środa, 4 stycznia 2012

Magiel zakładam!

Przed Świętami na czas szyłam Łąkę Oli.
Czas nieubłaganie się śpieszył, a ja z nim. Wszystko miałam obmyślone jak w zegarku, bo sam pomysł długo dojrzewał, ale w działaniu to ja szybka jestem.
Wyznaczyłam sobie nieprzekraczalny czas:
- dzień pierwszy - aplikacje
- dzień drugi - szycie wierzchu
- dzień trzeci - zszywanie i pikowanie
- dzień czwarty - kołdra się pierze i suszy
- dzień piąty - wylot!

Patchwork ma to do siebie, że cały czas się go prasuje. Właściwie cały czas powstaje na desce, a potem niezbędna jest podłoga. Na nic nam pikowania jak te szmaty z wierzchu i tyłu będą wymiętolone i krzywo uszyte. Nijak to nie mój styl.
Prasowanie drugą mą naturą, poza recyklingiem.
Lubię to zajęcie i lubię porządnie wyprasowane i gatki i ścierki.

Jeszcze przed rozrywką zepsuło się moje najlepsiejsze żelazko. To miało być cacko do końca życia. To dla podkładki do tego żelazka szyłam ochraniacz.

Wzruszyłam ramionami i wyjęłam drugie żelazko.
A to skubane poprasowało pół dnia i zepsuło się.
Oba wrzuciłam do pudełka dla majstra żelazkowego i tu nerwy puściły. Zryczałam się, bo zegar odmierzał czas, a ja nie miałam czym prasować.


Przypomniałam sobie o maleńkich żelazkach turystycznych.
Zaglądam w szafę, wyjmuję pierwsze......Małysz radziecki! Z kontrolką!!!!


a na rękojeści widzę pęknięcie i odłażącą obudowę!!!!
Oczywiście SAMOSIĘ!!!!! I nikt się nie przyznaje do zrzucenia żelazka!


Ja się prądu boję, bo to niewidzialny wróg i nie będę takim prasować.
Ale Kankanka ma jeszcze sympatie gruzińskie i ma żelazko z tamtych stron!


I to cacko wyprasowało dzielnie cały wierzch przy zszywaniu! Obficie skrapiany łzami kankankowymi więc nie trzeba było pary.
Dobry Mąż poleciał Matce swej jedynej wyrwać żelazko z dłoni podczas prasowania obrusów świątecznych. Wyrwał!
Na tyle skutecznie, że jak przybiegł do domu to Kankanka chlipać nie przestała, bowiem żadne z nich nie pomyślało, aby wcześniej wylać wodę z żelazka teściówki i całość była tak przemoczona, że wypadało postawić niezbędny przedmiot jako dekorację na kaloryferze.
Oddałam po ususzeniu gada bez foty pamiątkowej, bo czymś takim to można sobie nogi ogrzewać, a nie prasować!

Oczekując wysuszenia Małżon podrapał się w łepetynę i zakrzyknął radośnie, że w tajemnicy sto lat temu kupił SOBIE małe turystyczne żelazko!
Odpakował z firmowego opakowania składaka:


Składa się to na płask i nawet ma zbiornik na wodę, w którym mieszczą się ze dwie łyżki wody.
To-to wyprasowało drugi raz wierzch.

Wkurzona małością i będąc równocześnie w trakcie sprzątania zakamarków domowych pożądliwie patrzyłam na inne swoje skarby:

Pierwsze, przechowalnia szyldziku i orderów radzieckich rozmaitych używanych przez Kankankę do przebierania na rozmaitych imprezach (przebieram się i bardzo ładnie mi w stroju komisarza!)



To oczywiście żelazko na węgiel, mało sprawne zresztą :))))

Kolejne - turystyczne sprzed wieku - rozgrzewane było na gorącej płycie i nie sądzę by na wczasy je zabierano - raczej służyły do szybkich poprawek:



I ostatni staroć, żelazko gazowe. Tak, tak - gazowe!




Długo sądziłam, że to też żelazko z duszą, która zniknęła na przestrzeni lat, ale kiedyś byłam z uczniami w muzeum i zobaczyłam identyczne! Tym otworem stawiano je nad płomieniem gazowym z kuchenki lub nad innym źródłem ciepła i poprzez otwór ogrzane powietrze ogrzewało całość.
Rączka się komuś upaliła podczas prasowania chyba, ale muszę Wam się przyznać, że próbowałam i prasuje doskonale! Tylko trzeba łapać przez szmatkę.
Stopa jest równa, ciężar właściwy i tylko dzisiaj ciężko biegać z tym z pokoju do kuchni co chwila.
Ale pojawiła się kolejna alternatywa wyjścia z impasu.

