piątek, 9 września 2011

Piątek w Dolinie Baryczy

Rano z Gada odkręciłam to co na niej przędłam, czyli Bajtkową sierść nauszną :)


w łapy Gada, szpulka dodatkowa, koszyczek z przydasiami i jazda w las, do Doliny Baryczy!
Do zagrody-marzenia i na spotkanie z dwoma Prząśniczkami - Beatą i Zosią.

Takie  atrakcje miałyśmy:
własne sery, chleb, ciasto Zosi, wory do nurzania się łapami z wełną owczą,


oregano z sera (posypka) z Gruzji przyjechało!





Pierwsze wełenki Beaty z wrzosówek, cudownie opisane - bo Beata każde runo ma oznakowane i jej owieczki mają imiona!


a moją kiedy ujrzała od razu rozpoznała! Ja mam wełenkę z Noemi!!!!!
To ta pierwsza wełna -dzikuska!
Beata miała przygotowaną kartkę z imieniem wełenki, więc ją dostałam i przywiązałam



Gospodyni poprzednim razem walczyła ze swoim kołowrotkiem, usprawniła go od tego czasu i na nim już śmiga, aż miło!



Teraz jeszcze mam nadzieję, że opanuje szybko Gada i póki nie pojawi się jakiś nowy kołowrotek Beata na nim poćwiczy.


Poza tym zauważyłam wrzecion kilka i nawet  gliniane przygotowane do szkliwienia i wypalenia przęśliki.



Zosia (również mieszkanka Doliny Baryczy) zachwyciła mnie własnoręcznie przygotowaną alpaką do przędzenia i pięknymi nitkami z czesanki merynosa, które zakupiła u Izy z Kidowa w Wyszukane.
Merynosa nie zrobiłam fotki niestety.


Przyjechał z nami też kołowrotek Zosi.
Staruszek i troszkę go boli, ale może po pewnych podpowiedziach może być znów użyteczny. Ja byłam pełna podziwu, że Zosia na nim potrafiła takie piękne nici z merynosa zrobić



Tym razem miziałam się z kolejnym pieskiem.
Niewyraźne zdjęcia, bo nie chciałam zwierzakowi po oczach lampą dawać



A pod koniec wizyty zobaczyłam jeszcze takie cuda zrobione przez Gospodynię:




Baranki śliczne, prawda?
Dostałyśmy jeszcze wisiorki z gliny, ale pokażę już gotowe innym razem.

Droga w te i wewte bez przygód, nie licząc jednego zarycia tłumikiem w wybój.
Wioski opustoszałe, na polach nikogo. Wszyscy siedzą w domu i oglądają telewizję. Śledzą seriale.
Nie ma kur, nie ma kaczek, nie minął mnie ani jeden traktor, a przejechałam ponad 100 km.
W okolicznych sklepikach powodzeniem cieszy się kolorowy zestaw do czytania poniżej złotówki z przygodami możnych tego świata i proste krzyżówki lub program tv.

Tylko w takim zakątku życie ma smak! Wróciłam troszkę zmęczona jazdą i ciśnienie mi zleciało, bo kawy nie piłam, ale nie mogłam czekać do jutra z tym wpisem. Było CUDOWNIE!

A sama świadomość, że można znaleźć podobnego sobie tak podnosi na duchu!
Wiem, że jest już nas trochę na Dolnym Śląsku, że to świetne dziewczyny, z pasjami, interesujące i ciekawe!

25 komentarzy:

  1. O rany wszystko absolutnie wspaniałe, wspaniała przygoda i naładowane akumulatorki prawda ? że o żołądku nie wspomnę, bo widok tych pysznych serów i chlebka wywołał u mnie normalnie ślinkę cieknącą, mniam

    OdpowiedzUsuń
  2. Sery niespotykane, z mleka krowiego i owczego, dojrzewające, kolorowany jeden z nich nagietkiem!
    Chleb pachnący, taki z bajki!

    OdpowiedzUsuń
  3. No jest nas trochę, jest!:)))
    I całe szczęście!
    Aleś mi narobiła smaka tym serem... obślinię się:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie tam miałyście, fajnie że są jeszcze takie miejsca:)
    a jedzonko ... ach ten chleb ..mniam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze, że można jeszcze znależć osoby, które lubią i robią to co my.I znów powtórzę- szczęściara z Ciebie, ale myślę,że to szczęście Ci się należy.
    Miłego dla Was wszystkich, Dziewczyny

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, ale pięknie o tym spotkaniu napisałaś i co za rewelacyjny pomysł!
    Cudne wszystko. Absolutnie cudne!

    OdpowiedzUsuń
  7. na serek przyszla slinka,piekny kolowrotek lubie te twoje wlochate opowieci :) :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazdroszczę takiego aktywnego wypoczynku, lubię taką okolicę, cisza spokój i zielono.
    no i spora satysfakcja ze wspólnego przędzenia, a te sery aż ślinka cieknie.
    Taki wypad to duży zastrzyk pozytywnej energii.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Dorotko - mogę się tylko cieszyć, ze przybywa, że wychodzą ukryte zjawiskowe Dziewczyny na światło! I można się od nich uczyć!

    Elu - pyszności to były! Ten klimat domu, miejsca, gospodyni jednak był dla mnie najważniejszy!

    Anabell - poznanie Beaty to dla mnie święto! Mogę się czuć zaszczycona!

