poniedziałek, 9 lipca 2018

Bajt - po raz ostatni

Przepraszam, lecz z kronikarskiego obowiązku winnam podać, że mój ukochany, jedyny taki prawdziwie mój pies Bajt odszedł.
Odszedł w jedynym słusznym momencie, gdyż i on sam zaczął cierpieć, a i ze mną nie jest dobrze.
Nie będąc w siłach, gdy nawet wyjście raz dziennie sprawia mi ból i oczekując na badania mojego męża w trwodze - uzgodniliśmy wspólnie datę.
Mąż rzekł - póki jestem, pomogę, sama nie dasz rady.
Czekamy we dwoje każde na swoją kolejkę do szpitala.

Pocieszam się małostkowo faktem, że raz na tydzień można pozamiatać, nie zbierać śmieci wyrzuconych z kubła i nie potykać się stale o psa.
Lecz nawet po miesiącu płaczę.
Myślałam, że po miesiącu napiszę więcej, ale łzy zalewają mi oczy.
Musi samo minąć, uciszyć się, wypłakać.

Był prawdziwie moim psem, bardzo mnie kochał i stale był koło mnie. Jego obecność była natrętna, ale wiem, że byłam dla niego obiektem miłości.
Kiedy go zabierałam ze schroniska miał ok 5 lat.
Pojawił się w dniu 01-02-2008 i żył dobrze do 08-06-2018.

Bajtusiu, Bajtku, Bajtosławie, Ruda Zarazo - do zobaczenia! Będę Cię szukać!
Zatrzymałam Twoją obrożę z zapachem schowaną, ukrytą, - gdy mi źle - tulę w niej twarz.

Dziękuję, że byłeś!




38 komentarzy:

  1. Och Aniu, ja płaczę od sierpnia 2010 roku- tęsknota wcale nie mija,
    tylko ból nieco zelżeje, nie jest już tak ostry.Przecież Twój Bajtek i mój Flik byli niczym nasze kolejne dzieci i każdy z nich dawał nam swą bezinteresowną, bezwarunkową miłość.
    Przeraża mnie to co napisałaś o stanie zdrowia swoim i Twego męża.
    Przytulam, z nadzieją, że dojdziecie jednak do lepszej kondycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od stycznia czekam na zaplanowaną operację nerki. Choruję już ponad rok. W normalnym kraju taka choroba kończy się od 3-6 miesięcy. Termin mam na koniec sierpnia. Z tym, że ja już ledwo łażę. Mąż jeszcze nie wie czy pisać testament - za dwa tygodnie się dowiemy. Mamy nadzieję i trochę wiary jeszcze.

      Usuń
    2. To nienormalne, w głowie mi się nie mieści. Fikcyjna służba zdrowia.

      Usuń
    3. To jest koszmar, który przeżywam z Wami. Ściskam mocno i posyłam dobre mysli.

      Usuń
    4. Dziękuję, że jesteście.

      Usuń
  2. Współczuję bardzo i mocno Cię przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iwonko, mus się wyryczeć do suchego oka. Gdyby nie choroby już by jakaś łajza się po domu kręciła. Ale nie robi się tego zwierzowi że oswaja i znika.

      Usuń
    2. No weź z tym znikaniem, nie znikniesz, jeszcze nie teraz. Ale dla nowego zwierza trzeba mieć cierpliwość, czas i energię. Przyjdzie na to czas, jakaś tam bida czeka na Ciebie :-)

      Usuń
    3. Tak Lilko, czeka. Ino się poprawi to będzie.

      Usuń
  3. Ech... współczuję i życzę zdrowia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspolczuje i zycze wyzdrowienia, wam obu, myslami jestem z wami…
    A Bajtek byl kochany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Basiu..... tak, kochałam go zwłaszcza ja, ale reszta Rodziny też mu czułości nie skąpiła. Mnie pilnował, był moim Strażnikiem.

      Usuń
  5. mojego kociska nie ma ze mną już 9 miesięcy, a ja i tak nadal mam łzy w oczach, jak o nim myślę. tak to już jest z tymi zwierzakami, oddajemy im swoje serce, a gdy trzeba się pożegnać, to pozostaje pustka. dlatego po moim domu od jakiegoś czasu kręci się mała kocia wariatka i jakoś tak raźniej :) mam nadzieję, że i w Waszym domu wkrótce będzie mógł się pojawić nowy domownik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Silver Aguti - też tak myślę, na razie cóż - mną jeszcze żałoba zawiaduje, ale dom bez zwierza jakoś mi nie pasuje. Mamy kota, na tymczasie dwie świnki i od dziś na 10 dni jeszcze jednego kota, więc zwierząt dokoła trochę. Tylko tego rudego/siwego pyska co wieczór wspartego na nodze brak.....

