wtorek, 23 sierpnia 2011

Klient nasz pan

Kilka refleksji mi się nasuwa po trzech tygodniach pracy.
Pierwsza myśl to taka, że praca w godzinach "sklepowych" zabiera życie domowe. Nie byłam w stanie ogarnąć tego wszystkiego, co byłam w stanie po godzinach "biurowych".
Stąd moja nikła obecność na blogowisku.
Pracowałam od poniedziałku do soboty. Pojedyncza niedziela zbyt mało dawała wolnego.

Nieszczęśliwe więc muszą być te Panie, które wbrew ich woli los ustawił za ladą. Sądzę jednak, że istnieje duża grupa pasjonatów, z żyłką kupiecko-handlową, najlepiej we własnym sklepie - które to zajęcie uważają za spełniające.
Są też osoby, które bez względu na to jaki mają do zajęcia stosunek wykonają pracę wzorowo i w najlepszym stylu, przełamując schematy i starając się przez zajęcie przyśpieszyć mijanie czasu.
Te nie będą bezustannie patrzeć na czasomierz.

Druga myśl - to wzajemny stosunek SKLEPOWEJ i KLIENTA.
Stojąc za ladą targa nami dwojaka myśl - JA MISTRZU, JA SŁUGA.
Mistrzu - bo łapiemy się na myśli jaka to ze mnie istota nadzwyczajna, piękna, talentna i zachwycająca  , sługa - bo "co ja tutaj robię????? widać niedojda ze mnie życiowa".
A prawda po środku jak zwykle :)

Pamiętając jak do pasji doprowadza mnie osaczanie przez ekspedientki w niejednym sklepie W CZYM MOGĘ POMÓC?????  - nie użyłam tego sformułowania ani razu.
Oczywiście stawałam za każdym razem na powitanie, witając lub uśmiechając się. Co trzeci klient wydusza z siebie słowa powitania, reszta lezie z marszu czasem niedokładnie patrząc gdzie wchodzi.
Jeden zapytał czy może wejść z psem! Właziły miłe panie i przystojni faceci ze skarbami na smyczach. Uważam, że ogólna kultura od nas tego wymaga by o pozwolenie zapytać. Zwłaszcza gdy siąpi na dworze a piesek lubi łapami się na blacie przywitać, czy obetrzeć uszmudrany pysk o spodnie innego klienta. Zresztą uczulenie na zwierza dotyczy nie tylko dzieci.
No, ale może się czepiam.

Wiem jak lubię popatrzeć, zapamiętać wzrokiem, czasem zapytać o coś bez chęci lub możliwości kupienia. Pozwalałam więc na to. Jeśli wyczuwałam - wtedy padało pytanie CZY MOGĘ COŚ BLIŻEJ POKAZAĆ, COŚ PODAĆ?

Klient przychodzi albo uwarunkowany, albo całkowicie zagubiony. Są klienci bezczelni i z miną władcy świata oraz przepraszający, że żyją. Artyści i nudziarze.
Dla jednych zakup 1,80 czy 1,70 gumki do majtek to decyzja życia. Inni biorą bez własnego zdania wszystko co im zasugeruje sprzedawca.
Osobiście podpowiadałam najtańsze rozwiązania, sposoby. Dzieliłam się z niektórymi wiedzą a od kolejnych ją pobierałam. Lubię ludzi.
Nie wyśmiewałam się z ich wyboru. Nie dziwiłam się.
Kiedyś córka powiedziała mi, jak to do jej sklepu wszedł klient chcący kupić suszarkę do suszenia ciała bo nie chciał używać ręcznika. Wybrała mu najlepszy model. Można? Można.
Trzeba pozbyć się schematów a nie szarogęsić się z opinią.
Ale też biegnąc z poradą, ze sposobem lubiłam trafić na bystrzaków co w lot łapią. Niestety często nadziewałam się na takich, co do których tylko zdaniami prostymi - przenośni nie są w stanie pojąć.
A ja nie lubię okrągłymi zdaniami jak w szkole. Lubię rozmawiać z takimi co znają trochę ogólnie dostępnych tekstów literackich i nie trzeba im tłumaczyć zdania po zdaniu. Nauczycielem przestałam być dawno temu.

Miałam w sklepie dość dużą grupę klientów wampirów. Takich, co muszą przelać wszystko co akurat mają na języku. Opowieści o cudownie uszytych firankach z takimi a takimi frędzelkami, na to zasłonki uszyte znów tak i siak, ulubiony fotel mężowski obity taką a taką tkaniną a do tego muszę poznać cały rozkład mieszkania i stan zdrowia szwagra.
Wylewają tak z siebie niedostatki życia rodzinnego lub sąsiedzkiego zamęczając każdego na swej drodze.
Doskonale wykorzystałam tu swój dar wyłączania się. Polega on na tym, że nie słuchając, nie przyjmując informacji zalewającej mi mózg kiwam głową w odpowiedni sposób - na tak lub nie, wydobywam z siebie głosy "o jej, ach, no proszę" i w ten sposób nie dopuszczam wampira.

