Ponieważ musiałam się przez całe wakacje chronić przed słońcem potrzebowałam oprócz chust lekkich do okrywania ramion i dłoni również czegoś na łeb.
Coś na łeb docenia się zwłaszcza wtedy, gdy pesel odpowiedni się robi i daje się odczuć, że 30 st to już nie lajtowa pogoda.
Oczywiście mam słomkowy kapelusz, ale bywa, że wiatr mi go zrywał z głowy. Potrzebowałam czegoś na miarę, dość obszernego, by pod nim upchać koka codziennego.
Wybór padł na torbę z jasnymi resztkami, takimi poodkładanymi na misz-maszowy letni sweterek. Pukłam się w łepetynę - na co mi kolejny letni sweterek, za ciepły na upał, a na kapelutek znajdę bez mieszania odpowiednią ilość koloru i gatunku.
Zainspirowałam się darmowymi wzorami z Dropsa. Generalnie jeden jest prawie odwzorowany. Prawie, bo inna włóczka, inna ilość oczek, inne rondo. Ale wzorek jest taki sam. Ecru.
Kapelusz ma zbyt miękkie rondo, planowałam wrobić drucik w otok, ale okazało się, że podwinięte romantycznie rondo, odsłaniające twarz pasuje Alutce. Może doczepić kwiatka/broszkę na otoku, by się rondo trzymało.
Drugi jest mój, biała bawełna gruba z metalizowaną nitką. Wbrew grubości nie jest w nim zbyt gorąco. Doskonale służył mi kiedy musiałam jednak przemknąć po słońcu.
Tu pomiędzy najprostszymi słupkami jedynie przed rondem inną bawełną wydziergany otok z dziurkami, można tam sobie wpleść wstążkę w kolorze.
Jest większy. Widać ile ma luzu na rozpuszczonych włosach. prościuch, ale ze cztery razy pruty, by mi wszystko pasowało. Im grubsza bawełna tym lepiej się układa. A przy tym nie uwiera gdy chce się głowę na leżaku położyć.
I na plaskacza, by pokazać poszerzenie rond.
Teraz zaczęłam z kolorowej kapelusz na chłodniejsze dni, ale włóczki mam za mało, a po resztki nie chce mi się w tej chwili nurkować w szafie. Samo się napatoczy, bądź uprzędę w odcieniu odpowiednim jak mi się bardzo zachce. O to najtrudniej.
Generalnie - na kapelusz szydełkowy z bawełny średniej lub grubej wystarcza 10 deko.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bawełna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bawełna. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
czwartek, 22 maja 2014
Mała Hania, stara Ania - a kiecka jednaka
Piszę na cito, bo za chwilę nikt w to nie uwierzy :)
A czasu mało nawet na zdjęcie.
Jak pisałam tego posta to widać było zarys kadłuba.
A ócz oderwać nie mogłam za chwil niedużo jak u Anust zobaczyłam Hanię w jej sukience!!!!
Czary????
Tak wygląda moja. Na tę że chwilę.
Jeszcze się oczka łapią bo dziergam w międzyczasie innych interesujących zajęć, a i dupcia Anina lekutko większa od Haninej. Zaraz sobie zapodam film z jutuba to poleci kilka rządków do przodu, a właściwie do dołu, bo to znów z góry na dół leci.
No i nawet kolory te same. Co prawda u mnie i turkucie i zielenie i oliwki ale jak najbardziej podobne do Anustowej działalności. A wzór? Identyko!!!!!
Ja sobie od przedbioder powiększam lekko, ale to taki sam wzór!
I teraz proszę sobie wyobrazić, że mnie tu Aneta zaraz przed sądy prowadzi o plagiat, no wyrok i zsyłka pewna!
Tak to bywa..... porozumienie dusz czy co? Objawiło się nam obu :))))
A czasu mało nawet na zdjęcie.
Jak pisałam tego posta to widać było zarys kadłuba.
A ócz oderwać nie mogłam za chwil niedużo jak u Anust zobaczyłam Hanię w jej sukience!!!!
Czary????
Tak wygląda moja. Na tę że chwilę.
Jeszcze się oczka łapią bo dziergam w międzyczasie innych interesujących zajęć, a i dupcia Anina lekutko większa od Haninej. Zaraz sobie zapodam film z jutuba to poleci kilka rządków do przodu, a właściwie do dołu, bo to znów z góry na dół leci.
