Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasto. Pokaż wszystkie posty
sobota, 22 lutego 2014
Wrocław
U nas wiosna. Ciepło i słonecznie. I chciałabym, by na naszym Rynku chodniki pozostały całe.
a dzieci zawsze miały te kolorowe bańki:
Te kamieniczki są podobne, prawda?
To projekt wspaniałej Artystki Natalii Młodeckiej z Ukrainy, której wzory można kupić na Etsy.
Wystarczy kliknąć O TU WŁAŚNIE!
Prawda, że stać Cię na nie?
Czy nie pięknie jest coś kupić - a nie "zdobyć w internecie"?
Z niepokojem oglądam i słucham wiadomości, bliska jest mi Ukraina.
PS. Drepce dziś rankiem babcia koło mojej pasmanterii od ósmej, zagląda na wystawę, w głąb sklepu i czekając na otwarcie o 9 ma sporo czasu na ogląd. Widząc mnie podbiega i pyta:
- A ma pani ogórki? Takie świeże? Chociaż jednego?????
Pasmanteria jest wybitnie słabo zaopatrzona. Brak ogórków, kiszonej kapusty, farby olejnej, obcinaczek do paznokci, firanek, pokrowców na ubrania, ceraty, obroży dla psa, rajstopek i haleczek, grzebieni, garnków, AGD.
Rowerów też nie mam.
sobota, 16 czerwca 2012
Futbol we Wrocławiu
Mam nadzieję, że sobie posłuchaliście, przypomnieliście a kto nie zna - poznał.
Znakomity utwór, moje rytmy!
Wczorajszy koncert - BOSKI!!!!!
Grał 2 godziny, na bis pozwolił nagrać naczymktotammiał premierowy utwór napisany przez Artura Andrusa, w noc poprzednią.
To Ballada o Kubie Błaszczykowskim, pierwsza wersja z telefonu z sali koncertowej (śmiech i okrzyki radości hamowane, bo to była wersja do nagrania przez publiczność i każdy dbał o jak najlepszą jakość), zdjęcie też pozwolił zrobić.
Tu link, który pojawił się później
A tu wersja Artura Andrusa:
Koncert cudny, jedyny, wspaniały, do śmiechu, do wzruszeń. Owacje na stojąco.
On powinien zostać we Wrocławiu, dobrze mu tutaj, jest uwielbiany.
Tymczasem przebywa ze swoją drużyną w Domu Czeskim w Teatrze Lalek i chociaż kocha polską publiczność - to sercem ze swoimi.
Ja też go kocham, ale nasi górą!
Koncert udało mi się zobaczyć dzięki Joli - która świętowała w tak nietuzinkowy sposób swoje imieniny.
Jolu, za te wzruszenia pięknie dziękuję.... to wszystko jest jak wiesz, nie do opisania....
Dodam tylko, że mnie jeszcze przed koncertem czeska telewizja zwywiadowała na temat Nohavicy, i na szczęście znałam odpowiedzi na pytania, bowiem pieśniarza i jego twórczość znam od lat.
Chłop się nie zdziwił, bo mnie się trafia co rusz coś dziwnego. Życie mam ciekawe.
Trzymamy dzisiaj kciuki za naszych!
Ńawet ja - mało kumająca o co im biega - dzisiaj z wrzecionem mecz zaliczę!
wtorek, 1 maja 2012
Kwietniowo jeszcze
W poprzedni weekend wygnaliśmy niebożęta do roboty polowej.
Miały dziatki uzbierać kwiecia mleczowego na miodek. Aby im praca szybciej szła nakazałam liczyć. Bractwo zgubiło się koło 190 kwiatka i poszło na objętość. Zebraliśmy dwie kobiałki.
Potem było mycie w rzece upaćkanych łapek i spławianie psa, który wcześniej zaliczył bardziej stojącą wodę i capił okrutnie.
W odległości ok 10 km w linii prostej od Rynku znaleźliśmy bobrze tereny nad Odrą. Wrocław to jednak dziwne miasto!
Nasza młodzież też poćwiczyła swoje uzębienie:
A kiedy młodszy w trakcie powrotu jęknął, że nigdy żywego konia nie widział to zajechaliśmy do stadniny:
Lecz zdeptana okrutnie rok temu przez Pana Furtkowego lilia św Jana ma się doskonale, będzie kwitła!
W górę poszły paprocie, drzewa kwitną, czas na poważnie zabrać się za pracę, ale póki co tkwię w pracy do późna i nijak obejść. To co wypieliłam na jesieni to wszystko. W połowie maja zyskam czas.
