
Zostały pokazane i przekazane do testowania w Niemczech. Dwa motki poszły także na sprzedaż na tamtejszych targach, ale wróciły całe i zdrowe :)
Nie ma problemu, będziemy nosić z Basią swetry!
Został mi niewymiarowy kłąb sierści, więc go sprzędłam w singla, dodałam nitkę cieniuśkiego merynosa i zaczęłam dla siebie dziergać sweter.
Dla siebie przędłam starając się o większe różnice w kolorze. Mało tego mam na własny użytek więc chciałam połączyć to z inną. Pasuje do wszystkich kolorów.
Ale po założeniu karczka poczułam, że ja w tym nie wyrobię!
Za gorąco!!!!! Sprułam.
Z tego mota wyjdzie kamizelka. Będzie w pawie oczka albo cuś. Nie dla mnie taka wełna na sweter.
Chyba, że w góry się wybiorę.
I co najważniejsze - nie gryzie! Nie filcuje się, bo prałam gotowe rzeczy. Sierść jest wspaniała i tyle.
Pies ma prawo wejść do mojego sklepu zamiast skamleć pod drzwiami.
Pies jest ciepły, nosi piach, uwala się w przejściu, czyha na miejsce w łóżku.
Pies lubi karmienie pod stołem.
Podobnie jak przegląd techniczny auta - pies ma swoją kolejkę u weta.
Niejednemu nawet przez myśl nie przejdzie co ja myślę, gdy wygłaskuję i miziam cudze psy, które to raczej zawsze do mnie przychodzą.
Otóż ja je macam technicznie - czy nadaje się ich sierść do przędzenia.
Poza oczywistą sympatią odzywa się u mnie praktycyzm do bólu.
Jesienią brałam udział w targach Zoobotanica we Wrocławiu, gdzie poznałam przemiłą Panią Basię - lekarza weterynarza i hodowcę wielkich psów - Moskiewski stróżujący, których portrety można zobaczyć TUTAJ.
Pani Basia była z jednym ze swoich malutkich piesków i na poczekaniu na wrzecionie ukręciłam jej mały kłębek wełny z jej psiaka. Sierść była w torbie, nie rwana z psa :)
Umówiłyśmy się na spotkanie i dostałam worek wyczesanej sierści z moskwicza.
Uprałam to przed pracą, i tu zaskoczenie - nie kąpane psy- spodziewałam się typowo psiego odoru - a tu tylko zwykły brud, zapach kurzu, a nie każdego kąpanego psa :)
Podobnie jak alpaka, schnąca sierść nabierała powietrza i wnet prawie same tworzyły się puchowe chmurki. Wyczesywałam to jednak chcąc ujednolicić kolor.
Potem uprzędłam w dubla.
Z tej wełny udziergałam kilka mitenek (damskich i męskich) i otulaczy na kolana.
Zostały pokazane i przekazane do testowania w Niemczech. Dwa motki poszły także na sprzedaż na tamtejszych targach, ale wróciły całe i zdrowe :)
Nie ma problemu, będziemy nosić z Basią swetry!
Został mi niewymiarowy kłąb sierści, więc go sprzędłam w singla, dodałam nitkę cieniuśkiego merynosa i zaczęłam dla siebie dziergać sweter.
Dla siebie przędłam starając się o większe różnice w kolorze. Mało tego mam na własny użytek więc chciałam połączyć to z inną. Pasuje do wszystkich kolorów.
Ale po założeniu karczka poczułam, że ja w tym nie wyrobię!
Za gorąco!!!!! Sprułam.
Z tego mota wyjdzie kamizelka. Będzie w pawie oczka albo cuś. Nie dla mnie taka wełna na sweter.
Chyba, że w góry się wybiorę.
I co najważniejsze - nie gryzie! Nie filcuje się, bo prałam gotowe rzeczy. Sierść jest wspaniała i tyle.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Ja cię kręcę!
Nowy bzik, nowe wariactwo, nowe szukanie w guglu!!!!!!!!!!!!
Basia prawidłowo określiła stan przędzenia na wrzecionie jako relaks czystej formy.
Ja na razie zbyt wiele mam euforii, poczucia jak mało umiem, chęci zdobycia tej umiejętności w stopniu doskonałym, chęci doświadczenia pracy na jakimś innym przyrządzie by twierdzić, że się relaksowałam w niedzielę!
:))))
Ale to było tak pochłaniające, że nie mogłam się oderwać. Chowałam wszystko kilka razy i kilka razy rozkładałam wełnę, szczotki i moją kwirlejkę.