No i nawet kolory te same. Co prawda u mnie i turkucie i zielenie i oliwki ale jak najbardziej podobne do Anustowej działalności. A wzór? Identyko!!!!!
Ja sobie od przedbioder powiększam lekko, ale to taki sam wzór!
I teraz proszę sobie wyobrazić, że mnie tu Aneta zaraz przed sądy prowadzi o plagiat, no wyrok i zsyłka pewna!
Tak to bywa..... porozumienie dusz czy co? Objawiło się nam obu :))))
piątek, 16 sierpnia 2013
Podfruwajka
Ze dwa lata temu dostałam od Dorotki ze Świdnicy worek bawełny z wiskozą w toni letniej bryzy.
Od razu wiedziałam, że to na kamizelkę - podfruwajkę.
Niby same dziury, ale się przydaje. Zwłaszcza jak trzeba kusą bluzeczkę pod spodem utajnić i całość stroju do letnich turkusowych tenisówek dobrać w upał. Jeszcze mi tego dobra zostało, to może wymieszane z czymś innym da bluzkę lub top. A może dorobię ciąg dalszy i będzie dłuższa, do kolan.
Zrobiona na szydełku 4,5. Pierunem szło.
Można ją też ulokować na sposób tyrolski :), pod biustem i tak ją ja noszę:
Można nosić prowizorycznie, czyli rozpiętą niedbale:
Góra składa się z dwóch części robionych w poprzek, a dół dorabia się potem naokoło:
I same dziury, panie. Same dziury i przewiewy:
Model pochodzi z Małej Diany 5/2010, intensywnie korzystam z tego zeszytu i jeszcze jeden model z niego wykonam. Wymiary są obliczone jak zwykle po mojemu, bowiem nigdy nie korzystam z gotowych danych.
Najczęściej mi wygląd ogólny, wzór główny wystarcza, bowiem nie dla mnie próbka i porównywanie, oraz szukanie specjalnie włóczki do określonego przepisu.
Życiowo to bardzo pomału opanowuję wstawanie o tej 5 - 5 30 rano - koszmar. Zanim zajarzę o co chodzi mija co najmniej pół godziny. Potem zasuwam. I da się!
Szkoda, że moje bieganie na chudnięcie się nie przenosi. Zaprawdę nie wiem czemu, bo swoim bieganiem męczę innych. Waga ani drgnie :)
Zastępczy telefon czasem dzwoni, tzn czasem go słyszę, smsy wysyła dowolnie i nie do każdego.
Laptop ma dziś dzień dobroci to zaraz poodpisuję i podejrzę co u Was. Kciuk po ostatnich zabiegach akupunktury chyba wraca do zdrowia na 100%, chociaż dalej mam odruch ochronny.
By mi się nie znudziło lekko naruszyłam ścięgno w łokciu w prawej ręce, ale to już pikuś, tylko prasowanie i podnoszenie jest bolesne. Już i tak mija bolesność.
Natomiast najbardziej mnie martwi w tej chwili aparat foto, jeszcze w trakcie sprawdzanie, ale żadne akumulatory nie wytrzymują. Na razie włożyłam zwykłe baterie i muszę kupić komplet akumulatorków nowiuśkich. Być może to one padły całkiem, chociaż trzy kompletu od razu to dość dziwne.
No i mam długi weekend jak ostatnia szczęściara. Co prawda opieka nad Mamą i sprzątanie w harmonogramie dnia, lecz sklep zamknięty! Mogę odchwaścić ogródek!
Wieczorami słucham audiobooka i dziergam spódnicę, a wczoraj do upojenia zachwycałam się Buiką z kilku płyt. Boże, jakie talenty na tym świecie żyją!
Buika nie przeszkodziła w odbiorze jeszcze jednej znakomitości, którą hołubię ostatnio - Janusza Grzywacza! Mistrz kolejny!
I już na koniec ostateczny pokażę laleczkę za 3 złote, którą sobie kupiłam i obecnie panna koło maszyny się kręci. Nie wie durna, że musi mocy urzędowej nabrać jej kreacja.
Niech się cieszy rozczesanymi i wygładzonymi kudłami póki co.
Tej nie będę szyć niczego. Została na targu. Czy i Wam przypomina Anię F. ?????? :)))))
Od razu wiedziałam, że to na kamizelkę - podfruwajkę.