I wiecie co, nie mam parcia na wygrabione do imentu, jakoś co rok łatwiej mi się godzić z naturą na mych hektarach. W końcu to miejsce do odpoczynku.
Rabarbarowe ciasto było przepyszne. Mam taki sposób na najłatwiejsze ciasto świata i zawsze wychodzi.
A z kwiatów mlecza wyszło mi 10 słoiczków miodu. Dwa robił mąż i uzyskał słomkowy kolor, mój miód był ciemny. Dobry jest.
Na moim stryszku gorąc afrykański.
Dzisiaj nie wychodzę. Korzystając z dnia wolnego pikuję co nieco na maszynie i piorę letnie ciuchy, bo pogoda to mnie zaskoczyła.
Miały dziatki uzbierać kwiecia mleczowego na miodek. Aby im praca szybciej szła nakazałam liczyć. Bractwo zgubiło się koło 190 kwiatka i poszło na objętość. Zebraliśmy dwie kobiałki.
Potem było mycie w rzece upaćkanych łapek i spławianie psa, który wcześniej zaliczył bardziej stojącą wodę i capił okrutnie.
W odległości ok 10 km w linii prostej od Rynku znaleźliśmy bobrze tereny nad Odrą. Wrocław to jednak dziwne miasto!
Nasza młodzież też poćwiczyła swoje uzębienie:
A kiedy młodszy w trakcie powrotu jęknął, że nigdy żywego konia nie widział to zajechaliśmy do stadniny:
Bajtek wytarzał się w kwieciu i można było zapomnieć, że to miasto europejskie a nie letniskowa wieś.
Na działce niemrawo, ale wschodzą pierwsze chwasty i kwiaty, com je dostała od Krysi!
Krysiu, lilie też żyją i mają się doskonale, nie uchwyciłam na fotce. Innym razem pokażę.
Lawenda zdechła niestety nieodwołanie.
To co zostawiłam jesienią to na pewno był urzet
ale teraz nie bardzo :(((((, jeszcze czekam z kopaniem w tym miejscu:
W górę poszły paprocie, drzewa kwitną, czas na poważnie zabrać się za pracę, ale póki co tkwię w pracy do późna i nijak obejść. To co wypieliłam na jesieni to wszystko. W połowie maja zyskam czas.
I wiecie co, nie mam parcia na wygrabione do imentu, jakoś co rok łatwiej mi się godzić z naturą na mych hektarach. W końcu to miejsce do odpoczynku.
Rabarbarowe ciasto było przepyszne. Mam taki sposób na najłatwiejsze ciasto świata i zawsze wychodzi.
Przed podaniem zasypałam go cukrem pudrem i nie trzeba było zakratowywać, bo znikło od razu.
Dla mojej Rodziny sensowna blaszka to 25/45 cm, więc podaję na taką proporcje:
6 jajek
1,5 szklanki cukru kryształu
niepełna szklanka oleju lub 1/2 kostki masła/margaryny i 1,5 szklanki oleju
1,5 szklanki mąki tortowej
czasem daję 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia, zapach jakiś.
Wykonanie:
6 białek i 1,5 szkl. cukru ubić na sztywno. Dodawać po jednym żółtku jak do majonezu. Wlać stopniowo olej lub rozpuszczoną mieszankę margaryny i oleju. Na samym końcu wsypać mąkę i już lekko wymieszać, najlepiej łyżką. Mikser nam może porozbijać pęcherzyki białka.
Blacha, papier, wylać ciasto, wsypać owoce jakie kto ma. Wstawić do piekarnika na 180 st C na 35-40 minut.
Jak wyciągam - od razu gorące - to rzucam blachą na podłogę z wysokości ok 40-50 cm. Na podłogę kładę dużą deskę, by nie potłuc kafelków. Można mniej nerwowo, po prostu wyjąć i położyć na blacie :)
Jak nie ma owoców to mieszam połowę ciasta z kakao i mam wersję dla leniwych - zebrę. Wykorzystuję niezeżarte dżemy, mrożonki. Co tam pod ręką.
Do tego ciasta dodałam kilka kropel aromatu rumowego. Bardzo fajne połączenie z kwaskowatym rabarbarem. Cukru pudru tylko dodaję jak owoce kwaśne.
Wyszła mi wysokość 4-5 cm. Nigdy nie powstaje w tym cieście zakalec. Nigdy się nie zsycha, bo olej zapewnia wilgotność i jest po prostu smaczne.
