wtorek, 19 lutego 2013

Nauki rozmaite

Wielką radość nam sprawił Zięć, który pod koniec stycznia obronił pracę doktorską i wycisnął łzy wzruszenia. Bardzo, bardzo się cieszymy!
Dzielnie pisał wychowując coraz liczniejsze stadko Chrabąszczy, pracując, udzielając się w domu podczas remontów i życia codziennego. Nie zażądał osobnego pokoju, ciszy i skupienia.
Po prostu dopiął swego!
Chcieć - to móc!

Skromna zakładka do książki z tej okazji. Wyszyta bolącą ręką, więc mało efektowna.



Jesteśmy z Ciebie dumni!!!!!

A Synu zakończył drugi semestr na swojej Sorbonie. Wcześniej oświadczył, że ma do zaliczenia na cito matematykę, bo grozi mu pała.
Kazałam pokazać sobie zestaw pytań i wymiękłam!
Na kartce jawiły mi się wspomnienia z liceum, i razem z mężem zastanawialiśmy się na cóż kucharzowi badanie przebiegu funkcji, równania z kilkoma niewiadomymi, potęgowanie, gdzie słusznym się wydaje, by młodzież w tym zawodzie sprawnie ważyć i liczyć towar powinna, a i procenty może opanować także!
O zgrozo!

Z matematyki nawet próbowałam te równania jakoś.....ale dziecko widząc błąkanie we mgle oświadczyło, że to-to akurat zrobi.
Zdał.
Nie zaliczył natomiast fizyki (!), bo przecież jest niezbędna w kuchni!
Tu oświadczyłam, że ja już swoje fizyki w słusznym czasie zaliczyłam i dzisiaj dla mnie to czarna magia, gorsza od matematyki. I jeśli zawali szkołę, to primo - odłączamy od neta, secundo - wywalany będzie rankiem za drzwi w celu poszukiwania pracy i powróci pod dach po południu wraz z nami!

Dziecko wzięło papiery pod pachę i zasiadło do nauki samodzielnie.
Matka udzieliła jeszcze wskazówek, że definicje to mu wujek gugle wyświetli i poszła spać.

Dziecko do 3:40 się uczyło, a wcześniej poprosiło o pobudkę o ósmej.
Nawet wstało za pierwszym razem.

Matka poleciała do pracy, po południu usłyszała przez telefon, że ZALICZYŁ!!!!!

No i sukces po raz wtóry!

Jakoś się przebujamy przez resztę szkoły, leń patentowany gdyby chciał - to też by góry przeniósł.
Pozostaje mi się cieszyć, że nadal jest uczniem.
I wierzyć, że kiedyś i rozum przyjdzie. Zostały jeszcze trzy semestry.


33 komentarze:

  1. Gratulacje dla Zięcia :) Mam koleżankę co przy dwójce dzieci i dwóch etatach ( w tym jednym bezpłatnym ;) ) również stałą się doktorem. I ile jeszcze musiałam się swoim dziewczynom natłumaczyć, że ciocia to doktor ale prawa a nie taki od badania gardła ;)

    Cycu widać motywację ma w postaci niechęci do pracy a chęci do siedzenia u Rodziców - zawsze to jakaś motywacja ;) Oby i te trzy semestry zleciały dobrze a dla Was bez większych stresów i nerwów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko - Cyca mam dość. A poza tym coraz mi gorzej idzie tłumaczenie, że nauka to klucz do pieniędzy i szczęścia w postaci pracy :)
      Jako załącznik: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-wroclaw,44/dolny-slask-bezrobocie-wieksze-od-krajowej-sredniej,305967.html

      Usuń
  2. Anonimowy19/2/13 10:10

    No to moje gratulacje! Wszystkim!Samych sukcesow w przyszlosci!godlesia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Godlesiu - bardzo dziękuję, te sukcesy jakoś rozświetlają szarości :)

      Usuń
  3. Gratulacje dla Zięcia! Dla Syna też! Moje dziecię też uważa, że ma w szkole sporo zupełnie nieprzydatnych przedmiotów, które niestety też trzeba zaliczać ;)). Tobie zostały już tylko 3 semestry, a przede mną jeszcze 7 ;(. Oby zleciały spokojnie i w miarę bez stresów :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frasiu - ja tak samo uważałam jak Twój Syn i trzeba było się umiejętnie migać między wartościami, ale do tego też rozumu trzeba. Chyba siwa doczekam tej zawodówki!