Będąc lekko pocieszona świeżo obtarty mokrą szmatą majdan ustawiłam na babcinej szafie tak jak zwykle stoją.



Na ten nie uruchomiony pomysł nadeszła córcina pomoc i pożyczono mi kolejne żelazko:


To i na prąd, i temperaturę można ustawić i nawet wodę nalać i para wylatuje dołem! Radości nie było końca, bowiem naprawy tych lepszych żelazek odłożyliśmy na "po samochodach".
Ten skarb wyprasował do końca kołderkę i cały zestaw świąteczny. Polubiłam go.
Oba najlepsiejsze dziecko zabrało do siebie i szukaliśmy trochę gwarancji, niestety już po i dlatego pojadą do naprawy. Gdybym miała ten śrubokręt specjalny już bym im we flakach siedziała, ale nie mam.




W Wigilię spod choinki rozległ się głos anielski Syńcia - Mamo, to dla ciebie!
A ja zobaczyłam ogromne pudło w jego rękach i powiedziałam, że ma je postawić, bo w środku są pewnie prezenty dla innych i ma je wyjmować i czytać kolejne wizytówki.
On twardo - To twoje! i postawił mi je obok.

Zaglądam pod papier....... widzę..... nie dociera......wyjmuję.......



Stacja parowa!
Żelazko systemowe Perfect Care! 
To moje najlepsze  do tej pory miało w uderzeniu moc pary 120g, to cacko ma 260, a na stałe używa 120.
Nie ma regulacji temperatury, prasuje równocześnie i len i bawełnę i tworzywa sztuczne. 
Oczywiście trzeba uważać na ozdoby zwłaszcza na ubrankach dzieci, ale jeśli bluzę z nadrukiem prasuję z tyłu to ona z przodu jest wyprasowana! 
Pościel mogę wyprasować z jednej strony. Ubrania na wieszaku w pozycji pionowej.
Para powoduje, że ubrania się odświeżają i miękną. 
Obowiązkowy więc u mnie płyn do płukania będzie oszczędzany. 
Obawiałam się świecenia - nic z tego, tu mi podkładka nie jest potrzebna, dżinsy się nie błyszczą. A wody jak naleję to mogę prasować i dwie godziny do upojenia. 
Podkładka do tkanin delikatnych poszła do córki. 
A ja ogłosiłam, że otwieram magiel domowy i poprasuję moim dzieciom, bo teraz to chwila!

I wiecie co mnie jeszcze cieszy? 
Jak fajnie do mnie Filipek gada, gdy parę puszcza w przewodzie! 
Star wars normalnie! Albo dźwięki jak w filmie Gandahar!

Ten prezent dla mnie wymyślił Zięć - ten od Szybkich i Wściekłych :), dostali oboje z żoną stosowne opierniczenie i zapytanie właściwe teściowej : Czy wyście się ochlali, czy naćpali???????
Na osobności Teściowa z Teściem jeszcze podkreślili ważność swego sądu: Po..@%$*&^%.. ich!
A Zięć jest podejrzany dodatkowo o niespożywanie leków właściwych swej chorobie tylko jakichś medykamentów od znachora, więc gorze mu, gorze.
Ale cieszy cacko okrutnie, oj okrutnie. 



Ogłoszenie:
Nie będzie mnie jakiś czas stale na blogu, postaram się, ale w styczniu i lutym mam łącznie około 15 imprez rodzinnych, mam masę zaległości i sporo do zrobienia spraw życiowych zaległych.
Przepraszam, ale oby do wiosny, po 15 marca zyskam czas.
Jestem chora nie wiem na co (jakiś problem z krążeniem, ciśnieniem i bólem stóp okrutnym), mam dorywczą pracę do wieczora i muszę po kolei poukładać wszystko.
Czytam pocztę na bieżąco, będę gościem u Was, ale przepraszam - mogę nie mieć czasu napisać u Was niczego.
Chwilowo więc niemoc blogowa nastąpi.
Post napisany długo wcześniej przed publikacją. Już mnie wcięło na dobre.

32 komentarze:

  1. Piewrwsza przeczytałam!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. To tera moge pisać.

    Właśnie się zdziwiłam, skąd taki długi post i skąd masz tyyyyyyyyle czasu, skoro pisałaś mi wczoraj, że nie masz czasu!
    No i juz wiem:)
    Post cudny, stacja parowa jeszcze cudniejsza - ach, ta zazdrość!!!

    Bende czekać cierpliwie i bende zaglądać, pozałatwiaj, pokuruj sie koniecznie, chrząszczyk zdrowy być musi, wiosna idzie! Skakać trza:)

    Bende zaglądać. Codziennie. Tak mam w zakładkach - rzekłam!