Niby same dziury, ale się przydaje. Zwłaszcza jak trzeba kusą bluzeczkę pod spodem utajnić i całość stroju do letnich turkusowych tenisówek dobrać w upał. Jeszcze mi tego dobra zostało, to może wymieszane z czymś innym da bluzkę lub top. A może dorobię ciąg dalszy i będzie dłuższa, do kolan.
Zrobiona na szydełku 4,5. Pierunem szło.
Można ją też ulokować na sposób tyrolski :), pod biustem i tak ją ja noszę:
Można nosić prowizorycznie, czyli rozpiętą niedbale:
Góra składa się z dwóch części robionych w poprzek, a dół dorabia się potem naokoło:
I same dziury, panie. Same dziury i przewiewy:
Model pochodzi z Małej Diany 5/2010, intensywnie korzystam z tego zeszytu i jeszcze jeden model z niego wykonam. Wymiary są obliczone jak zwykle po mojemu, bowiem nigdy nie korzystam z gotowych danych.
Najczęściej mi wygląd ogólny, wzór główny wystarcza, bowiem nie dla mnie próbka i porównywanie, oraz szukanie specjalnie włóczki do określonego przepisu.
Życiowo to bardzo pomału opanowuję wstawanie o tej 5 - 5 30 rano - koszmar. Zanim zajarzę o co chodzi mija co najmniej pół godziny. Potem zasuwam. I da się!
Szkoda, że moje bieganie na chudnięcie się nie przenosi. Zaprawdę nie wiem czemu, bo swoim bieganiem męczę innych. Waga ani drgnie :)
Zastępczy telefon czasem dzwoni, tzn czasem go słyszę, smsy wysyła dowolnie i nie do każdego.
Laptop ma dziś dzień dobroci to zaraz poodpisuję i podejrzę co u Was. Kciuk po ostatnich zabiegach akupunktury chyba wraca do zdrowia na 100%, chociaż dalej mam odruch ochronny.
By mi się nie znudziło lekko naruszyłam ścięgno w łokciu w prawej ręce, ale to już pikuś, tylko prasowanie i podnoszenie jest bolesne. Już i tak mija bolesność.
Natomiast najbardziej mnie martwi w tej chwili aparat foto, jeszcze w trakcie sprawdzanie, ale żadne akumulatory nie wytrzymują. Na razie włożyłam zwykłe baterie i muszę kupić komplet akumulatorków nowiuśkich. Być może to one padły całkiem, chociaż trzy kompletu od razu to dość dziwne.
No i mam długi weekend jak ostatnia szczęściara. Co prawda opieka nad Mamą i sprzątanie w harmonogramie dnia, lecz sklep zamknięty! Mogę odchwaścić ogródek!
Wieczorami słucham audiobooka i dziergam spódnicę, a wczoraj do upojenia zachwycałam się Buiką z kilku płyt. Boże, jakie talenty na tym świecie żyją!
Buika nie przeszkodziła w odbiorze jeszcze jednej znakomitości, którą hołubię ostatnio - Janusza Grzywacza! Mistrz kolejny!
I już na koniec ostateczny pokażę laleczkę za 3 złote, którą sobie kupiłam i obecnie panna koło maszyny się kręci. Nie wie durna, że musi mocy urzędowej nabrać jej kreacja.
Niech się cieszy rozczesanymi i wygładzonymi kudłami póki co.
Tej nie będę szyć niczego. Została na targu. Czy i Wam przypomina Anię F. ?????? :)))))
piątek, 9 sierpnia 2013
Zadzieram kiecę i lecę!!!!
Najpierw to ją założę oczywiście, do tego zielone butki, zielona róża od Frasi i jazda! Do pracy!
Mama zaopatrzona, pies wywirowany.
Tradycyjnie reglan od góry, dopasowany na bokach, druty 3,25 Knit Pro, waga całości 37 deko.
Sukienka sięga mi do połowy kolana i leciutko na samym dole rozszerza się falbankowo.
Włóczka na ten model to połączona Noro i bawełna. Obie włóczki to prezent od mojej Włóczkowej Wróżki.