      Usuń
  4. Gratuluję obu Panom:)))Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ithijo - dzięki kochana, dzięki!

      Usuń
  5. Gratulacje Kochana. Zgubiłam się z tymi serami, ale już się odnalazłam. Ślę i buziaki rozdaję.

    P.s.

    Mam już cał stadko małych czarnych diabłów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rogacizno ty moja kochana... dasz radę wszystkie ucałować w pysio ode mnie????? Bardzo mnie cieszą Twoje sukcesy! Ser poczeka, niech dojrzewa w spokoju :))))

      Usuń
  6. Gratuluję obu panom. Tak to już jest, że jedno dziecko kilka fakultetów zrobi i jeszcze się uczy, a dla drugiego, pomimo zdolności, nauka jest męką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko - moje moce pedagogiczne z każdym rokiem mniej wytrwałe. Toż to trzeba budzić, wyganiać, marudzić nad uchem.... oby do wakacji!

      Usuń
  7. Niech leń nie przenosi gór, małe pagórki matematyczno-fizyczne zupełnie wystarczą.
    A zięciowi góry przeniesionej serdecznie gratuluję. I życzę, żeby jednakże zyskał kiedyś w domu gabinecik dla siebie. Doktorom łatwiej żyć z gabinecikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko - gabinecik zdaje się już tylko czeka na Pana Doktora :)

      Usuń
  8. rodzina szaleje na polu naukowym - gratulacje przeogromne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yenulko - zdecydowanie lepiej obserwuje mi się naukę raczkowania, siedzenia, jedzenia, przekręcania, gugania niż mękę niemocy Syna :)

      Usuń
  9. No bo TY kochana nic nie rozumiesz, przecież to oczywista oczywistość że kucharzowi funkcje i potęgowanie plus całki i różniczki są absolutnie niezbędne w pracy... że o fizyce już nawet nie wspomnę; taki na przykład pan Heston Blumental bez tego typu wiedzy w życiu by nie wpadł na to że mielone na hamburgera ma być kładzione a nie ugniatane:) No i co??? Ale na pocieszenie Ci powiem, że i ja z matematyki blada i ociemniała, a z fizyki to już w ogóle trup (chociaz w MacGyverze się bardzo kochałam;)) Buziol!!!
    PS. Gratuluję Zięciowi i Synowi!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hanuś - ja uważam, że gdzieś te etaty pedagogów zanim wymrą muszą być :)
      I szkoła dziś się tak obkurcza, że pan od fizyki na pewno szczęśliwy, że może kucharzom cuda opowiadać. Z drugiej strony, tam nie same matoły i jeśli chociaż jeden skorzysta - to warto!

      Usuń
  10. Gratuluję rodzinnych sukcesów:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tonko - gdyby jeszcze mnie się jakiś sukces trafił.... ech!

      Usuń
  11. Gratulacje! Dla obu panów.
    A tak swoją drogą - ciekawe zestawienie - z jednej strony doktorat, z drugiej walka o zaliczenie semestu w szkole...
    Od lat uważam, że szkoły uczą nie tego, czego powinny! Do licha! Po kij kucharzowi/piekarzowi/fryzjerowi/itp matma wyższa, fizyka durna i chemia skomplikowana???
    Tak samo jak i humaniście! Ileż ja nerwów i czasu straciłam na 3 razy zet (zakuć, zaliczyć, zapomnieć) z przedmiotów ścisłych!!!
    System oświaty w Polsce od lat kuleje i na siłę chce zrobić z ludzi, ludzi "ogólnowykształconych"!
    Tylko po cholerę???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ato - byśmy sobie to pytanie zadawali jak mantrę.
      W szkole brak takich ogólnych, mało istotnych dla nauki spraw jak zakładanie i prowadzenie konta osobistego, i nie na NK czy fejsie ale w banku! Brak umiejętności pisania CV - a i owszem, bywa, że ćwiczą na jednej lekcji ... czasem. Brak wiadomości ekonomicznych, prostych, typu składki, ubezpieczenia, wartości poszczególnych umów dotyczących pracy etc.
      Potem takiego matołka jak ja mam osobista rodzina musi szkolić. A ja ten czas mam zajęty przez zaganianie do fizyki :)
      Dla takiego jak ta moja Słodycz idealna byłaby praktyka rzemieślnicza, przez cech, z awansem na czeladnika, potem mistrzostwo :)...pomarzyć...

