Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lutego 2015

Niebiesiutko w alpaczynie

W 2012 wspólnie z Asią Appolinar kupiłyśmy alpakę. Między innymi alpakę baby 16-miesięczną.
Nie pamiętam czy nie była to suri alpaka baby. Bo suri jako takie też kupiłyśmy.
W końcu na nią przyszła pora i wyjęłam pierwsze pół kilo.




Pierwsza kąpiel wyglądała tak, oczywiście większe brudy wyjęłam wcześniej, a na trzepanie nie było ani czasu ani wiedzy, którą dzisiaj posiadam dzięki Tysi YarnArt :)


Kilkukrotne pranie kilku partii alpaki zakończyłam na takiej wodzie i ona jest z dodatkiem octu oczywiście:


Obsychanie nie wróżyło najgorszego, a nie takie alpaki się prało:





Puch leciutki na szczotki brałam, ale i tak mnóstwo tych drobinek roślinnych siedziało we włosiu. W końcu zdecydowałam, że przędę jak wyjdzie. Grubo to grubo, cienko to cienko.
Powstały dwie szpule nieciekawego singla.
Połączyłam w 2 ply z wełenką cieniuśką (prezent od mojej Wróżki Włóczkowej!) chcąc jakąś formę nadać nitce i ją ustabilizować mocniejszym merynosem.


Po prawej dubel


Zbliżenie na dubla po zdjęciu z motowidła:


W czasie nawijania na motowidło dalej się sypało:


W końcu wyprałam już na czysto, wytrawiłam octem i w gar do farby! Szmaragd z turkuciem.


Farba wessała się jak to zwykle, w garze pozostała przeźroczysta woda.
Ja te motki do płukania - a one nie dość, że sfilcowane to jeszcze żywą farbą dają! Całe ręce miałam turkusowe!
Oczywiście ocet lał się butelkami.
Wysuszyłam.
Kolorek przyblakł.


Zaczęłam to zwijać na kłębki by rozcapierzyć nici i ponownie nawinąć na motowidło. Sypało się dalej.


W jednym garze farbowane, a środkowy mociek inny!


Uprałam po raz kolejny, kolejny raz wybielaczem myłam wannę i siebie.
Wyschło.
Pozwijałam na kłębki, dalej się filcowało, ale jakby mniej.
Zrezygnowałam z dziergania swetra, bo nitka dalej puszczała kolor, i ta niepewność jaki rozmiar mam zrobić bo jak się ufilcuje to co?
Postanowiłam zrobić czapkę. Czapka rzecz szybka do sprawdzenia. Palce cały czas się zabarwiały od farby, nie sposób to było dziergać pod ladą, bo gdzie z tymi ręcyma.
Wyszła, puściła jeszcze jakiś dech koloru, ale się nie sfilcowała. Udziergałam ją z podwójnej nitki.
Najpierw otok, a potem denko.
Potem zaryzykowałam rękawiczki, też z podwójnej i najprostszy model z jednym palcem, bo eleganckich skórkowych to mam z każdego koloru, a najlepsze dla mnie takie dziecięce.
Tylko troczka nie mam :)
Też się nie sfilcowały.
Toteż zostałam z ogromem jeszcze do przerobienia, a że szale to ja wolę z lżejszej dzianiny, więc powstała ni to chusta, ni to baktus. Dziergany ściegiem francuskim, zaczęte od 5 oczek, poszerzane po 2 brzegowych i przed dwom ostatnimi na "prawej" stronie. Czyli co drugi rząd.
Kiedy długość końcowego brzegu chusty mi pasowała przerobiłam jeden rządek dodając oczko co dwa.
Uzyskałam w ten sposób luźny brzeg, łatwy do zamknięcia, bez obawy, że zamykany brzeg będzie się ściągać. Miał być luźny.
Obleciałam to wszystko szydełkiem, jakimś łańcuszkiem w pętelki ,by dalej tracić wełnę, ale i tak mi został kłębek jak grapefruit. Dorobiłam jeszcze trzy kwiatki szydełkowe, a wełny nie ubyło. Skończył mi się pomysł na górę, być może udziergam nakolanniki pod kozaczki.