Noro zachwyca kolorem, mając jednakowe dwa motki mogłam chustę zrobić, ale jak dołożyłam w tonacji bawełnę to zrobiła się ilość właśnie na sukienkę. Dlatego też chętnie dziergam od góry, bo jak mam obawy czy mi wystarczy to zawsze mogę zrobić tunikę czy bluzkę.
Blokowałam sukienkę na oparciu krzesła biurowego :)
Motki tak łączyłam, by układ pasów się zgadzał, jedynie dół falbanki to po prostu to co już nie wpasowałam idealnie.
Tu widać dodawanie oczek na falbanę, w ruchu nie widać.
Sukienka zajmuje mało miejsca, taki pakiecik. Przy tym można ją nosić bez halki, bo jest kryjąca.
Paski mnie tak bardzo nie powiększają. A ja bardzo lubię paski, bo to wesoły i radosny deseń :)
I na paskową sukienkę mam jeszcze inne tajemnicze Noro!
Mama zaopatrzona, pies wywirowany.
Tradycyjnie reglan od góry, dopasowany na bokach, druty 3,25 Knit Pro, waga całości 37 deko.
Sukienka sięga mi do połowy kolana i leciutko na samym dole rozszerza się falbankowo.
Włóczka na ten model to połączona Noro i bawełna. Obie włóczki to prezent od mojej Włóczkowej Wróżki.
Noro zachwyca kolorem, mając jednakowe dwa motki mogłam chustę zrobić, ale jak dołożyłam w tonacji bawełnę to zrobiła się ilość właśnie na sukienkę. Dlatego też chętnie dziergam od góry, bo jak mam obawy czy mi wystarczy to zawsze mogę zrobić tunikę czy bluzkę.
Blokowałam sukienkę na oparciu krzesła biurowego :)
Motki tak łączyłam, by układ pasów się zgadzał, jedynie dół falbanki to po prostu to co już nie wpasowałam idealnie.
Tu widać dodawanie oczek na falbanę, w ruchu nie widać.
Sukienka zajmuje mało miejsca, taki pakiecik. Przy tym można ją nosić bez halki, bo jest kryjąca.
Paski mnie tak bardzo nie powiększają. A ja bardzo lubię paski, bo to wesoły i radosny deseń :)
I na paskową sukienkę mam jeszcze inne tajemnicze Noro!
środa, 7 sierpnia 2013
Zielona staroć
Mam ten komplet już z dziesięć lat.
Dalej jest dobry mimo moich krągłości, bowiem dzianina bywa łaskawa.
Ten komplet jest z włoskiej mieszanki bawełniano-wiskozowej. Kupiłam tą włóczkę na aukcji i jeszcze jej na kilka rzeczy wystarczy.
Do tego co widać miałam jeszcze luźną koszulkę, szeroką, z asymetryczną kieszonką i rękawkami do łokcia. Moda niestety nie dopuściła tego fasonu do łask dłuższych i obecnie zewłok w stanie prucia spoczywa w kubełku.
Sama włóczka jest ciężka, więc nie unosi się na moich rozmaitościach, wyglądam w tym komplecie w miarę szczupło. Zrobiłam go na maszynie dziewiarskiej Moda. Oczka robione na ustawieniu 10.
Na druty normalne to chyba max 3 by dobrze wyglądało. A na 2,5 to ja nie umiem i już.
Spódnica trzyma się albo w pasie, albo na biodrach przy pomocy troczka wiązanego z boku. Jest lekko zwężana do dołu, ale można dalej w takim modelu pomykać.
Dodatkowo jak wygniotę tyłek to przekręcam tył na przód i już po chwili jest ok.
Góra to najprostszy ścieg oczek spuszczanych. Dekolt i rękawy wykończone ręcznie. Bluzka ma boki dopasowane przez ujmowanie i dodawanie przy bocznym szwie.
Dół bluzki to podwinięty mankiecik przyszyty igłą na wierzch.
Dół spódnicy jest wykończony podwiniętym mankietem na maszynie, tzw podwójny brzeg.
Całość spisuje się fajnie w upał, wiskoza chłodzi, dzianina na tyle gęsta, że nie ma potrzeby nosić halki.
Życiowo to mam młyn na całego. Mamusia ma badania rozmaite, co wypadają np o 13:30, więc trzy godziny mam w największym upale w samochodzie bez klimy z nawiewem.
