Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tunika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tunika. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lipca 2014

Tunika na ludziku i inne przypadki

Zaraz po swoich urodzinach mała Jubilatka trafiła do szpitala na tydzień.
Potem Całe Dziadostwo opiekowało się Alicją i w czasie kiedy był mój dyżur zrobiłam jej zdjęcia w tunice.


Zaraz po szpitalu smoczek zwany "Dudu" poszedł precz  i nocnik zaczyna mieć chwile uwagi.
Lada chwila pozbędzie się Ala pieluchy.
To ostatnie zdjęcia Alutki ze smoczkiem:


Zaczynają się już zdania i coraz większa precyzja w rysowaniu drobnych elementów.

Z zabaw najbardziej Alutek lubi naśladować Matkę-Polkę. Sprząta, gotuje, karmi. Innych oczywiście.
Sama jest dalej ponad.

Nikt tak szczodrze psa kilogramem suchego ryżu nie pasie. Dziwne tylko, że kundel nawet po zalaniu tego litrem wody z drugiej miski też nie chce. Kot opanował już wszystkie sposoby, by uratować ogon i nawet nie próbuje pazurem fugi się trzymać, gdy Ala usiłuje froterować nim podłogi.
Babci na szczęście rozumu nie odjęło i tępi takie przemoce.

Kołowrotek jest fascynujący.
Chwilowo stoi odłogiem i pokrywa go kurz. Młoda prządka już wie, że noga też ma udział w sprawnym kręceniu i teraz skończyła się zabawa ze zdejmowaniem cięgna.
Teraz Alicja używa i rąk i nóg by machinę uruchomić.


I nadchodzi taka błogosławiona chwila:
Każden jeden pakuje się gdzie mu lepiej i .........sjesto trwaj!!


czwartek, 6 czerwca 2013

Jak ja lubię przeróbki!

Kocham przeróbki i najchętniej to właśnie robię.
Wydaje mi się, że robię coś pożytecznego i zarówno bez sensu, bowiem wszystko dziś w takim nadmiarze, że głowa boli. A już ubrać się można za przysłowiową złotówkę.
Hurtem polecę dzisiaj, bo się zbiera codziennie coś nowego.

Sukienka ze śpiochów, powstała w marcu. Śpiochy były już za krótkie, a w zapasach miałam i różowy kawałek weluru i koronkę.
Obcięłam nogawki i doszyłam falbanki. Środki falbanek i materiałów pozaznaczałam szpilką, przyszyłam przymarszczając, potem pod spodem powycinałam szwy i przestębnowałam po wierzchu.
Myk i zrobione.




Naonczas 9-miesięczna Alutka (marzec) w kiecce po lekturze z ochotą pomagała w porządkach:







A czy Ty dziś powycierałaś kurze????


Kolejną sukienkę przerobiłam już nieznacznie. Wyprułam zniszczony pochlapany kołnierzy i uszyłam nowy. Dodałam też koronkę na dole sukienusi.






Dla starszego Huna naprędce, bo zimno było - ze starego swetra kolejny golfik:


Jak widać, jako szablon posłużył dziergany na drutach otulacz, wykorzystałam dół swetra i najnormalniej pozszywałam go maszynowo. Golf musi być zszyty tak, by po wywinięciu nie wyłaził szew - to chyba oczywiste. Jak ktoś musi to może estetyczniej dół wykończyć. W realu to ta nitka mniej bije po oczach :)


Dla siebie przerobiłam indyjską tunikę po kolanka. 
Te tuniki bywają w przecudnych kolorach, lecz szyte są na jedno kopyto - dwa prostokąty to przód i tył, dwa prostokąty i romb pod pachą - to rękawy.
Z założenia na chude glisty, bez cycków i dupci mimo rozporków. I po kolanka. 
W jedną się wciągłam bez konieczności wszywania zamka. 
Materia zacna - bawełna z jedwabiem.
Powiększyłam dekolt, skróciłam do bioder, rozerwany bok zszyłam i miejsce reperacji ukryłam pod kwiatkiem z kawałka dołu. Rękawy wykrojone na nowo, po europejsku.
Na szyję szal z jedwabnej tafty i włala - tunika wręcz na salony :)






Kolejne tuniki czekają na czas i zmiłowanie.

