środa, 6 czerwca 2012

Łaciata alpaka

Dostałam wesołą, łaciatą alpakę:


Przed praniem było tego 30 deko, po praniu 25!
Jeszcze nie miałam tak brudnej alpaki - 5 deko brudu!

Poza tym nie raz tu pisałam, że to sztuka ufilcować alpakę! Że to wręcz niemożliwe!
Poprałam już dobre 6-8 kilo i nigdy tego nie doświadczyłam.
A prałam i spokojnie w ręku, i w pralce i w wizirze :))))
No to się w końcu udało! Ale tak całkiem i do imentu!

Jednak nie odpuściłam, nie odłożyłam filcowych gał na bok, tylko znów sięgnęłam po recepturę z octem!
Całość zalałam mieszanką octu z wodą 1:2 i bardzo wolno podgrzałam do wrzenia oraz gotowałam tym razem lekutko koło 15 minut. Po tym czasie wyłączyłam gaz i zostawiłam gar do ostudzenia na tyle, by łapy tam wsadzić.

Jeszcze ciepłą wełnę próbowałam rozciągać palcami, ale nie było to tak spektakularne jak rozciąganie swetrów. Wycisnęłam więc nadmiar i obsuszyłam na siatce.



Potem próbowałam kilku metod:
- wyskubywanie palcami - można ocipieć, nie polecam
- branie kawałka między dwie szczotki i rozczesywanie - zdaje egzamin, ale zabiera czas
- rozczesywanie jedną szczotką na desce - rewelacja!

Wyobraźcie sobie jak rozczesujecie włosy dziecka, od dołu, lekko po wierzchu, spokojnie.
Tak samo z wełną. Na nic walka siłowa, stres nie pomoże :)

Na początku czesałam taką "bułę" trzymając ją jedną ręką od spodu, ale lepsza jest deska, na której kładziemy taki filcak i spokojnie leciutko czeszemy.
Nic mi nie odpadło, rozczesałam całość!


Kolorystyka zupełnie "niemoja". Skojarzenia miałam jedynie z łaciatą krówką.


Gdybym miała więcej tej alpaki to bym zafarbowała, wtedy miałabym jakiś bardziej spokojny odcień.

Po chwili już miałam na nią pomysł.
Ufarbowałam merynosa na kilka niebieskich odcieni - gar, mało wody, dwa barwniki.Oczywiście wykorzystałam w tym farbowaniu mieszankę octową po rozluźnianiu alpaki :))), nie byłabym sobą wylewając taką mieszankę w kanał ot tak po prostu :))))
Ocet koło mnie kosztuje 0,99 złotego za pół litra, chyba najtańsza wersja krajowa.....:)))))



Dobra, musicie wierzyć bo nie widać, tam mi wyszło koło 6 odcieni w krótkich odcinkach.
Od granatu do turkusu.
Tylko dwa kolory wrzuciłam: błękitny i chabrowy.

Alpaczkę uprzędłam na dziko, z kłaczkami, bąbelkami a merynosa na gładko.



Kiedy zrobiłam nitkę podwójną to oczy mi się zaśmiały!
Taka mi się ładna wełenka zrobiła. Sama się tu pochwalę, bo ona naprawdę mi się bardzo spodobała!




To gruba wełna, uzyskałam tego 510 metrów w 34 deko.
Już po blokowaniu.
Merynos (23 mic) jak to on - rozpuchacił się i rozpanoszył. Razem z alpaką powinien współpracować. Alpaka z tą swoją delikatnością i merynos grubszy powinni dać lekką i puchatą dzianinę, nie odkształcającą się. Alpaka powinna skłonności merynosa do filcowania powstrzymać.
No chyba, że to łaciata alpaka z genem do filcowania :)

Przyłożyłam grubo uprzędzionego jacobsa i chyba z jego dodatkiem coś udziergam dla siebie.
Całość pasuje do dżinsów, moich etnicznych dodatków, toreb skórzanych, włosa rozwianego rudawego mego.
Merynosa wystarczy jeszcze na całą szpulkę, może go skręcę z brązową alpaką jednolitą i dołożę do tego dziergania, albo skręcę go z jakimś innym wynalazkiem. Albo ufilcuję, bo też łazi za mną jeden projekt.