Ukręciłam, potem nawinęłam andyjską metodą singla na dłoń i z nadgarstka skręciłam podwójną.
Po zdjęciu nawoju ze środkowego palca, motek mamy dokoła nadgarstka i dwa końce nitek, które nie przeszkadzają sobie w skręceniu w podwójną.
Dla mnie żmudna robota, chyba szybciej zrobię 2ply zwijając na kłębki nawój z wrzeciona, ale warto znać wszelkie techniki i sposoby.
Nitka spora, ale dołączy do kołowrotkowej Noemi i razem stworzy chustę.
Na moim wrzecionie już nitka z wełny bajtusiowej (cocker spaniel), którą to spokojnie do zimy nazbieram na jakiś udzierg ekstremalny :)
Zamiast leżeć wełna trafi od razu na wrzeciono, a nie zajmie mi szpulki kołowrotkowej na dość długo, bowiem spaniela czeszę od czasu do czasu i tylko z niego kudły zbieram jak są piękne wyczeski.
Naoglądałam się TUTAJ cudnych wrzecion.
Mój małżonek obiecał po pracy podjechać po zestaw kołotuszek :))), będę szukać tej najlepszej lub kilku doskonałych, wypatrywać idealnego wrzeciona, mam płyty CD do zrobienia takiego samodzielnie, mam oczy dokoła głowy za kształtem wrzeciona i pewnie będę wypatrywać na starociach :)
Wzięło mnie....
Odkrywam kolejne blogi i miejsca. Założyłam sobie kolejny folder z tytułem WRZECIONO.
Widzę, jak inni mają podobnego hopla :))). I to jest wspaniałe!
Basia prawidłowo określiła stan przędzenia na wrzecionie jako relaks czystej formy.
Ja na razie zbyt wiele mam euforii, poczucia jak mało umiem, chęci zdobycia tej umiejętności w stopniu doskonałym, chęci doświadczenia pracy na jakimś innym przyrządzie by twierdzić, że się relaksowałam w niedzielę!
:))))
Ale to było tak pochłaniające, że nie mogłam się oderwać. Chowałam wszystko kilka razy i kilka razy rozkładałam wełnę, szczotki i moją kwirlejkę.
Ukręciłam, potem nawinęłam andyjską metodą singla na dłoń i z nadgarstka skręciłam podwójną.
Po zdjęciu nawoju ze środkowego palca, motek mamy dokoła nadgarstka i dwa końce nitek, które nie przeszkadzają sobie w skręceniu w podwójną.
Dla mnie żmudna robota, chyba szybciej zrobię 2ply zwijając na kłębki nawój z wrzeciona, ale warto znać wszelkie techniki i sposoby.
Nitka spora, ale dołączy do kołowrotkowej Noemi i razem stworzy chustę.
Na moim wrzecionie już nitka z wełny bajtusiowej (cocker spaniel), którą to spokojnie do zimy nazbieram na jakiś udzierg ekstremalny :)
Zamiast leżeć wełna trafi od razu na wrzeciono, a nie zajmie mi szpulki kołowrotkowej na dość długo, bowiem spaniela czeszę od czasu do czasu i tylko z niego kudły zbieram jak są piękne wyczeski.
Naoglądałam się TUTAJ cudnych wrzecion.
Mój małżonek obiecał po pracy podjechać po zestaw kołotuszek :))), będę szukać tej najlepszej lub kilku doskonałych, wypatrywać idealnego wrzeciona, mam płyty CD do zrobienia takiego samodzielnie, mam oczy dokoła głowy za kształtem wrzeciona i pewnie będę wypatrywać na starociach :)
Wzięło mnie....
Odkrywam kolejne blogi i miejsca. Założyłam sobie kolejny folder z tytułem WRZECIONO.
Widzę, jak inni mają podobnego hopla :))). I to jest wspaniałe!
wtorek, 28 grudnia 2010
Na co komu pies - wool of cocker spaniel
Nazbierałam z uszu Bajtusiowych czesanki!
Włos ma na nich długi, miękki, lśniący. Wyczesywałam cierpliwie i składałam w woreczki. Na samym początku uprałam taką garść i to był błąd - sfilcowała się od razu.
Długo to trwało.
Uzbierałam 12 deko i skoro musiałam wszystkie inne zabawki pochować, przezornie blisko zostawiłam kołowrotek i czesankę z Bajtka.
W pierwszy dzień Świąt małżonek wybrał się do rodziny brata, a ja pod pozorem potrzeby samotności zasiadłam do Gada i ukręciłam.
