Pod choinką znalazło się małe rękodzieło dla Alutki:
Sukienka z resztek różowizny, rękawiczki i skarpetki.
Dla księcia Aleksandra z wełny skarpetkowej komplet zimowy - czapka, golfik, skarpetki, rękawiczki i kamizelka za tyłek by grzała.
Z braku czasu kamizelka zrobiona na maszynie dziewiarskiej i wykończona potem ręcznie.
Rękawiczki są podwójne, niestety nie trafiłam w rozmiar i zrobię inne ciut większe.
Te są na "akurat".
Włóczka cudna od Włóczkowej Wróżki.
Jeszcze zrobiłam dla znajomych Panienek skarpetki, alem nie udokumentowała.
Czasu zbrakło.
Dla się mam skończony haft wyszywany w ramach Polskiego Needlepointa, oraz kilka przerobionych swetrów, które opiszę innym razem już w następnym roku.
Ze statystyki widzę, że sporo osób zagląda na tematy przeróbkowe - co cieszy, bo jak wiecie lubię, gdy nic się nie marnuje.
Składam Wam moje najserdeczniejsze życzenia wspaniałego roku 2014!
Życzę każdemu zdrowia i miłości - resztę można kupić.
Chcę, by w każdej Waszej Rodzinie było szczęście!
Chcę, by zwierzaki miały spokój w noc sylwestrową!
Kocham przeróbki i najchętniej to właśnie robię.
Wydaje mi się, że robię coś pożytecznego i zarówno bez sensu, bowiem wszystko dziś w takim nadmiarze, że głowa boli. A już ubrać się można za przysłowiową złotówkę.
Hurtem polecę dzisiaj, bo się zbiera codziennie coś nowego.
Sukienka ze śpiochów, powstała w marcu. Śpiochy były już za krótkie, a w zapasach miałam i różowy kawałek weluru i koronkę.
Obcięłam nogawki i doszyłam falbanki. Środki falbanek i materiałów pozaznaczałam szpilką, przyszyłam przymarszczając, potem pod spodem powycinałam szwy i przestębnowałam po wierzchu.
Myk i zrobione.
Naonczas 9-miesięczna Alutka (marzec) w kiecce po lekturze z ochotą pomagała w porządkach:
A czy Ty dziś powycierałaś kurze????
Kolejną sukienkę przerobiłam już nieznacznie. Wyprułam zniszczony pochlapany kołnierzy i uszyłam nowy. Dodałam też koronkę na dole sukienusi.
Dla starszego Huna naprędce, bo zimno było - ze starego swetra kolejny golfik:
Jak widać, jako szablon posłużył dziergany na drutach otulacz, wykorzystałam dół swetra i najnormalniej pozszywałam go maszynowo. Golf musi być zszyty tak, by po wywinięciu nie wyłaził szew - to chyba oczywiste. Jak ktoś musi to może estetyczniej dół wykończyć. W realu to ta nitka mniej bije po oczach :)
Dla siebie przerobiłam indyjską tunikę po kolanka.
Te tuniki bywają w przecudnych kolorach, lecz szyte są na jedno kopyto - dwa prostokąty to przód i tył, dwa prostokąty i romb pod pachą - to rękawy.
Z założenia na chude glisty, bez cycków i dupci mimo rozporków. I po kolanka.
W jedną się wciągłam bez konieczności wszywania zamka.
Materia zacna - bawełna z jedwabiem.
Powiększyłam dekolt, skróciłam do bioder, rozerwany bok zszyłam i miejsce reperacji ukryłam pod kwiatkiem z kawałka dołu. Rękawy wykrojone na nowo, po europejsku.
Na szyję szal z jedwabnej tafty i włala - tunika wręcz na salony :)
Kolejne tuniki czekają na czas i zmiłowanie.
Kilka spódnic też poprzerabiałam, ale nie będę tu się nimi epatować, bowiem to albo skrócenie, albo - co ciekawe - zwężenie :)))
Spoko, spoko - dalej jestem okrągła :))), ale ciut mniej.
Nie znoszę pasków w spódnicach. Jak jestem gruba to mi się taki pasek wrzyna i zgina, a jak lecę z wagi to mi odstaje. I wszystkie swoje spódnice pozbawiam usztywnionych pasków w taki prosty sposób:
Odcinam lub odpruwam pasek, do szwu przyszywam albo tasiemkę, albo ten sam materiał (np. odzysk z paska), podwijam do spodu, mocuję, przyszywam guzik i dziergam igłą pętelkę.
Wtedy spódnicę łatwiej na siebie dopasować. W czasie tycia jest w pasie, w czasie chudnięcia opada na biodra.
Ze starych firanek szyję takie rozmaite woreczki. Służą do wkładania w nie rajstop, biustonoszy, delikatnych rzeczy. Najlepsze są zazdrostki z gotowymi dziurkami, przez nie przekładam sznurek a na nim umieszczam stoper do zaciskania.