      Niestety, na to też kasy nie ma, do majstra oddać nie ma gdzie, trzeba więc trzymać kurczowo to co jest. Bo czasu nie ma na eksperymenty, lajf is brutal.

      Usuń
  12. Gratulacje dla facetów - pracowitego i pracowitego inaczej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia - dziękuję w imieniu obu! Ten pracowity inaczej będzie bardzo dumny jak mu przekażę, będzie się dopytywał - kto to mamo?
      No widzisz, co mam zrobić, muszę mu też strzelać pochwałami raz na jakiś czas. Człowiek z wieczną krytyką się nie rozwija!

      Usuń
  13. Gratulacje dla Zięcia! Nie wiem na ile Cię pocieszę, że niektórzy mają jeszcze gorzej ze swymi synkami- ostatnio jeden ze znajomych zwierzył mi się,że jest już u kresu wytrzymałości nerwowej- najchętniej stłukłby młodego, ale nie może, bo młody wózkowy.Smarkul jest naprawdę w pełnym wymiarze intelektualnym, ale mu się nie chce - tak zwyczajnie, po prostu. Odcięcie od netu też go nie ruszyło jak i likwidacja wszelakich przyjemności.
    Nawet psycholog nie wpadł na jakiś dobry sposób rozwiązania sprawy.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell kochana - w moim przypadku to żaden psycholog nie wpadł na nic :). Smutne, ale prawdziwe. Jedyna rada jaką generują - to, że z dzieckiem trzeba pracować :))))))))))))))))))))))))))))))))))))

      No i koń się tu śmieje i rży od ucha po ogon z uciechy!

      I wszystko ok! Tylko JAK???????????????

      A tak poza tym to bardzo serdecznie Cię pozdrawiam, i niedługo skrobnę!

      Usuń
  14. Gratuluję! może nawet młodemu mistrzowi patelni bardziej, bo robi co musi, a nie to co lubi, a jednak jakoś daje radę. I może jemu właśnie to wsparcie i pochwały są bardziej potrzebne. Nie wierzę w jakieś złośliwe lenistwo, on na pewno ma jakieś talenty, tylko nieodkryte. Znam takie przypadki, u dorosłych ludzi zdarza się np. ADHD z deficytem uwagi (to często te tzw. zdolne lenie), mało jest specjalistów którzy się na tym znają, a już na pewno nie psycholog, tylko raczej psychiatra. Chłopak na pewno da sobie radę w życiu, tylko musi wiedzieć że jest kochany i od tego właśnie są rodzice :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkrywam Twój blog i Twoje życie. Siedzę tu od dwóch godzin przed laptopem i czytam posty z etykietą "Życie codzienne" od początku... dojechałam do wiosny 2009r, jest już po północy a ja do pracy rano muszę... Syna masz wspaniałego. Jesteś cudowną kobietą i wspaniałym człowiekiem. Znalazłam wiele cech i doświadczeń podobnych jak moje. Jutro (dzisiaj właściwie, ale później, po pracy) będę czytać dalej... Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Nie oszalej Kalliope od tych moich wynurzeń :)))

      Usuń
  15. Aniu gratuluję, że potrafisz zmotywować, zdyscyplinować syna do tego, by zaliczyć semestr. Nie każdy ma zamiłowanie do nauk ścisłych, ja rozumiem Twojego syna, bo też mi do głowy nie wchodziło za cholerę. Dlatego podziwiam go, że się zawziął i zdał. Wbrew pozorom fizyka, chemia i matematyka jak najbardziej jest potrzebna kucharzowi. Nie można uczyć się o ułamkach, a pominąć inny temat, to się niestety łączy w całość. Kto wie, może Twój syn postanowi dalej się uczyć. Nigdy nie wiadomo. Jedno jest pewne odziedziczył ambicję po Mamie. Dał radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Aniu, ambicję to on ma :))), nawet do liceum się zapisał i cale dwa miesiące chodził. Jawi mu się, że będzie pilotem, dyrektorem fabryki, kompozytorem, a teraz intensywnie ćwiczy jazdę samochodem wyścigowym w laptopie.
      Może sobie co chce postanawiać, jedno wie, że tej szkoły - DARMOWEJ- to ja nie odpuszczę. A potem może sobie kupić chodzenie gdzie chce :)

      Nie mam już ambitnych pomysłów jak go do życia przyciągnąć, pozostają płytkie, wredne zagrania z mej strony. Lecz póki się boi - korzystam, bo wierz mi, sił już do niego nie mam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...