      Usuń
  6. Trzymaj sie kobieto! Musi byc dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnese - no tak sama to sobie powtarzam, cieszę się że mogę chodzić a nie szurać, cieszę się, że nie cierpiał, cieszę się że był te 10 lat w ogólnym zdrowiu. Bo wszystkie jego choroby to już na końcówce były. Dał radość. I dziś wiem, że dobrze zrobiliśmy. W tak zwanej ostatniej chwili.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Żyliśmy od dłuższego czasu ze starością psią, nie pogodziłąm się, że to tak szybko idzie.

      Usuń
  8. Aniu, bardzo to smutne ale...taka kolej rzeczy, niestety zwierzęta żyją krócej od nas :( Trzeba się z tym pogodzić, choć to cholernie trudne, wiem... Daliście Mu dobry dom i Ruda Zaraza żyje w Waszej pamięci, na zawsze.
    Teraz musicie skupić się na własnym zdrowiu i trzymam kciuki, że będzie dobrze. Wkrótce znów wszystko się ułoży. Wierzę w to!
    Ściskam, Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też robimy, musimy zadbać o siebie niestety, by komu innemu dom dać.

      Usuń
  9. Za dwa lata będzie 20 lat jak pożegnałam swojego ostatniego psa... A do tej pory jak o nim mówię to oczy się szklą. Teraz mam same koty.
    Zmartwiłaś mnie stanem Waszego zdrowia... Trzymam kciuki i zanoszę ciepłe myśli gdzie trzeba... Trzymajcie się- w życiu trzeba być twardym nie miętkim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Susan - kotów mieć nie mogę. Behet jest na razie ostatni. Wnusia bardzo uczulona.Kiedyś może tego psiura. Jak się polepszy :(

      Usuń
  10. same przykre wieści, żal i smutek...
    jestem z Wami myślami, pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po burzy podobno słońce wschodzi i ta tęcza.

      Usuń
  11. Tak to jest - On sobie lata po tęczowych łąkach, a Ty cierpisz. Ciepłe myśli ślę :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę tu zaglądać. Ryczę mimo dwóch miesięcy.

      Usuń
  12. Anusia, teraz ja Ciebie przytulam mocno.... odejście przyjaciela, jakim jest pies, to strata, o której nie da się zapomnieć. Pamięć o nim i miłość będzie tkwiła do końca naszych dni. Wczoraj reanimowałam swojego bloga i natrafiłam na wpis, gdzie opisałam odejście mojego Tytuska, pocieszałaś mnie wówczas i pisałaś, że masz Bajtka. On miał wówczas 2 lata . Zobacz jak ten czas leci i jak losy się plotą. ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, nie daję jeszcze rady tak naprawdę. Staram się pisać o czymkolwiek byle nie myśleć i ryczeć o Bajtku. Zdroworozsądkowo - nie dałabym rady teraz z nim bodaj na jeden spacer wyjść rano. A spacer jak wiesz to nie tylko fizjologia, to niezbędny rytuał. Jakoś, kiedyś się pozbieram. Dziś już wiem, że kiedyś psa będę miała jak tylko zdrowie ogarnę. Czas skupić się na sobie.

      Usuń
  13. Ślady psich łap zostają w sercu na zawsze. Tulam z całej siły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Nieraz mi się zdaje, że ten mokry nos za chwilę otrze o nogę, rękę....
      Dziękuję Osiu!

      Usuń
  14. Kankanko.... smutno się zrobilo bardzo. Mam nadzieję że jest choc troszke lepiej z Waszym zdrowiem. Bajtuś z pewnoscia patrzy na was i merda ogonkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. deZeal - jestem po jednej operacji trzygodzinnej, stan bez większych zmian bo się nie udało, doktor napotkał trudności i za chwilę znów ląduję na stole. Zmieniono mi agresywną metodę na prawie bezinwazyjną, co uda się dzięki poprzedniej operacji, więc pozostaję pełna nadziei. Panmąż się nie może dostać do lekarzy, onkolog wykluczył go z grona swoich pacjentów i to jest powód do radości. Niemniej jednak przy tak dziadowskiej opiece zdrowotnej, gdzie tyle czasu trzeba czekać to powrót może nastąpić. Mnie podczas półtora roku leczenia (do ogarnięcia w normalnym kraju przez okres 3-6 mcy) pojawiła się kolejna oprócz wiadomych mi kamieni, do zbadania niespodzianka w drugiej nerce. Znów tysiące popłyną.......
      A po psie coraz rzadziej ryczę, już tylko od czasu do czasu. Bywa, że wieczorem lecę pytać Syna - czy już był z nim na wieczornym spacerze... i staję w miejscu.

      Usuń
  15. Kochana! Bo to widzisz zdrowia trzeba, żeby chorować... ślę najlepsze życzenia. Myśl pozytywnie i wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Całusy x

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakoś mi smutno bez tego bloga. Tyle osób przestało pisać. Widzę, że "Pasjonateria" funkcjonuje. Czy wszystko ok?

    OdpowiedzUsuń
  17. Niestety nie. Postaram się zebrać i napisać. Póki co korzystam z FB i tam dużo ludzi mi pomaga w ciężkim czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak trafić na FB. Na Pasjonaterii cisza. Zdrowia życzę :-)

      Usuń