A z innych ciekawych materiałów, o ile mają miły kolor powstają woreczki na cokolwiek.
Tu przerobiony zagłówek chyba. Nawet koronka była z dziurami.
Przecięłam go na pół i w koronkę wciągnęłam sznurówki.
No i tak sobie przerabiam. Teraz akurat mam chwilkę to idę pozwężać spodnie. Raczyło zniknąć ok 4 cm z bioder i z pasa koło 10.
Na koniec - Najwyższy bawiący w stolicy, w kiblu Min. Finansów robi zdjęcie i wysyła je do mnie z pytaniem - "To może do Czechów jest skierowane?"
Ja zaś spozieram na sufity i sprawdzam, czy mi wesolutko deszczyk nie kapie.
Póki co po ostatniej naprawie jeszcze nie ma przecieku, ale remont porządny to-to nie był.
Strach się bać, więc na pocieszenie jeszcze ukochana Barbara Kraftówna:
Dla moich Hunów z Domowego Przedszkola pod choinką znalazły się takie komplety:
Poszło na nie niecałe 20deko czeskiego poliamidu, prawdziwy kolor jak na górze, grafitowa szarość.
Obwód czapki 80 oczek, druty 3,5. Obwód początkowy golfu też 80 oczek, potem rozszerzane do 120.
Wykończyłam całość dziwnego zakupu z Czech bo mi się motki 5 dekowe pomerdały z 10 dekowymi. Leżało to-to sobie 13 lat!!!! Nabrał wreszcie mocy.
Sama włóczka wyjątkowo miła, niezgrzytająca w robocie. Sprawdziły się golfiki, więc teraz Dziecki dostaną wełniane.
Kombajn powstał z mojej pierwszej uprzędzionej wełny już nie jako próbka. Miałam pół kilo czesanki turkosowej i dwa moteczki-gratisy od Izy. Bawiłam się w mieszanie i w sumie uplotłam trochę gładkiego i trochę melanżu.
Czesanka ma piękny kolor turkusu. Lampa rozjaśniła.
Mając sporo tego merynosa nie chciałam dziergać kilku wszechobecnych chust z cienizny, ale czekałam na przypływ inwencji i wykorzystanie całości.
W końcu wena przyszła. Wymyśliłam ten fason, aby połączyć melanż z pełnym kolorem.
Nitka, chociaż w miarę równo sprzędziona była cienka i sztywna, a ja zamarzyłam o czymś puchatym.
Na Gadzie szybciutko, aby nie przerwać nici przekręciłam odwrotnie i oczom mym ukazało się całe moje amatorstwo. Wylazły wszystkie grudy!
Ale szczerze mówiąc - ta nić bardziej mi się spodobała. Taki artyzm to wprawne prząśniczki długo trenują :)))))
Kombajn to:
- bluzka podstawowa z rękawami 3/4, dekolt średni, robiona bez zszywania na okrągło z melanżowej części i najbardziej gruzłowatej na drutach nr 4,5, oraz z dołu ściągaczowego z cieńszej nici drutami 3,5. Sięga do połowy bioder. Można ją nosić na jedną lub drugą stronę, jest jednakowa w formie, różni się układem melanżu
- zarękawki, robione na okrągło, ściągaczem, druty 3,5, od połowy dłoni po pachę. Na obwodzie 40 oczek, na samej górze w przedostatnim rzędzie dodane 10 oczek, aby było pod pachą wygodnie i nie uciskało ramienia. Można je wywijać.
- golf, robiony na 100 oczkach ściągaczem, zmiana szerokości wynika z użycia różnej grubości nici i drutów. Można go nosić na kilka sposobów.
- kapelusik udziergany szydełkiem z największych baboli i ufilcowany w pralce.
Całość można oczywiście nosić na kilka sposobów:
-samą bluzkę,
-z zarękawkami lub bez,
-z golfem lub nie,
-kapelusz i sam golf to ciepłe okrycie do płaszcza,
-zarękawki można założyć do innego ciucha
-lub zrobić z nich getry.
Już szczęśliwa, że wykorzystałam całość zaczęłam sprzątać, aż tu nagle w kolejnym pojemniku odkryłam jeszcze kawałek turkusu i wydziergam jeszcze pokrowiec na telefon lub opaskę na włosy. Lubię wykorzystywać wszystko do końca.
Całość dzieła waży 48 deko, więc jakieś 2 dkg zmarnowałam w przędzeniu i dzierganiu.
Prałam ręcznie, a ponieważ w wodzie kolor długo się pokazywał w płukaniu wykorzystałam znów środek do czyszczenia z octem z Lidla. Po praniu kolor wełny jest dalej bardzo intensywny, ale już nie puszcza barwnika.
Całość jest bardzo miękka, ja ją noszę bezpośrednio na ciało. Nic się nie rozlazło.