Ale gotuję.
Z mniejszym lub większym powodzeniem.
Piekę ciasta.
I chleb.
Najlepsze są te przepisy, które sama sobie modyfikuję, bo korzystanie z bogatej biblioteki męża z kulinariami przekracza moje siły. Stawia te książki pod sufitem, albo leżą na pryzmie koło łóżka.
(Jak coś leży koło łóżka - to prywatne, nie ruszamy)
Czasem dobra dusza wlewa mi siłą do łba przepis, i tak było z chlebem.
Dzionek był upojnie słoneczny, ja z drutami półnaga na leżaku, a z oddali głos kuzynki:
- Aniaaa! Chodź, pokażę ci jak chleb upiec!
- Jaaaaaaa?????????? Niech Jacek idzie!!!!!!!!!!!!!!
- Aniaaaa! No chodź, to proste!
- E taaam! Nie zapamiętaaaam!
- Aniaaa! No chooooodź!!!!!
No i poszłam, bo co miała cała wieś słuchać tego dialogu z dwóch kątów podwórka.
A tu - studio telewizyjne!
Moja kuzynka w galantej bluzce, uczesana, umalowana, przed nią kilkanaście misek, pojemniczków, łyżeczek, serwetki, duperelki i bajerki.
- No to patrz!
I jak wszystkie obecnie osoby pracujące w TV, w jedynie serwowanych programach ekonomicznych "Zupa lub drugie", popularnonaukowych "Kisiel i budyń", oraz dramatów społecznych "Siekane czy tłuczone" zaczęła swój program.
- Aniu! Do upieczenia chleba potrzebujesz:
1/2 kg mąki krupczatki
1/2 l ciepłej gotowanej wody + 1/2 szklanki na zapas
1/4 kostki drożdży
5 łyżek otrąb pszennych
3 łyżki ziaren dyni
3 łyżki ziaren słonecznika
3 łyżki ziaren siemienia lnianego
1 płaska łyżka soli
1 płaska łyżka cukru
Tu pojawiła się kartka z wypisanymi wszystkimi składnikami.
- Patrz!
Z misek i miseczek kuzynka zaczęła fachowo odmierzone składniki wsypywać do największej miski i tłumaczyła dalej:
Mąkę i wszystkie składniki sypkie wymieszać w misce. Drożdże rozbełtać w ciepłej wodzie (te 1/2 litra) i wlać do sypkich składników. Wymieszać.
Teraz musimy zwrócić uwagę na gęstość ciasta, jeśli jest za twarde i suche miejscami dolewamy wody z tej 1/2 szklanki, stopniowo i ostrożnie. Ile wejdzie zależy od mąki.
Przekładamy do foremki (to była keksowa) i odstawiamy w ciepłe miejsce na 10 minut (czekamy, aż zacznie rosnąć). Wierzch smarujemy białkiem i posypujemy np ziarnami słonecznika. Wstawiamy do zimnego piekarnika i pieczemy 55 minut w temp 180 st. Jasne?
No i po godzinie wyjęła z piecyka piękny, rumiany i pachnący chlebek.
Do kolacji zaraz musiała upiec drugi, bo wchłonęliśmy jeszcze gorący.
I ja ten chleb piekę.
Bez tego całego ceremoniału podpatrzonego w ukochanej TV, zmieniam ilości poszczególnych nasion, dokładam inne i ogólnie traktuję ten przepis jako bazę. Tak jak moje robótki, to żarcie jest zawsze bez przepisu, na wyczucie.
Robię od razu z kilograma mąki na dwie foremki, bo i tak znika do wieczora.
W maszynie do pieczenia chleba też go piekę, ale wolę ten z piekarnika, bo szybciej.
Lubię taki na ciepły położyć zmrożone masło i najpiękniej smakuje
A do tego marmoladka z rabarbaru, pychota! Albo miód! Albo smalaszek z cebulką!
I zagościł ten wypiek na stałe, zawsze nadaję swoje nazwy, więc to jest po prostu Chleb Bogusi, i nie ważne skąd pochodzi - Bogusia nauczyła!
Jednego tylko nie potrafi moja prześwietna kuzynka.
Ba! Mój uczony w kuchni Mąż również!
Najwyższemu też by zajęło chwilę!

To się nazywa żywność genetycznie zmutowana na najwyższym poziomie!
Widzicie?
CUD z Thermomixu!
PSZENICA zamienia się w ŻYTO!