W takim etnicznym dizajnie nie zdziwi moja ostatnia zabawka:


którą można schować do torebki i wyjąć w kolejce u lekarza.
Ostatnio bowiem doświadczam takich chwil często bywając z Mamą w tych rozkosznych i nastawionych na powrót do zdrowia placówkach!
A czekanie 3.5 godzinne nie przyprawi mnie już o rozstrój nerwowy.

Tą mątewkę przygotował przez wkręcenie haczyka mój mąż na spotkanie z Basią Fanaberią, które to już niedługo. A ja nie mam pojęcia o wrzecionie, nic a nic.
To co nawinięte to moja próba samodzielna. Chyba zaskoczyłam o co w tym biega.
Poczekam jednak na wskazówki od Maestry i nie będę utrwalać jakiś swoich złych nawyków.

Z filmów to ja nie umiem korzystać. Zawsze one za długo nagrane.
Przez kilka minut gada ktoś i macha np drutami i macha i trzęsie i poprawia i znów gada i poprawia.....a ekszyn to na samym końcu, gdy już moja niecierpliwość każe zamknąć jutuba.

Czy Wy to widzicie jak ja z tą mątewką popylam w rozmaitych miejscach? Nawet obiadek u Teściowej nie straszny!



No i ogólne PRZEPRASZAM, ze mnie nie ma.
Mam ciężki okres dodatkowo obfity w rocznice, urodziny, imieniny, zjazdy, wydarzenia, choroby i niedomagania.
Czekamy na Alutkę, co to ma mi się w prezencie urodzinowym pojawić na świecie i czas najwyższy coś dziecięciu przygotować.

To chyba pojadę na działkę, popadało ostatnio to łatwiej chwasty wyrywać :)

66 komentarzy:

  1. To jak odratowałaś alpakę i jak pózniej sprzędłaś i połączyłaś z merynosem nie tylko napawa mnie podziwiem, ale i zachwyca. Przepiękna mieszanka. Jestem zachwycona.
    No popatrz niby Wrocław blisko Poznania, a jednak nasza kwyrlejka jest u Ciebie mątewką :)

    Trzymam kciuki za szczęśliwe pojawienie się na świecie Aluni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwyrlejka???? To ja pierwszy raz słyszę takie słowo! Ale bardzo ładnie brzmi, lepiej niż mątewka!
      Kwyrlejka - muszę zapamiętać i używać od czasu do czasu, bo ładniejsza!

      Alutka ledwo w brzuchu się mieści, chyba nie doczeka do moich urodzin.

      Usuń
  2. Sliczna ta welenka Ci wyszla Aniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anavilmo - sama się nią zachwycam, nawet jak nikomu innemu do gustu by nie przypadła, bo uratowana cudem i do wykorzystania mimo kolorków nie całkiem moich. Zobaczę jak to w noszeniu wyjdzie, no i czy ocet jej nie uszkodził za bardzo!

      Usuń
  3. ...wszystkiego dobrego w tym niełatwym czasie!
    Włóczka piękna - podziwiam zapał i cierpliwość w procesie jej tworzenia, ja to tylko dziergam z gotowców i też nie bez trudności...dzisiaj to mi nawet komentarze nie wychodzą...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ana - dzięki za dobre słowo! Czasem komentarz potrzebuje odświeżenia strony, ale sama wiem jak to z bloggerem bywa :)

      Usuń
  4. Fajowa wyszla Ci welenka. Mam nadzieje, ze naucze sie chociaz 5% tego, co Ty umiesz....aaaach.
    Ja tez mam juz taka "matewke", wiec poprobuje za niedlugo.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Violico - ależ za chwilę to będziesz śmigać! Ja w to wierzę, bo Ty chcesz!

      Usuń
  5. Wszystkiego spokojnego Anuś. Ślę ciągle dobre fluidy jak siedzisz w poczekalni i jak czeszesz filcaka. I jak robisz milion innych rzeczy mróweczko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - chyba dochodzą, bo kilka innych rzeczy zrobiłam ostatnio i nie mam czasu pokazać, bo już kolejne na tapecie :)

      Usuń
  6. Niesamowite, co zrobiłaś z tą wełną. Przyjmij wyrazy najwyższego podziwu. Miejmy nadzieję, że limit filcowań alpace się wyczerpał i już będzie grzeczna :))) Super wełna!!! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dobrze piszesz Aniu, zaraz tym motkom nagadam, że koniec filcowania!