Rękawiczki:


Czapka ma przyszyte z boku trzy guziczki w idealnym odcieniu do farbowanej nierówno alpaki:


I można ją nosić w tej wersji - na sportowo, lub dopiąć jeden, dwa lub trzy kwiatki i będzie mojsza wersja:



Chusta może być noszona na ramionach lub pod szyją. To nie jest model za tyłek.




 a tu jest prawdziwy kolor:


Kiedy zawitała do mnie Aliszonka, poprosiłam o sesję zdjęciową i tak wygląda ten mój alpaczy komplet:




I kiedy  to wszystko kolejny raz prałam, kolor chyba już się ustanowił, bo woda pozostała czysta.
Zdjęcia z Alutką zbyt mocno eksponują jaśniejsze odcienie, w realu jest to bardziej żywe, ale na pewno nie jest to wersja kolorystyczna zaplanowana.
Ani jednego paprocha nie ma, na skutek ciągłego wywracania do góry nogami tej wełny :) i skończyło się filcowanie, nitkę prułam i idzie bez jęku. Całość niewymownie miękka, ciepła, do utulenia.
Wzory są moje osobiste poskładane z tego co umiem i w danej chwili chcę zrobić, kwiatek jest zerżnięty wyłącznie jako kwiatek ze strony Dropsa - zabijcie nie wiem gdzie ten wzór, natomiast wersja z guzikami jest moja, bo sobie tak wymyśliłam, ale pewnie inni też to wymyślili.
Tylko tej zimy brak!

Jestem zdumiona skąd taka nikła trwałość koloru. Czy wełna młodziutka? Czy barwnik oparty na niebieskich zielonościach mniej trwały?
To najbardziej podejrzewam, bowiem farbowałam owcę frygijską na zestaw czerwony, turkus, niebieski i turkusu nima! Do poprawki, albo akceptacji!

Dzieło owe zgłaszam jako ukończone w Wyzwaniu dziewiarskim u Maknety na rok 2015  i będę co jakiś czas pokazywać co mam skończone.
Zaczynam od odnotowania pierwszego skończonego projektu i tym samym zamalowuję dwa pola na niebiesko.

Wyzwanie dziewiarskie
15 projektów w 2015
Lp.StatusWyzwanieMoje uwagi
1Skończyć robótkę zaczętą przed 1 stycznia 2014r.komplet z alpaki wlasnoręcznie uprzędzionej i ufarbowanej-czapka, chusta, rękawiczkiskończone ok 15 stycznia
2Wydziergać element garderoby jakiego jeszcze nie wydziergałam
3Wydziergać coś do domu
4Wydziergać coś zainspirowanego książką/filmem
5Wydziergać coś z 1 kłębka włóczki
6Nauczyć się całkiem nowej techniki
7Wykonać projekt używając nietypowego połączenia kolorystycznego
8Wydziergać kompletkomplet z alpaki wlasnoręcznie uprzędzionej i ufarbowanej-czapka, chusta, rękawiczkiskończone ok 15 stycznia
9Użyć do projektu włóczki "z zasobów"
10Wykonać na drutach/szydełkiem coś naprawdę maleńkiego
11Wydziergać parę
12Ozdobić jedną z wydzierganych rzeczy haftem
13Napisać i opublikować wzór jednej z wydzierganych rzeczy
14Wydziergać projekt, który od dawna mam w planach (np. Rav)
15Wydziergać coś biżuteryjnego
Legenda:
Zrobione! :D
Prace w toku
Wszystko przede mną ;)


wtorek, 31 grudnia 2013

Dla Skarbów najmniejszych

Pod choinką znalazło się małe rękodzieło dla Alutki:





Sukienka z resztek różowizny, rękawiczki i skarpetki.

