Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sposoby na choroby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sposoby na choroby. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 czerwca 2010

Morskie opowieści

Wybyłam i przybyłam, ale opadły mnie obowiązki i nie dałam rady od razu napisać.
Lekko wydłużony weekend czerwcowy mogłam spędzić w Rusinowie, gdzie zabrałam się z niewielką grupą paintbolową skojarzoną znajomościami z właścicielem ośrodka.
Z "ulicy" nie ma szans na pobyt, tylko koligacje i układy! Jak za dawnych lat!

Zabrałam Bajtka, który jest niemożliwy w samochodzie.
Nie słucha, jęczy, wyje, miauczy, chce na kolana, chce poprowadzić, okno musi być otwarte itp itd.
Pomna ostrzeżeń córki w tamtym roku, kiedy to z nią pojechał nad morze znów podałam mu tabletki, ale ponieważ pół godziny przed wyjazdem nie podziałało i pies z oczami baseta rozkładał się na łapach już po skończonej jeździe - podałam godzinę wcześniej.

Zero pozytywów. Kręcił się, miotał, warczał i nawet mnie ugryzł w rękaw kurtki gdy go spychałam z kolan.
Makabra.

W dodatku w wypaśnym samochodzie jakim jechałam światła oślepiały innych. Przepakowałyśmy bagaże, sądząc że pomoże to obniżyć, nic z tego. Tirowcy nas oślepiali, trąbili, a jeszcze jak CB włączyła córa to dopiero była jazda!
W końcu zaczęłyśmy kombinować na jakiejś stacji i włączyłyśmy postojowe. Tylko to nas ratowało.
Wkurzenie dziecka było ogromne, bo auto przeszło kompletny przegląd w autoryzowanej stacji! Podała więc innym przez radio, że ma problem i uspokoiło się towarzystwo. Ale dzięki tej jeździe mit o blondynkach w aucie zyskał na wartości!
Hasło: UWAGA BLONDYNKA W CYTRYNIE długo chyba obowiązywało!

Postój wraz z drugim samochodem wypadł z Żydowie, gdzie już po prostu musieliśmy wyjść i odetchnąć. Bajt wrócił tak mokry od rosy i upaprany piachem, że szkoda słów.

Morze nas przywitało pochmurnym dniem, cieszyłam się z zestawu ubrań i skarpet! A najbardziej z nowych adidasów!
Nie tyle z faktu posiadania, co z efektu jaki uzyskałam wybierając się na zakupy z małżonkiem!
Od dobrych kobiet w sklepie kilka razy usłyszał o moim nieciekawym rozmiarze i kupił bez dyskutowania nad ceną. Teraz nie marudzi jak go do szewca wysyłam do naprawy ze starymi. Wie, co mnie czeka na zakupach.

Następnego dnia jednak wyszło słońce i wyruszyliśmy na plażę.
Zaraz pierwszego dnia znalazłam ten kawałek do mojej kolekcji skamielin


Było pięknie. Cicho, bezludnie, słonecznie.
Cztery dni ciepła i spokoju. Cztery dni bez pracy i telefonu.
Zapytałam jednakże o to, czy mają w pobliżu pasmanterię, ale dziwne spojrzenia i niezrozumienie tematu nie pozwoliło kontynuować dociekań. Sklepy więc miałam z głowy!

Morze obdarowało morszczynem, który już wypłukany i ususzony będzie składnikiem diety.


Opalenizna lekutka też zabrana.


Kauni ze trzy razy rozpoczynana, myślałam, że jeszcze na plaży uda mi się zademonstrować. Niestety dłubię po raz trzeci właśnie z małą cofką o kilka rzędów.


Bajtek miał koleżankę, dzieci szkolnych nie było, więc rozmaite przedszkolaki bawiły się zgodnie i szybko szły spać.
Na plaży kopał doły dla dzieci na małe baseniki.
Sukę Dalię traktował jak zasługiwała. Kiedy właziła do domku warczał, kiedy biegła po zabawkę ustępował damie.

Gotowanie mnie omijało, za to chętnie myłam gary.
Nie integrowałam się zanadto. Telewizornia nadawała śniegi i zawieje na każdym programie, ale nikomu się nie chciało anteny poprawiać.

Tu kilka zdjęć

Powrót musiał odbyć się za dnia, bo musieliśmy być w domu koło 20.
Zastanawiałam się jak znów przygotować Bajtka.
Podwójna dawka - ryzyko.

