Nie dla mnie jednak markety, galerie i sklepy. TE zakupy to polowania.
Co sobotę i co niedziele można odwiedzić bardzo szczególne miejsca w moim mieście. W sobotę na placyku po zburzonych kamienicach rozkłada się biedota pewnej dzielnicy - na płachtach, gazetach, obrusach leży TOWAR!
W niedzielę zaś na torach nieczynnego dworca większa ilość ludzi przynosi coś na handel.
Towar cudo - z najlepszych zakamarków! Kiedyś ci ludzie mogli handlować koło legalnego placu targowego położonego na Niskich Łąkach, oczywiście straż miejska ganiała ich z durnego obowiązku, ale potem i oni przestali.
W moim albumie można zobaczyć ostatni dzień handlowy w tym miejscu.
Dzięki organizacji Euro, sieroty systemu nie mogą już tam dorobić do renty, zasiłku, na chleb czy wódkę. Próbują zrobić cokolwiek.
Wyprawa na ten plac jest dla mnie za każdym razem udana. Nie zabieram więcej jak 20-30 zł w drobnych. Problemem jest rozmienienie banknotu 10 złotowego. Towar ma najczęściej trzy ceny: 1zł, 3 zł i 5 zł. Z tych 5 można się targować, z pozostałych - wstyd.
Ja się nie targuję. Płacę pierwotne ceny.
A z polowań przynoszę:
- książki,
- wełnę,
- serwetki bawełniane,
- ramki do obrazków,
- kupony bawełny nowiutkiej,
- bandanki dla psa,
- korale,
- czasem jakiś markowy ciuch z naturalnych materiałów (biedota ceni akryl i plastik, dziwnie patrzą na mnie jak wynajduję wymiętoloną lnianą koszulę).
W niedzielę uciekłam z domu pełnego ludzi - na tory!
Pogoda taka sobie, jak to ostatnio bywało, ale ulewy nie było.
Zaraz po przyjściu wypatrzyłam zamszową torbę w czarnym kolorze z turkusowymi przeszyciami. Jakże jej nie mogłam kupić - torby to jedna z moich słabości! Tym bardziej, że zamsz jest ze zwierza, a nie z plastiku.
Potem trafiłam na wieszaki! Zbieram wieszaki z reklamami niemieckich sklepów z Dolnego Śląska, mam ich niedużo, ale kosztowały po 1 lub 2 złote. Dokupiłam tylko jeden, a tu cała moja kolekcja:

Przy samym wyjściu oczy zobaczyły coś, czego wypatrywałam od dość dawna.
To historia jak z bajki, nie moja. To opowieść o Mi Kasi Ino-Ino, bardzo szczególna.
A tu jest to - co dla niej odszukałam.

Na zdjęciu widać,że jedna filiżanka miała przejścia i straciła uszko. Ale Kasia może zrobić z tego świecznik lub niezbędnik do przechowywania czegokolwiek.
Po zapakowaniu tego wszystkiego jeszcze obróciłam się na pięcie i..... wypatrzyłam zaparzacz do herbaty! Również produkcji Mi!
Niestety - sprzedawca powiedział, że ktoś był wcześniej i "zaklepał" sobie! Muszę czekać do następnej niedzieli, być może uda się go kupić.
Mam nadzieję, że Kasi spodoba się ten zestaw do kawy.