Dla księcia Aleksandra z wełny skarpetkowej komplet zimowy - czapka, golfik, skarpetki, rękawiczki i kamizelka za tyłek by grzała.



Z braku czasu kamizelka zrobiona na maszynie dziewiarskiej i wykończona potem ręcznie.


Rękawiczki są podwójne, niestety nie trafiłam w rozmiar i zrobię inne ciut większe.
Te są na "akurat".


Włóczka cudna od Włóczkowej Wróżki.

Jeszcze zrobiłam dla znajomych Panienek skarpetki, alem nie udokumentowała.
Czasu zbrakło.


Dla się mam skończony haft wyszywany w ramach Polskiego Needlepointa, oraz kilka przerobionych swetrów, które opiszę innym razem już w następnym roku.
Ze statystyki widzę, że sporo osób zagląda na tematy przeróbkowe - co cieszy, bo jak wiecie lubię, gdy nic się nie marnuje.

Składam Wam moje najserdeczniejsze życzenia wspaniałego roku 2014!
Życzę każdemu zdrowia i miłości - resztę można kupić.
Chcę, by w każdej Waszej Rodzinie było szczęście!
Chcę, by zwierzaki miały spokój w noc sylwestrową!
Chcę, by szukający - znaleźli pracę!
Chcę, bo tak i już!

czwartek, 6 grudnia 2012

No i był u mnie!

Po tajniacku częściowo posłużył się pocztą i zasypał podarkami:


Bardzo mnie ten dar ucieszył, bo ja tu tylko wkłady poszyję i heja - dalej, do dzieci!
Grażka spotkała Św. Mikołaja jak od północy leciał przez nasz kraj!

I z Warszawy tęczowe motusie pocztą nadeszły:


Cała tęcza uśmiecha się do mnie i już spowodowała, by z tego dobra powstała maleńka pomoc dla Mikołaja. Udziergałam więc szybko dwie pary trampeczków:









Różowe dla Panienki, granatowe dla Panicza.
Te granaty w kiepskich fotkach, bo już zdjęcie robiłam o 1:30 w nocy, ale to śnieżna biel i prawdziwy granat.
Pierwsze takie butki zrobiłam jakieś 30 lat temu mozolnie wymyślając sposób wykonania, ale te pierwsze miały jeszcze dziurki obdziergane na biało. Były cudne. Dobrze, że mogę je sobie znów uszydełkować.
Włóczka - akryl w dwie nitki, szydełko 2,5, niewielka ilość potrzebna :)


Panienka już majta nogami w nowym obuwiu:


Poprosiła jeszcze o mikołajkową czapeczkę, pokręciła się, okiem potoczyła po sajgonie i poszła w świat!


Rankiem wzrok mój padł na jeszcze jeden mikołajkowy prezent - od chyba złośliwego Mikołaja :)))


Akuratnie jestem w fazie stabilizacji wagi i właściwie bardzo dietetycznie się odżywiam, lecz waga stoi jak zaklęta. Nic mniej. Dalej puchate 59 kilo. Tylko we wszystkie spodnie już wchodzę i marynarki.
Nie wiem jakim sposobem, bo wymiarowo też się nie zmieniłam.
Jem niewiele i już mąż mnie popędza do żarcia, a tu bez efektu.
Jednak trzeba wybrać konkretną dietę, a nie liczyć na to że bez pieczywa, ziemniaków, sosów i tłuszczy zleci balast. Takie dietetyczne głodowanie jest do kitu.
Dieta musi mieć początek i koniec. Mnie do pogody ducha potrzebne jeszcze 4- 5 kilo mniej.


Święty Mikołaju, ja bardzo, bardzo dziękuję! Nawet za te łakocie, bo mi magnez potrzebny :)))
Wracam do szycia!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...