      Usuń
  7. Wełna wyszła Ci piękna! Bardzo jestem ciekawa jak będzie się prezentować w dzianinie.
    Też nie lubię siedzieć i czekać na coś bezczynnie. Ostatnio, będąc z samochodem na przeglądzie, dziergałam sznur koralikowy na szydełku - przez prawie 3 godziny czekania sporo mi go przybyło :). Panowie nawet specjalnie sie nie dziwili, ale gdybym zaczęła prząść na kwyrloku (tak u nas nazywa się mątewka :)) chyba wzbudziłabym małą sensację ;)).
    Uściski :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frasiu - kwyrlok to już bliżej do kwyrlejki, odmiana męska i prawidłowo :), chłop w kuchni niech miesza!

      Ja jeszcze do koralików nie dojrzałam, zresztą jak sobie popatrzę na Twoje cuda to nawet nie próbuję, bo i tak nie dam rady z oczami!

      Usuń
  8. Kwyrlok - fajna nazwa:) U mnie na to nie ma nazwy:) Ubijak, rozcierak:) A wełenka super Ci wyszła . Już Cię widzę w długim obszernym swererku i do tego falbaniastej spódnicy w wielkie kwiaty.:) Podziwiam i gratuluję cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Violu - a ja jeszcze w domu słyszałam nazwę "KOŁOTUSZKA"!
      Chyba od kołatania w garczku :) i to chyba ze wschodu ze Lwowa przypełzło z Mamuśką.
      Ten długi sweterek to mi chyba nie wyjdzie, ale materiału w kwiatki można poszukać :))))

      Usuń
  9. Tak czytam, czytam, i oglądam i raptem z młodej piersi się w głos wyrwało ŁAAAAAAŁ (naprawdę !) - to na widok powdójnej trójkolorowej nitki. Przecudne kolorystyczne połączenie zrobiłaś. Już jestem ciekawa ubranka z tej niteczki.
    A co do kwyrlejki/mątewki/wrzecionka - to też mnie you tuby wkurzają. Tak że czekam, aż się nauczysz, i logicznie wyjaśnisz, o co chodzi w tym "nawijaniu" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa - ja prędzej poszukam filmu bez komentarza i wywijania przez połowę nagrania wrzecionem :). Strasznie brak mi cierpliwości.

      Usuń
  10. cudeńko Ci wyszło z tej alpaki z merynosem, pomysł niesamowity.
    Podziwiam za polot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asia, a już myślałam, że kulki wmiksuję w szalik.

      Usuń
  11. ależ fajna ta wełna Ci wyszła! z czymś pozytywnym mi się kojarzy, tylko nie mogę sobie przypomnieć z czym :P
    poza tym chce mi się płakać, bo nie przyjadę w sobotę do Wrocka :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata.....żartujesz..... u nas w piątek Koko spoko, miasto otwarte, za bramę wpuszczają, gości czekamy a zwłaszcza TAKICH!!!!
      Ty myśl jeszcze!!!!

      Usuń
    2. Mnie się z czekoladą Milką kojarzy, też nie wiem czemu, chyba przez tą krowę.

      Usuń
    3. nie wykluczam, że też mam skojarzenia spożywcze - dalej nie potrafię ich sprecyzować :P

      nie dam rady, nosz Q..., nie dam rady :(((

      Usuń
  12. Ot jakiś łaciaty alpaczy dziwoląg Ci się trafił - ale mi się podoba to różnokolorowe runo. Ja też ostatnio przędę wełenkę z połączenia turkusu, brązu i u mnie pomarańczu oraz żółci. Lubię to kolorystyczne połączenie.

    Ale, że 510 metrów z 34 gram to gruba wełna - toś mnie zaskoczyła... 510m singla czy dubla?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, faktycznie grubas ale i tak źle podałam, bo w uogólnieniu.
      Z alpaki grubo przędzionej z purchawkami mam 510 metrów singla z 25 deko i 510 metrów singla z merynosa z 9 deko.
      To idzie na druty 4-6. Ale by cokolwiek na mnie wyszło pododaję inne próbki, resztki w brązach - porządki zrobię w motkach.

      Usuń
    2. To ja się "kropnęłam" - Ty napisałaś deko nie gram :DDD

      Usuń
    3. Aaaa... też się nie połapałam :))) ale i tam mało tego dobra :))) trza kombinować!