A z kwiatów mlecza wyszło mi 10 słoiczków miodu. Dwa robił mąż i uzyskał słomkowy kolor, mój miód był ciemny. Dobry jest.
Na moim stryszku gorąc afrykański.
Dzisiaj nie wychodzę. Korzystając z dnia wolnego pikuję co nieco na maszynie i piorę letnie ciuchy, bo pogoda to mnie zaskoczyła.
niedziela, 11 grudnia 2011
Dzisiaj było z kulturą
Wybrałam się z lubym na koncert zorganizowany w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu.
Z przyjemnością wysłuchałam renesansowych i barokowych pieśni adwentowych rozpoczynających cykl prezentacji pieśni różnych Kościołów.
Tak usłyszałam, ale może akustyka zawiodła.
Wielce zafrapowały mnie kopie dawnych instrumentów:
Wirginał, nie dosłyszałam, bo mówca źle się ustawił i głos leciał w stronę muzyków, a nie publiczności - również nazwany szpinetem. Już zbudowany na sposób "współczesny".
Pozytyw szkatulny:
Wirginał wg kopii z XVI w, twórca sam go wykonał. To instrument bez nóg, leży na stole.
Solistka nieco fałszowała, ale ja mam słuch absolutny i to mój problem, głos miała miły i nie dramatyczny.
Również w akompaniamencie było kilka niewyróbek technicznych, ale muzyk sobie doskonale poradził i większość nie zauważyła.
Mój mąż nawet oczęta przymknął i obawiałam się, że muszę kuksnąć gdyby zachrapał :), ale poderwał się przy dźwiękach skocznego utworu i szepnął mi do ucha - Bregović!
Ja się zrelaksowałam.
Potem obejrzeliśmy przepyszną wystawę kancjonałów ewangelickich z różnych krajów.
Kancjonał to zbiór pieśni i śpiewów liturgicznych. Szczyptę życia przez znakomite rozmieszczenie starych pamiątek po dawnych dolnoślązakach i wymoszczenie miejsca wspaniałymi obrusami z dawnych lat przygotowała Sara.
To dzięki Niej dowiedziałam się o koncercie i wystawie, bom ostatnio bardzo domowa :)))).
Melduj Saro o takich wydarzeniach kochana! Polecę!
Muzyka wykonana na instrumentach z epoki nie jest powszechna w osłuchaniu, tym bardziej podziwiam muzyków za zadanie sobie trudu przedstawienia nam dźwięku i charakteru ówczesnych utworów.
To nie to samo co na sali w filharmonii.
Z przyjemnością wysłuchałam renesansowych i barokowych pieśni adwentowych rozpoczynających cykl prezentacji pieśni różnych Kościołów.
Tak usłyszałam, ale może akustyka zawiodła.
Wielce zafrapowały mnie kopie dawnych instrumentów:
Wirginał, nie dosłyszałam, bo mówca źle się ustawił i głos leciał w stronę muzyków, a nie publiczności - również nazwany szpinetem. Już zbudowany na sposób "współczesny".
Pozytyw szkatulny:
Wirginał wg kopii z XVI w, twórca sam go wykonał. To instrument bez nóg, leży na stole.
Solistka nieco fałszowała, ale ja mam słuch absolutny i to mój problem, głos miała miły i nie dramatyczny.
Również w akompaniamencie było kilka niewyróbek technicznych, ale muzyk sobie doskonale poradził i większość nie zauważyła.
Mój mąż nawet oczęta przymknął i obawiałam się, że muszę kuksnąć gdyby zachrapał :), ale poderwał się przy dźwiękach skocznego utworu i szepnął mi do ucha - Bregović!
Ja się zrelaksowałam.
Potem obejrzeliśmy przepyszną wystawę kancjonałów ewangelickich z różnych krajów.
Kancjonał to zbiór pieśni i śpiewów liturgicznych. Szczyptę życia przez znakomite rozmieszczenie starych pamiątek po dawnych dolnoślązakach i wymoszczenie miejsca wspaniałymi obrusami z dawnych lat przygotowała Sara.
To dzięki Niej dowiedziałam się o koncercie i wystawie, bom ostatnio bardzo domowa :)))).
Melduj Saro o takich wydarzeniach kochana! Polecę!
Muzyka wykonana na instrumentach z epoki nie jest powszechna w osłuchaniu, tym bardziej podziwiam muzyków za zadanie sobie trudu przedstawienia nam dźwięku i charakteru ówczesnych utworów.
To nie to samo co na sali w filharmonii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