Przy okazji mierzyłam czas - 47 metrów /h .
W pierwszej wersji uzyskałam 141 metrów 2 ply.
Singiel 282 metrów był gruby, bo nie posiadam zgrzebła, a sierść przechowywana i przekładana z miejsca na miejsce pofilcowała się w buły, więc wyciągałam ile dałam rady palcami i nie zależało mi na cieniźnie.

Nawinęłam na motowidło i uprałam zwój.
Nie capiło psem absolutnie. Ta sierść pozbawiona jest bliskości psich gruczołów zapachowych i jedynie pospolity kurz z niej zszedł.
Wyczesywałam Bajtka też kiedy był w miarę czysty.
Od razu zauważyłam, że wełna ma tendencję do zbijania, więc jeszcze raz nawinęłam na motowidło i zmierzyłam. Ubytek wynosił ok 10%. Powtórne mierzenie dało wynik 127,5 metra w 2 ply.


Wełenka jest sucha, pachnie teraz lenorem, jest bardzo mocna, nie można jej przerwać rękami, musiałam użyć nożyczek.
Po intensywnym trzepaniu wełny uzyskałam efekt moheru.
Jest miękka, ale jednocześnie lekko drapiąca. Kolor ma zbliżony do moich włosów, taka namiastka alpaki, beżowo-rudy blond.
No i mam zadumę, co z niej zrobić.
Myślałam, ze posłuży jako część w swetrze, jednak obawiam się, że filcowania nie koniec.
Czapka? Rekawiczki? To też będzie zaraz sfilcowane, ale jednocześnie ciepłe.
Torebka? To byłoby najlepsze rozwiązanie, ale jakoś muszę ograniczyć ilość torebek.
Pozostawiam w nawoju do ostatecznej decyzji, póki co noszę jako golf na szyi po domu i napawam się niesamowitym ciepłem psiej sierści.
Może oddzielenie jej inną wełną nie pozwoli się filcować drastycznie?
Włos ma na nich długi, miękki, lśniący. Wyczesywałam cierpliwie i składałam w woreczki. Na samym początku uprałam taką garść i to był błąd - sfilcowała się od razu.
Długo to trwało.
Uzbierałam 12 deko i skoro musiałam wszystkie inne zabawki pochować, przezornie blisko zostawiłam kołowrotek i czesankę z Bajtka.
W pierwszy dzień Świąt małżonek wybrał się do rodziny brata, a ja pod pozorem potrzeby samotności zasiadłam do Gada i ukręciłam.
Przy okazji mierzyłam czas - 47 metrów /h .
W pierwszej wersji uzyskałam 141 metrów 2 ply.
Singiel 282 metrów był gruby, bo nie posiadam zgrzebła, a sierść przechowywana i przekładana z miejsca na miejsce pofilcowała się w buły, więc wyciągałam ile dałam rady palcami i nie zależało mi na cieniźnie.
Nawinęłam na motowidło i uprałam zwój.
Nie capiło psem absolutnie. Ta sierść pozbawiona jest bliskości psich gruczołów zapachowych i jedynie pospolity kurz z niej zszedł.
Wyczesywałam Bajtka też kiedy był w miarę czysty.
Od razu zauważyłam, że wełna ma tendencję do zbijania, więc jeszcze raz nawinęłam na motowidło i zmierzyłam. Ubytek wynosił ok 10%. Powtórne mierzenie dało wynik 127,5 metra w 2 ply.
Wełenka jest sucha, pachnie teraz lenorem, jest bardzo mocna, nie można jej przerwać rękami, musiałam użyć nożyczek.
Po intensywnym trzepaniu wełny uzyskałam efekt moheru.
Jest miękka, ale jednocześnie lekko drapiąca. Kolor ma zbliżony do moich włosów, taka namiastka alpaki, beżowo-rudy blond.
No i mam zadumę, co z niej zrobić.
Myślałam, ze posłuży jako część w swetrze, jednak obawiam się, że filcowania nie koniec.
Czapka? Rekawiczki? To też będzie zaraz sfilcowane, ale jednocześnie ciepłe.
Torebka? To byłoby najlepsze rozwiązanie, ale jakoś muszę ograniczyć ilość torebek.
Pozostawiam w nawoju do ostatecznej decyzji, póki co noszę jako golf na szyi po domu i napawam się niesamowitym ciepłem psiej sierści.
Może oddzielenie jej inną wełną nie pozwoli się filcować drastycznie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)