      Usuń
  13. ale cudenko ci wyszlo ,w sam raz na jakis ocielpacz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halinko - zacznę od góry, zobaczę na ile wystarczy, jakby co będę jacobsa dokładać :)))

      Usuń
  14. Piękna ta wełenką wyszła i niesamowite jaka jesteś cierpliwa. Masz mój szacun kobieto. A ta nowa Twoja zabawka u mnie się zowie kwyrlejka ale pan kucharz mówi mieszadełko.
    Już nie mogę się doczekać, by zobaczyć udzierg z tego cudeńka.
    Trzymam kciuki Aniu za szczęśliwe rozwiązanie:)
    Pozdrawiam, Marlena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlenko - dziwi mnie ta wybiórcza cierpliwość. Filmu z jutuba nie obejrzę, bo za wolno, a całą niedzielę sobie alpakę czesałam i byłam szczęśliwa :)
      Udzierg pójdzie dzisiaj na druty, pewnie odlot kolorystyczny będzie i sieczka. Czasem wełna w motku fajna, a w robótce oczopląs.

      Usuń
  15. No rewelacyjna!!!!Piękna wyszła!!!Dobrze ,że jesteś taka uparta i pomysłowa, bo efekt jest tego wart:)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malaalu - jak wyżej napisałam, do Marlenki - może wyjść nieciekawie, zaczynam się bać. No, ale w razie klapy gar z farbą i pomieszamy w kolorkach :))) he he.

      Usuń
  16. Ten melanż wyszedł Ci świetny.A dziewczątka są z reguły punktualne, doczeka, jeśli wszystko dobrze obliczone.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. pięknie ci to wyszło, czekam na ciąg dalszy :)) Trzymam kciuki za szybko i bezboleśnie. pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko - no to mus robić! Z oglądania motka nic nie wyjdzie! Dzięki!

      Usuń
  18. Anuś wyszło super :D
    Na pewno będzie coś ślicznego z tych pięknych kolorów :)
    niech malutka szczęśliwie przybywa :D pozdrawiam kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anusia - dzięki!
      Mam wrażenie, że gdzieś kłaki dla lalki mam w domu, muszę poszukać, bym Ci wysłała....

      Usuń
    2. Włosy w każdym kolorze mile widziane ale Aniu ja jeszcze się nie odwdzięczyłam za pierwszą paczkę :(
      Nie wiem kiedy ja się wyrobię :( szukam dla Ciebie czegoś wyjątkowego i jakoś nie ma. buziak kochana duszko :* :D

      Usuń
  19. Aniu, podziwiam Twoje wytwory i te luzem i te w formie bluzeczek. Ja bym tą sfilcowana wełnę wywaliła w kąt, ale to dlatego, że ja nie wełniasta jestem, próbowałam, próbowałam i doszłam do wniosku, że nie wszystko muszę umieć. Pozachwycam się u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko - mam to samo z kartkami i papierami, w ogóle nie wiem o co chodzi z tymi przepisami na kartki. Karteczki dzielę na podobające się i nie. A już cała filozofia jest mi obca, o robocie nie wspominam bo to dla mnie masakra równo przykleić :))) i masz rację - nie trzeba robić czegoś, co nam nie pasuje.

      Usuń
  20. Bardzo mi się podoba łaciata alpaka a z turkusem to już wogóle super. Ciekawie łączysz kolory. Sama od niedawna przędę i najlepiej mi to idzie właśnie na mątewce ale z zamocowaną na niej płytą CD :).
    Dzięki za instrukcję odratowywania sfilcowanej czesanki, muszę zapamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Style - da Bóg i ja będę sobie umiała dopasować takie wrzeciono! Na razie aby zacząć, potem - bo chęci są - będę szaleć! :)))

      Kolorystyka typowa, nie ma tu rewolucji, wczoraj akurat zobaczyłam turkusową alize w reklamie - toć ona miała te same kolory :)

      Usuń
  21. Piękna wełna Ci wyszła, namieszałaś namotałaś i takie cudo. Podziw mam. Chciałabym do Wrocka w sobotę!!!!! Dumam, szukam połączenia ...... Daleko mam, wrzeciono mam, czesankę mam ...... Och ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu - myśl, kombinuj.
      Nie mam Cię jak ugościć bo w pracowni Mama chorująca.

      Usuń
    2. Nocleg bym miała, ale mogę nawet bez noclegu. Tylko mało czasu. Też dużo się dzieje. Podróż w obie strony razem 15 godzin, jeden krótki nocleg i do domu, wyczyn spory ale dałabym radę. Tylko ten czas ..... a spotkanie takie, że ho, ho.....
      Dumam ............