    Trzyyyym sie!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Machina rzeczywiście niezwykła. Zrób badanie w kierunku osteoporozy, taki ból stóp jest czasami jedynym "widocznym" objawem tej bardzo podstępnej choroby.I często bywa właśnie u osób drobnej budowy, po więcej niż jedna ciąży, które nie uzupełniały systematycznie wapnia w organizmie. Zresztą niedobory wapnia mają również wpływ na cały organizm.
    Obyś trafiła na dobrego i przytomnego lekarza!Trzymaj się dzielnie i kuruj.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. zdrówka życzę i oby nowe cacko niezawodne się okazało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne, piękne, piękne, piękne....
    Czekam, aż wrócisz. Może jednak skrobniesz coś od czasu do czasu?

    OdpowiedzUsuń
  6. No, tak, jak ja się u Ciebie zaadaptowałam, i zadekowałam, to uciekłaś :) Ale rób swoje, poczekam, bo cóż mi zostało. Pozdrawiam. I odpoczywaj czasem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Żelazkowa opowieść trzyma w napięciu, aż tylu poległych żelazek się nie spodziewałam w najśmielszych myślach :) gratuluję udanego prezentu od Udanego Zięcia :))) w takich przebojach z żelazkami ja bym na pewno nie tylko morze łez wylała ale więcej niecenzuralnych słów użyła ;) Na szczęście nie lubię prasowania tak czy siak więc dobrze że Ciebie te żelazka nie zniechęciły :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Eksponaty iście muzealne, takiej teściowej to i prezenty robić łatwo.
    Życzę rychłego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  9. No takiej kolekcji to jeszcze nie widziałam WOW :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anuś toż to była Żelazkowa bitwa, niesamowite:)
    Dostałaś super prezent i miejmy nadzieję, że będzie tym razem na wieki ;) Ja też lubię prasować gorzej jak nazbiera mi się w 4 prań tak jak teraz bo byłam chora.
    Jutro zabieram się za moją hałdę :(
    Mam nadzieję, że kłopoty zdrowotne szybko się rozwiążą.
    Życzę Ci udanej zabawy na uroczystościach :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Kankanko kochana! Nie daj się choróbskom - zamorduj je pierwsza.
    Szacun dla zięcia, udał Ci się.
    To pierwsze zabytkowe żelazko na pewno ma duszę? Mnie się wydaje, że ono bezduszne, za to węgielne jest ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekać tu będziemy na Ciebie! Historia żelazkowa wprost nieziemska...
    Trzymaj się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziewczyny kochane, jak wyszłam z domu o 9 to teraz wróciłam, ale mam na oku kolejną pracę, nie wiem na jak długo i czy dam radę.
    Jutro rano robię pierwsze badania, aby lekarz miał jakiś punkt zaczepienia - morfologia z płytkami i chyba poziom mocznika jeszcze wybiorę.
    Oslun - oczywiście, że to na węgiel! Pisałam w amoku. Już poprawiam, dzięki za uwagę! Buziak!

    Odłogiem nie będę leżeć, ale postaram się jak najszybciej wyprostować zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  14. To ja sobie spokojnie poczekam na Ciebie Aneczko, zbierając dla Cię góry prasowania :-P
    Jak masz TAKĄ maszynę, to musisz ją eksploatować do bólu ;-))

    OdpowiedzUsuń
  15. O matko! Ileż można mieć żelazek w domu?!?
    Twoja miłość do prasowania jest dla mnie fascynująca, bo to zajęcie jest na samiusieńkim dole mojej listy ulubionych czynności...

    OdpowiedzUsuń
  16. Możesz mnie zabić,ale się popłakałam ze śmiechu.
    Kurde Anka! Ja to Cię cholera lubię ;)))
    Szanuj zięcia swego powiadam Ci!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Laurka - po Wigilii nie było co prasować, więc polazłam na strych, ściągnęłam 4 pary dżinsów i je sobie w rytm kolędy prasowałam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Yadis - skarpetki wełniane sobie poprasowałam, mąż sie pytał czy jakaś grzybica w domu.....

    OdpowiedzUsuń
  19. Kankanko - uściski ślę! Ja też bez ciągłego prasowania nie potrafię niczego uszyć, ale efekt bez porównania, nie?
    Kolekcja cudna, no ale stacja parowa jej ozdobą i gwiazdą!!!
    A z komentarza do prasowania skarpetek się popłakałam normalnie :)))