Kilka spódnic też poprzerabiałam, ale nie będę tu się nimi epatować, bowiem to albo skrócenie, albo - co ciekawe - zwężenie :)))
Spoko, spoko - dalej jestem okrągła :))), ale ciut mniej.

Nie znoszę pasków w spódnicach. Jak jestem gruba to mi się taki pasek wrzyna i zgina, a jak lecę z wagi to mi odstaje. I wszystkie swoje spódnice pozbawiam usztywnionych pasków w taki prosty sposób:


Odcinam lub odpruwam pasek, do szwu przyszywam albo tasiemkę, albo ten sam materiał (np. odzysk z paska), podwijam do spodu, mocuję, przyszywam guzik i dziergam igłą pętelkę.
Wtedy spódnicę łatwiej na siebie dopasować. W czasie tycia jest w pasie, w czasie chudnięcia opada na biodra.

Ze starych firanek szyję takie rozmaite woreczki. Służą do wkładania w nie rajstop, biustonoszy, delikatnych rzeczy. Najlepsze są zazdrostki z gotowymi dziurkami, przez nie przekładam sznurek a na nim umieszczam stoper do zaciskania.



A z innych ciekawych materiałów, o ile mają miły kolor powstają woreczki na cokolwiek. 
Tu przerobiony zagłówek chyba. Nawet koronka była z dziurami.
Przecięłam go na pół i w koronkę wciągnęłam sznurówki. 




No i tak sobie przerabiam. Teraz akurat mam chwilkę to idę pozwężać spodnie. Raczyło zniknąć ok 4 cm z bioder i z pasa koło 10. 

Na koniec - Najwyższy bawiący w stolicy, w kiblu Min. Finansów robi zdjęcie i wysyła je do mnie z pytaniem - "To może do Czechów jest skierowane?"


Ja zaś spozieram na sufity i sprawdzam, czy mi wesolutko deszczyk nie kapie. 
Póki co po ostatniej naprawie jeszcze nie ma przecieku, ale remont porządny to-to nie był. 
Strach się bać, więc na pocieszenie jeszcze ukochana Barbara Kraftówna:


Też mam takie gacie w paski! 
No idę, idę już, oderwać się nie mogę!



czwartek, 9 sierpnia 2012

Łaciata alpaka w tunice

Wreszcie temperatura pozwala pokazać co powstało Z TEJ WEŁENKI.
Od góry, tył i przód jednakowy, druty 4.5 chyba :)
Za tyłek mi wyszła tunika i waży niecałe 25 deko.




Na pas brązu pod biustem użyłam uprzędzionego na wrzecionie jacobsa. To wspaniałe urządzenie pozwala właśnie na zrobienie sobie szybciutko kawałka nici.
A moje wrzecionka ewoluują z takich zakupionych mątewek, które w całym zestawie nabył mi mąż za niebotyczne 12 zł.
Jak widać to wrzeciono było leciutkie bo jako koło zamachowe zamocowałam podstawkę korkową do piwa. Nawijałam 2ply metodą andyjską. Swojej ręce niewygodnie zdjęcia robić :)


Wykorzystałam to co zdjęłam z wrzeciona i pas pokazuje gdzie powinna być talia.



No to jeszcze kilka fotek, a co se będę żałować :)





Na lewą stronę można też nosić, bowiem żadna nitka nie wystaje, są łączone metodą filcowania.
Struktura dziko mieszana z guzłami:



Wchodzę w nią, na szczęście w nią wchodzę!
Pasuje do jeansów jednych jedynych, które kupiłam na swój zadek. Pojedzie ze mną do Warszawy!

wtorek, 3 kwietnia 2012

Odfilcowana tunika

Ta tunika poległa, gdy wyprałam ją omyłkowo w pralce. Zaplątała się i skurczyła.
Miała zostać spruta, lecz potraktowałam ją octem.