Poza tym wstaję teraz o 5, by dojechać na 6 obandażować specjalnym bandażem, w specjalny sposób nogi Mamy. Bo brat dwa pokoje dalej śpi i nie umie. Też bym tak chciała nie umieć!
Po drodze odcedzam psa, jadę do sklepu, tam do popołudnia, wieczorem do przychodni sprzątać.
Nie mam czasu żyć.
Nie chce mi się już czasem żyć.
Jak mam wolną chwilę to się martwię, że coś przeoczyłam, zapomniałam.
Nie śpię, budzę się zlana potem. Wypadają mi włosy. Staram się te druty, szydło złapać dla psyche połamanej.
Zepsuł mi się komputer i ledwo chodzi, zepsuł się telefon i używam takiego co w nim sygnału dzwonka nie słychać. Dziś rano wypadła śrubka z okularów i jestem bez oczu.
Każdy ma to na co sobie zasłużył!
Chyba jako osoba bez kontaktu ze światem, ślepa, z chorym kciukiem, obtartymi nogami powinnam chociaż szepnąć - nie, nie mogę.... tak po cichu chociaż....
Dalej jest dobry mimo moich krągłości, bowiem dzianina bywa łaskawa.
Ten komplet jest z włoskiej mieszanki bawełniano-wiskozowej. Kupiłam tą włóczkę na aukcji i jeszcze jej na kilka rzeczy wystarczy.
Do tego co widać miałam jeszcze luźną koszulkę, szeroką, z asymetryczną kieszonką i rękawkami do łokcia. Moda niestety nie dopuściła tego fasonu do łask dłuższych i obecnie zewłok w stanie prucia spoczywa w kubełku.
Sama włóczka jest ciężka, więc nie unosi się na moich rozmaitościach, wyglądam w tym komplecie w miarę szczupło. Zrobiłam go na maszynie dziewiarskiej Moda. Oczka robione na ustawieniu 10.
Na druty normalne to chyba max 3 by dobrze wyglądało. A na 2,5 to ja nie umiem i już.
Spódnica trzyma się albo w pasie, albo na biodrach przy pomocy troczka wiązanego z boku. Jest lekko zwężana do dołu, ale można dalej w takim modelu pomykać.
Dodatkowo jak wygniotę tyłek to przekręcam tył na przód i już po chwili jest ok.
Góra to najprostszy ścieg oczek spuszczanych. Dekolt i rękawy wykończone ręcznie. Bluzka ma boki dopasowane przez ujmowanie i dodawanie przy bocznym szwie.
Dół bluzki to podwinięty mankiecik przyszyty igłą na wierzch.
Dół spódnicy jest wykończony podwiniętym mankietem na maszynie, tzw podwójny brzeg.
Całość spisuje się fajnie w upał, wiskoza chłodzi, dzianina na tyle gęsta, że nie ma potrzeby nosić halki.
Życiowo to mam młyn na całego. Mamusia ma badania rozmaite, co wypadają np o 13:30, więc trzy godziny mam w największym upale w samochodzie bez klimy z nawiewem.
Poza tym wstaję teraz o 5, by dojechać na 6 obandażować specjalnym bandażem, w specjalny sposób nogi Mamy. Bo brat dwa pokoje dalej śpi i nie umie. Też bym tak chciała nie umieć!
Po drodze odcedzam psa, jadę do sklepu, tam do popołudnia, wieczorem do przychodni sprzątać.
Nie mam czasu żyć.
Nie chce mi się już czasem żyć.
Jak mam wolną chwilę to się martwię, że coś przeoczyłam, zapomniałam.
Nie śpię, budzę się zlana potem. Wypadają mi włosy. Staram się te druty, szydło złapać dla psyche połamanej.
Zepsuł mi się komputer i ledwo chodzi, zepsuł się telefon i używam takiego co w nim sygnału dzwonka nie słychać. Dziś rano wypadła śrubka z okularów i jestem bez oczu.
Każdy ma to na co sobie zasłużył!
Chyba jako osoba bez kontaktu ze światem, ślepa, z chorym kciukiem, obtartymi nogami powinnam chociaż szepnąć - nie, nie mogę.... tak po cichu chociaż....
sobota, 27 lipca 2013
Na RODOS!
Uwielbiam taki gorąc, słońce i lato.
Mimo sporej dawki pracy staram się chociaż raz w tygodniu odwiedzić RODOS.