    Baś - przyjedź słonko kiedyś na ziemię ojczystą, powiode cię i ja tymi uroczyskami.
    Wiem, czemu wrzosówka Beaty jest taka zjawiskowa, wiem!!!
    Do tej pory na fotkach widziałam takie poszarpane, dzikie zwierzątka z farfoclami na runie. Ale te to księżniczki sztuka w sztukę. Z imionami!!!!

    Jadziu - ale cudne określenie "włochate opowieści". Ty to umiesz dobrać słowa, buźka!
    Spotkanie było dla mnie piękne!

    Asiu - pedałowania w sumie mało było, trzeba było sobie to i owo pokazać, opowiedzieć, pośmiać się.
    W ciszy osobistej najwięcej się robi jednak, ale trzeba się spotykać. Trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj Ania ... ale miałyscie... tyle pieknej ,królewskiej wrzosówki, czasu na pogaduchy o swoim, pysznosci tyle... zazdraszczam

    OdpowiedzUsuń
  11. Gaju, nie da się ukryć mojej fascynacji wrzosówką. Aż zaczynam żałować, że swoją poprałam. Powinnam mieć kłak taki do macania naturalny z lanoliną . Wiesz jakie ręce boskie się ma po niej?

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudnie spędziłaś wczorajszy dzień i pięknie nam o tym napisałaś :). Takie spotkania z osobami nadającymi na tych samych falach są cudne, inspirujące i świetnie ładują nasze akumulatory :)). Jak to dobrze, że jest internet, dzięki któremu możemy poznać takie osoby :).
    Mówisz, że naturalny kłak z wrzosówki jest świetnym kosmetykiem na ręce? Dobrze wiedzieć ;)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam takie spotkania. To jak zastrzyk nowej energii i pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Frasiu - ja już cieszę się na spotkanie na Górnym Śląsku!
    Kłak z wrzosówki powinien być w każdej kosmetyczce :))))


    Plastusiu - czymże byłby nasz mały świat bez wariatów dokoła ;))))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też już nie mogę się doczekać!
    Szkoda, że już nie masz takich kłaczków, bo mogłabyś troszkę ze sobą przywieźć ;)))).

    OdpowiedzUsuń
  16. jak to miło spotkać kogoś kto jak mówisz o swoich pasjach nie przewraca oczami tylko widzisz ten sam blask na wspomnienie o czesankach, runie i takich tam :))
    bardzo fajne spotkanie

    OdpowiedzUsuń
  17. jeny,nie wiem co napisac ...
    moge pozazdraszczać w cichości??

    OdpowiedzUsuń
  18. Cześć Aniu, ja już wczoraj szorowałam swoje koło i dokonywałam zmian, o których mówiłaś. Dzisiaj odkryłam, że nie mogę kręcić w lewo, muszę najpierw naprawić koło. Tam gdzie jest pęknięcie jest lekko wypaczone i sznurek spada, ale to już mój mąż musi zrobić (może dzisiaj mu się uda). :) Zosia

    OdpowiedzUsuń
  19. Frasiu, wezmę dziką Noemi do pomacania, chyba, że zdążę Franciszka np poprząść :)

    E-wełenko - tak, to szczęścia masa znać takich ludzi!

    Laurka - ta myślę, że w końcu będę mieć pokój zabaw z miejscem noclegowym i zapraszam już dziś. A jak już Cię dopadnę to powlokę po rozmaitych miejscach!

    Zosiu - pięknie, to w kole dobrze byłoby zaszpuntować, dołożyć brakujący fragment, koło będzie stabilne. O kręceniu w lewo pomyślimy przy okazji montowania człapieja. Ale beleczka jako priorytet, to nam ustawi kołowrotek. Trzymam kciuki i oko natężam - a nuż znów się trafi coś przypadkiem? Ja znajduję rozmaite rzeczy. No i witaj kochana!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. To wszystko już zrobione. Człapiej chyba zostanie na starym miejscu - jestem przyzwyczajona. Mam chęć dzisiaj jeszcze zobaczyć jak mi wyjdzie łączenie singli.
    P.S. W poniedziałek może zrobię zdjęcia i wyślę Ci na pocztę pokazać to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  21. Zosiu, a podciągnięty jest łącznik między kołem i człapiejem? Bo jak ty w lewo będziesz nawijać?

    Czekam na fotki, trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak wyczyściłam całość (rozebrałam prawie do fundamentu) to okazało się, że właściwie nic nie ociera.

    OdpowiedzUsuń
  23. A czemu ja tak daleko mieszkam ???????????????????????????????

    OdpowiedzUsuń
  24. Zniknął mój komentarz wcześniejszy. Chciałam serdecznie podziękować Tobie i Zosi za wspaniałe spotkanie piątkowe. Może by tak cyklicznie wspólne piątki (czy inne dni) sobie organizować np. raz na miesiąc...
    Ze względu na wczorajszy tłum gości z gadem jeszcze nie miałam czasu się zaprzyjaźnić, zacznę od poniedziałku, aby do następnego piątku śmigać na nim, bo w piątek przylatują Gruzinki. Będzie więc międzynarodowo. Aparat foto ma być naprawiony do środy to może i mnie jakieś zdjęcia uda się zrobić. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  25. Beatko - trzymam kciuki za gości, za to aby wszystko wyszło.
    Przędzeniem zadziwiasz już, co będzie jak poćwiczysz! Strach się bać!

    Spotkania jak najbardziej, jestem zauroczona klimatem domu i jego Pani!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...