      Usuń
  22. Ale w dechę ta wełna wyszła.
    Cudna i już.
    Wyślę Ci co mam wysłać, ale w piątek jeszcze muszę cosik dokupić do przesyłki. ta szmatka to to, z czego spódniczka lalusi powstała. Jak ją wyciągnęłam, to goły rudas mi się przypomniał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata - nic nie dokupuj Słonko!!!! Po opisie poznałam, że to materiał o którym mówiłaś. Lalusia naprawdę do kochania!

      Usuń
    2. Nie piernicz, mam dokupić i dokupię. I co, nie ucieszysz się później? A tylko spróbuj. :-P

      Usuń
  23. no to niebieskie różnorako jest boskie!!!!!!!!!!!
    a Ty się nie boisz, że siadając z taką maczugą w kolejce do znachorów maminych zatrzymają Cię faceci w czernie?
    Tyyyyyy, ja wieeeeem!!!!!
    Ale Ty mądra jesteś!!!
    Ty szpecjalnie tak z tą maczugą w poczekalnie na środku siadywać bedziesz!
    Ludziska ze strachu kolejki Wam będą ustępować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia - to ja jeszcze glany napastuję, co prawda za duże one na mnie bo po córce, ale maczuga, glany, skóra, jakiś łańcuch, czeski rock z komórki :))))....... to jest sposób na przyśpieszenie jednak!

      Usuń
    2. Ania...widziałam gdzieś glany w kwiatki :0 świetny byłby widok, hihihih

      Usuń
    3. Monia - jakby to jeszcze był rozmiar 35 to bajka!

      Usuń
    4. 40 nie było....tylko jakiś duuuuuuuuuuużo mniejszy...trafiłam na wyprzedaż w górach :) :)

      Usuń
  24. Nie myrdać mi tu kwirlejki na kwyrlok jakiś :))) proszę tutaj jest definicja owego czegoś, co w naszych stronach Poznańskich struga się co roku z choinki. Świetne jest ma długie patyczki i kwirlą jak ta lala ...
    a tutaj cytat:
    kwirlejka powsz. [mątewka]: Kwaśne mlyko to ino tóm kwirlejkóm tak, tak... sie kryńciło. Inform. Kwiyrlejkóm to moja żóna, jak tak sos robiła, to tóm kwyrlejkóm tak kwiyrlała. Inform. U mnie wszyscy do dziś mówią kwierlejka, innej nazwy nie znamy. Inform.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie w domu przedmiot nie występował. To było coś dla zaawansowanych w sosach.
      babka sosów nie umiała.

      Usuń
  25. Odpowiedzi
    1. Dzięki! Już na druty wzięłam i już zdążyłam spruć :)

      Usuń
  26. gackowa, ów przedmiot nie tylko do sosów był niezbędny. Przydawał się również bardzo, do rozkwirlania kwaśnego mleka. Taki wystrugany z choinki z długimi "ramionami" bywał lepszy niż nie jeden mikser :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - kwirlejka to taka z drzewa prawdziwa w moim domu była, potem te stolarskie wynalazki! Mama tylko tym w garze merdała.
      A potem miała takie do roztrzepywania farby, kiedy farbowała sizal na gobeliny. Czasem się myliła i takim farbowanym rozmieszała sos :)))), przeżyli wszyscy.

      Usuń
  27. Taka czekoladka z niebieskością - niby wariactwo kolorystyczne, ale jednak bardzo ciekawe, podoba mi się :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Z zielonym to by była z miętą!

    OdpowiedzUsuń
  29. No właśnie jak z tym merynosem jest, ja odkąd sfilcowałam chustę z peruwiańskiej wełny boję się tego merynosa jak ognia,
    Wełenka bardzo ciekawa, fajne takie zestawienie kolorków.
    A umiejętności wrzecionowe podziwiam- dla mnie to sprzęt nie do opanowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chmurko - merynos bywa wredny, ale nie ma się co go bać, trzeba uważać, nie prać co chwila, najlepiej jak jest dodatkiem, daje puchatość a w kupie i innym włóknem jakoś lepiej się sprawuje.
      Wrzeciono to w sumie łatwizna, ale wiem co masz na myśli, też nie umiałam ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...