Przed całą procedurą miała długości 53 cm, na szerokość ino przez łeb wchodziła:



I znów mieszanka octu z wodą 1:2, tunika zmoczona, włożona do gara, podpaliłam gaz i podgrzewałam przez 35 minut do gorąca, ale nie gotowałam.
Jak ostygła na tyle, że mogłam w dłonie chwycić ponaciągałam wzdłuż i wszerz.
Kiedy jeszcze trochę ostygła, w wodzie o takiej samej temperaturze wypłukałam ocet.
Obciekło, trochę wydusiłam ręcznie, można wytupać w ręczniku i heja na Maańkę!
Nie użyłam szpilek, Maańka dała radę.




Po wyschnięciu tunika wzdłuż i wszerz ma rozmiar 36, w który to wchodzę obecnie na styk.
Wzdłuż i wszerz powiększyła się dzianina o 10 cm.



Ta tunika to 100% wełny z merynosa.
W nagrodę za powodzenie, z kłębka, który miał służyć przy przeróbce filcaka zrobię chustę do kompletu. Zaczęłam już dłubać.

Sukcesem zakończyło się też odefilcowanie swetra, który z 10 lat prałam wyłącznie w pralce i chociaż ciepły ogromnie był jak dla mnie zbyt zbity.
Teraz trwa dekorowanie, pokażę jak skończę, bo przeszedł recykling bardziej złożony.

środa, 28 marca 2012

Kolejny recykling


Tunika wzięła się z tego kusego sfilcowanego sweterka na 5 lat.



Dostałam go do oczywistego wykorzystania jako jedynie filc. 
Już był odłożony do wycięcia filcowych ozdób, już go miałam na spódniczkę czy papucie dla niemowlęcia przerobić, alem z lenistwa nożyczek nie wzięła szybko. 
Na szerokość pod pachami to on miał 31 cm.


Czytam sobie księgę z dobrymi poradami Reader`s Digest - "Niezwykłe zastosowania zwykłych rzeczy", które to dzieło prezentem od Męża Ulubionego. I wyczytałam znienacka, że tylko ocet!

Ocet rządzi w mym domu. Używam go w ilościach hurtowych. Do farbowania, do sprzątania.
Do ratowania ufilcowanych rzeczy nigdy nie stosowałam. 
Kiedyś ktoś mi podał przepis na czary z wywarem z fasoli, ale nie dość, że się urobiłam, kosztowała ta fasola to jeszcze żaden efekt. 

Przepis jest prosty:
1 część octu, 2 części wody, zalać daną rzecz i gotować 25 minut!

Ja w garze zalałam pół litra octu i litr kranówy. 
Wstawiłam na mały gaz i podgrzewałam do ok 80 st (nie gotowałam) przez około 35 minut.

Poczekałam, aż woda ostygnie na tyle by nie parzyło i wycisnęłam dłońmi wodę, chwilę skapywało nad wanną, potem nałożyłam to na Maańkę. 
I tu strzeliłam babola, bo nie napisali co dalej po tym gotowaniu.
Przyszpiliłam szpilkami do blokowania i za chwilę miałam ślady po nich. 
Ocet zareagował ze stalą!



Tam gdzie wody z octem było najwięcej było najgorzej, patrzcie na sam dół!

Sprać się nie dało. Ale do gara wrzuciłam farbki, ocet i mam teraz taką pasującą do dżinsów!





Teraz dla porównania zdjęcie na kanapie. Pod pachami ma 38 cm! No i na długość jej poszło!


Co prawda deklarowanego rozmiaru z metki 40-42 nie uzyskałam, ale mi wystarczy 36-38.
W składzie jest owcza wełna, angora i nylon. Przewaga wełny.
Teraz to ładnie trzeba uczesać, pod spód ładny top dopasować, bo dekolt to jest do połowy biustu.

A Wy koniecznie wypłuczcie z tej mieszaniny octowej ciuch w stałej temperaturze zanim zblokujecie!
Chyba, że sobie kwiatki wyszyjecie lub nałożycie nowy kolorek :)

BARDZO WAŻNE: ROZCIĄGAMY I FORMUJEMY CIUCHA JESZCZE GDY JEST UMOCZONY W MIESZANINIE OCTOWEJ!!!!
POTEM SOBIE PŁUCZEMY.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...