Wymyśliłam, że pies dlatego nie uspokaja się, bo nie ma czasu emocji przeżyć.
Więc dwie godziny wcześniej podałam mu tabletkę, do smaku doprawioną pasztetem mojego męża. Po dwóch godzinach szaloność w oczach nie mijała, więc podałam mu jeszcze pół w kiełbasie sąsiedzkiej i czekałam na basetowe wejrzenie.
Córka jeszcze zaserwowała mu akupunkturę na wyciszenie w łeb i do auta.
O dziwo pies grzecznie ułożył się na miejscu, nie marudził, nie wył.
Po ok 60 km dziwnie zaszurał pod sobą.
!!!!!!!!!!!!!
Pasztet mężowski i kiełbasa sąsiedzka wróciły!
Większość poleciała w mało zmienionej formie na kocyk, więc podejrzewam, że w tym wszystkim i tabletka.
Ale zmiana na dobre trwała nadal. Do końca podróży pies był grzeczny.
Muszę nauczyć się tego dziabnięcia. Chyba jednak mu aku pomogło. To będzie do sprawdzenia bez farmakologii.

Problem świateł w samochodzie zaraz po przybyciu poszedł w net i eter do wszystkich facetów świata. I zero odpowiedzi. Na jakimś forum niemieckim bodajże pojawiło się to samo pytanie i też bez odzewu. Pociechą był powrót w dzień.
Jednak panowie z grupy Hinzky Zwiad nie odpuścili, otworzyli bolida, zajrzał mu jeden człek w czeluść i ..... eureka!
Miły, acz głupowaty mechanik w ASO wymienił żarówki i nie wcisnął jakiegoś bolca!
Panowie na drodze pod lasem wyregulowali te lampki, dziecko szczęśliwe odwdzięczyło się whisky i powrót odbył się bezstresowo.


No a teraz czas na moją decyzję.
Stanęło na tym, że bez żadnych zmian, aneksów czy oświadczeń ja im tą księgowość poprowadzę do końca czerwca. A potem dam odpowiedź.
Będzie trudno, bo muszę jednocześnie szkolić następczynię. I sama nie wiem wszystkiego. Nigdy nie było to moim marzeniem.

piątek, 9 października 2009

Katar

Oprócz piękna jesieni mamy zwykle o tej porze katar.

Lejący się z nosa ciurkiem, kapiący leniwie, zapychający.
Z wielu metod leczenia, bądź dzielnego wytrwania osławionego tygodnia - ja osobiście wydaję mu walkę natychmiast przy pomocy piwa.

Wieczorem, kiedy już na pewno nie pójdę siusiać, myć zębów, sprawdzać świateł i czy wszyscy w domu wypijam szklankę lub dwie bardzo ciepłego piwa, tak bardzo gorącego jaki można wypić. Na szklankę dodaję łyżkę miodu i sok z całej cytryny. Pić należy duszkiem bez ociągania.

Wcześniej odziewam się w ciepłą bawełnianą piżamę, na to sweter z wełny, skarpety wełniane i tak odziana w mało seksowny strój opatulam się w kołdrę.
Dzielnym polecam jeszcze koc, ale ja nie wytrzymuję.

Rano pościel jest mokra, włos ulepiony w zgrabne dredy. Czeka nas mycie łba i pranie. Ale kataru nie ma!

Przepis podał mi kiedyś kolega z pracy, kiedy zobaczył jak wkręciłam sobie dwie chusteczki w dziurki nosa. Obśmiał się do bólu, mnie było już obojętne w jakim stanie mnie widzą.
Usłyszawszy metodę, pomyślałam, że z piwem to jest tak, że chłopu na każdą chorobę pomaga.
Jednak zastosowałam. Piwa nie piję, bo nie lubię. Więc z poświęceniem jak lekarstwo wypiłam te pół litra. Pomogło!
Rano byłam zdrowa.

Od tej pory żadne cudgripeksy, bajeryaspirynowe, rutynowerutinoskorbiny nie zaprzątają mojej głowy.
Na piwo zawsze można liczyć, bo małżonek uwielbia i z wielką radością leci po piwo dla mnie i trzy dla siebie tytułem zabicia zarazy przed atakiem.

Sposób polecam. Podałam go właśnie Acie, bo bidna bidulka ma urwanie głowy i jeszcze to okropieństwo Ją dopadło.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...