Rodzinne Ogrody Działkowe Ogrodzone Siatką!
Aby nie straszyć innych wczasowiczów strojem niedbałem ubieram się tak, by bez obaw podejść do płota pogawędzić z sąsiadami. Zwykle wystarczają krótkie spodenki i koszulka, ale w takim upale jest to niemożliwe.
Opalacz powstał z motka ostrego różu i pasuje do batikowego pareo z salonu cudów za 2 zł.
Dziergałam go na szydełku i powstał błyskawicznie.
Najpierw robi się taki kształt
Potem zszyłam półsłupkami dwa wewnętrzne brzegi, by uzyskać miseczkę:
Potem dorobiłam brzeg górnego wycięcia:
Aby miseczka otulała cycusia trzeba bok zewnętrzny też obrobić szydełkiem wdając bok miseczki:
Dolny brzeg to kilka rzędów prosto i też lekko wdawałam:
Górne troczki zawiązywane na szyi są drobniejsze, boczne to paseczki z 3 półsłupków
Jak ktoś ma piersi modelowe to może już zakładać opalacz, ale ja sobie poprawiłam samopoczucie wszywając miseczki. Co prawda zdobyłam A, a noszę B, lecz i one dobrze się sprawdziły.
Białe ślady to narysowane w edytorze miejsca mocowania miseczek.
Szyłam na maszynie i nie chciałam, by ślady szycia się uwidoczniły. Tyle wystarczy.
Gotowy opalacz okazał się zbyt luźny górą:
Byłam zbyt leniwa, by pruć.
Dorabiany dodatkowo jeszcze jeden rządek to już byłoby za przyzwoicie.
Wobec tego całe 70 cm tasiemki wszyłam w górę, przewlekłam przez oczka wzoru i zawiązałam kokardkę.
Teraz jest idealnie.
I tak już paraduję któryś dzień obrywając fasolkę, porzeczki, agresty i co tam mi wyrosło :)
A sąsiad zza płota łypiąc nieśmiało oddał mi we władzę swoje krzaki, więc nie nudzę się i słoików nie wywalam i nie zapełniam ekologicznie wyznaczonych na podwórku kubełków.
Mimo sporej dawki pracy staram się chociaż raz w tygodniu odwiedzić RODOS.
Rodzinne Ogrody Działkowe Ogrodzone Siatką!
Aby nie straszyć innych wczasowiczów strojem niedbałem ubieram się tak, by bez obaw podejść do płota pogawędzić z sąsiadami. Zwykle wystarczają krótkie spodenki i koszulka, ale w takim upale jest to niemożliwe.
Opalacz powstał z motka ostrego różu i pasuje do batikowego pareo z salonu cudów za 2 zł.
Dziergałam go na szydełku i powstał błyskawicznie.
Najpierw robi się taki kształt
Potem zszyłam półsłupkami dwa wewnętrzne brzegi, by uzyskać miseczkę:
Potem dorobiłam brzeg górnego wycięcia:
Aby miseczka otulała cycusia trzeba bok zewnętrzny też obrobić szydełkiem wdając bok miseczki:
Dolny brzeg to kilka rzędów prosto i też lekko wdawałam:
Jak ktoś ma piersi modelowe to może już zakładać opalacz, ale ja sobie poprawiłam samopoczucie wszywając miseczki. Co prawda zdobyłam A, a noszę B, lecz i one dobrze się sprawdziły.
Białe ślady to narysowane w edytorze miejsca mocowania miseczek.
Szyłam na maszynie i nie chciałam, by ślady szycia się uwidoczniły. Tyle wystarczy.
Gotowy opalacz okazał się zbyt luźny górą:
Byłam zbyt leniwa, by pruć.
Dorabiany dodatkowo jeszcze jeden rządek to już byłoby za przyzwoicie.
Wobec tego całe 70 cm tasiemki wszyłam w górę, przewlekłam przez oczka wzoru i zawiązałam kokardkę.
Teraz jest idealnie.
I tak już paraduję któryś dzień obrywając fasolkę, porzeczki, agresty i co tam mi wyrosło :)
A sąsiad zza płota łypiąc nieśmiało oddał mi we władzę swoje krzaki, więc nie nudzę się i słoików nie wywalam i nie zapełniam ekologicznie wyznaczonych na podwórku kubełków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