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja myślałam, że z moimi 6 żelazkami to ja jestem boss-ka... ale mnie przebiłaś Aniu:)
    Uśmiałam się z Twojej opowieści, ale i rozczuliłam.... bo mi się wspomniało jakem w zeszłym roku od koleżanki z pracy żelazko na gwiazdkę dostała...
    Bom opowiadała, że znów mi się żelazko zepsuło... i że znów jakieś z odzysku dostałam i że mam ich właśnie 5, a każdemu coś dolega... i że jak przychodzi co do czego to nijak nie ma czym uprasować... To się Eluchna ulitowała nad sierotą i sprezentowała mi Tefala na święta:) no nie takiego kombajna jak Twój Filipek...ale mam żelazko jedno w domu całkiem sprawne...
    Twojej miłości do żelazkowania nijak nie pojmuję.... brrrr.... ja nawet wieszając pranie tak je strzepuję, tak naciągam coby nie musieć prasować jak nie trza koniecznie:)
    A za leczenie się bierz a nie nadwyrężaj zbytnio... bo ja Cie bardzo potrzebuję... bardzo!!!! Wiele mi dobrego sprawiłaś i wiele powiedziałaś i wiele jeszcze pewnie powiesz:) Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Prasowac to ja nienawidze, ale jak mi pan w pralni zaspiewal cene za koszule szkolne mojego dziecka, to mi nic innego nie zostalo jak polubic prasowanie. Koszt wyprania i prasowania byl wyzszy niz nowa koszula. Kupilam wiec zelazko parowe, ale nie jestem z niego zadowolona. Moze i ja doczekam sie kiedys takiego pomyslowego ziecia.....za jakies 15 lat?

    OdpowiedzUsuń
  22. Ach przez zazdrosc o ziecia, zapomnialam zyczyc ci zdrowia...

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajnie się czytało, ale mnie to raczej nie dotyczy, bo ja z tych nie prasujących, mąż się nauczył,a wszelakie serwetki, obrusy i trudniejsze wożę do uwielbiającej prasowanie cioci...
    Używaj życia, układaj wszystko i wracaj, czekam na kolejne posty, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Szkoda, że nie mieszkasz bliżej - odstąpiłabym Ci moją stertę prania do wyprasowania ;)))). Bo prasowanie niestety należy do czynności za którymi nie przepadam.
    Kolekcja żelazek imponująca!
    Dużo zdrowia życzę! Dbaj o siebie :). Uściski :).

    OdpowiedzUsuń
  25. Czytałam z zapartym tchem, jak jakiś kryminał ;) A na koniec poczułam, że mając taką stację parową mogłabym może i ja z JEDNĄ wełnianą skarpetkę wyprasować, bo prasować nie lubię okrutnie, ale jakby tak do mnie gadało i tak pięknie wyglądało, to może bym się przemogła... Zdrowia życzę i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziewczyny kochane, teraz to pranie nie nadąża bo tak mi szybko idzie prasowanie.
    Cieszy taka przydatna rzecz - jak to-to potrafi życie uprzyjemnić!


    Millu - kochana jesteś.
    Poszłam zrobić morfologię już aby doktórka moja miała cokolwiek na myśli zanim podejmie leczenie. I wiem, że trzeba mieć cholerne zdrowie by się leczyć. Ja muszę o 6 rano pojawić się w kolejce społecznej do rejestracji, którą o 7 otworzą i wtedy się dowiem, czy mam rano lekarza czy po południu.
    A rano - to kiedy doktor wejdzie, co tam zegarki....
    Najgorsze, że na tych nogach trzeba ganiać po schodach, bo rejestracja na 2 piętrze, chyba specjalnie by trochę chętnych odsiać.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja jestem inna bo lubię prasować. Na stacje się czaiłam ale jak zawsze przed kupnem nowego pytam się- gdzie ja to będę trzymać. Ty , podejrzewam jak pozbędziesz się wszystkich nieczynnych żelazek to miejsca będziesz mieć, że ho, ho
    Proszę pisz jak stacja się sprawuje to może się złamie bo kusi to cacko, oj kusi

    OdpowiedzUsuń
  28. najpierw się uśmiałam zdrowo, a potem zasmuciłam.
    opowieść Twa godna druku :).
    wracaj nam szybko do zdrowia Kakanko :)

    OdpowiedzUsuń
  29. aha ... i chyba zacznę w domu marudzić ... że prasowac mi sie nie chce, bo takie żelazka jak ja mam to przezytek i takie jak Twoja stacja mi potrzebne ;).

    OdpowiedzUsuń
  30. Krysiu - jak lubisz pracować, to w takim urządzeniu się zakochasz. Bardzo jestem zadowolona! Nie mogę doczekać się kiedy pranie wyschnie!

    Olento - polecam, to faktycznie jest spore, ale przyjemność, szybkość - nieporównywalna. Warto zbierać na taki zakup.
    Zdrowie w ręku lekarza, już trwa diagnoza, generalnie będę żyć!

    OdpowiedzUsuń
  31. Aniu, no.....żelazka zazdraszczam okrutnie!
    Zięcia pomysłowego gratuluję :)))

    zdrowiej!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...