Pewnie, że zdrowiej jest przerwać i rzec - nie interesuje mnie to! Próbowałam wiele razy, ale z mizernym efektem. Większość sądzi, że nie ma takiej osoby, którą nie zajmują wieści o Dodzie, nieślubnym dziecku aktora czy tuszy celebrytki z ekranu.
Znając masę ludzi, tylko kilka z nich potrafi empatycznie wyczuć, czy ja tego słucham. Reszta nie rozumiejąc, nie wyciągając wniosku po prostu się obrazi.
Nie na tym to polega, by bezczelnie z buciorami komuś porządkować charakter, ja tak nie potrafię. Moją ucieczką jest wtedy unik, nie starcie.
Nie zamierzam komuś niszczyć szczęśliwości jeśli podobają mu się kotki w kwieciu. Dla mnie one oczywiście załatwiają sprawy fizjologiczne, mają wytrzeszcz oczu dziwny. I skoro w zachwyt nad nim wpada starsza pani - to mogę ją podziwiać w dwóch zdaniach za trudy pracy, a nad resztą się "wyłączyć".

Dzięki tej umiejętności mogę stwierdzić, że pracowało mi się dobrze. Mile zostałam przyjęta i pożegnana. Jestem "zaklepana" na wszelaką ewentualność zastępstwa. Zarobione pieniądze wydałam na pilne życiowe sprawy, nie do końca mam jeszcze pewne zobowiązania załatwione, ale udało się chociaż częściową zapłatą znak życia dać i pamięci.

Dziś porządkuję dom. Jutro mam do załatwienia bardzo ważną sprawę, która też nie pozwoli skupić się na opowieściach dla Was. Zatem niedługo coś napiszę.

PS. Nie chcąc Was umęczać wklepywaniem durnowatych literek, ale jednak chcąc pozbyć się spamerów usunęłam opcję wpisywania komentarzy przez Anonimów.
Wszelkich znanych mi Anonimów bardzo przepraszam, ale nagabywanie mnie do podjęcia prac porządkowych w Kaliszu już stało się nudne :))). Jeśli nie spełni to zadania włączę moderowanie komentarzy, wszystko po to by unikać literek.

41 komentarzy:

  1. jak zwykle literacka finezja, lubię czytać Twoje opisy rzeczy zwykłych bo nadajesz im inny wymiar :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, w Kaliszu dużo rąk bezroboptnych do pracy - lepiej nad morze jechać do prac porządkowych - ładniej i od razu można z przyjemnym pogodzić :):):)
    Pracowałam w sklepie i z całego serca nie lubię zwrotu "w czym mogę pomóc?"! Niestety, w sklepach firmowych ten zwrot jest obowiązkiem :/ Na wejście koniecznie "dzień dobry", a po minucie " w czym mogę pomóc?" Koszmar! W prywatnych sklepikach znów spotykam się z "olaniem" klienta. Wchodzę, mówię "dzień dobry", a tu ani odpowiedzi, ani zainteresowania. Czasami zajęte gadaniem między sobą, rozmową przez telefon czy czytaniem gazety lub plotek w kompie. Mogłabym napisać sporo na temat: "świat za ladą i przed ladą", ale się zdenerwuję, a muszę jeszcze iść do sklepu po wędlinę dla Hrabiego :):):) Ściskam i mam nadzieję, że u Ciebie chłodniej niż u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie do szału doprowadzają sprzedawcy, którzy rzucają się na człowieka zaraz po wejściu - a ja sobie lubię sama pochodzić, pomacać... Dobrze jest mieć takie doświadczenie "z drugiej strony", to pomaga właśnie w takich sytuacjach :)

    Czas pracy... Ile ja się umęczyłam od marca pracując od 8 do 17 - nie mogłam nic załatwić na rynku, bo tam niektóre sklepy do 17 własnie, ubezpieczenie nawet do 16 :( Koszmar! A ja się ze szkoły nie zwolnię, tak jak inni z biura. Co mogła - załatwiała mama, ale z wieloma rzeczami był problem :(

    Ja moderację komentarzy wprowadziłam w zeszłym roku i jestem z niej bardzo zadowolona :) Weryfikacja obrazkowa jest chyba najgorszym rozwiązaniem - nie dość, że bardzo wydłuża czas dodawania komentarza, to jeszcze czasem trzeba kilkakrotnie odświeżać, gdyż jest nie do odczytania :(

    http://anek73.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że znowu się odezwałaś - a właśnie dzisiaj sporo o Tobie myślałam i zastanawiałam co u Ciebie słychać :).
    Też nie lubię gdy sprzedawca niemal od progu pyta w czym może pomóc.
    Bardzo ciekawie opisałaś sytuację z drugiej strony lady. Wiadomo, że sprzedawcy są różni, tak jak różni są klienci. Sama kilka razy byłam świadkiem sytuacji, w której mi samej puściłyby nerwy gdybym była na miejscu sprzedawcy (i niestety z reguły takimi upiornymi klientkami były starsze kobiety). W tym zawodzie trzeba być odpornym psychicznie, dlatego podziwiam tych sprzedawców, którzy potrafią być uprzejmi i uśmiechnięci. A tych niesympatycznych staram się unikać ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. doskonale wszystko opisalas jestem takiego samego zdania,osobiscie nie lubie jak wchodze do sklepu i ekspedjentka od daru nalatuje na mnie slowami czym moge pomoc,a jak sie juz zdecyduje na jej pomoc to sie okazuje ze nie wiele pojecia ma o tym co sprzedaje, i nie lubie ekspedientek doradzajacych ktore zawsze potwierdzaja ze mi dobrze w jakims ciuchu jak widze ze wygladam koszmarnie :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. E-wełenko - starałam się nadrobić tą prozę życia ogólnikowo. Widząc i dobre i obojętne rzeczy. Nie trafiłam na stres, na awanturę. Najgorsze dni były bez klienta bo nudne!

    Madziu, a ja już wiem, że jak nikt nie drga na mój widok potencjalnego kupca to może tej kobicie nogi się uginają :))), bo niestety nie tyle widok Apacza cieszy (a pacze sobie) co jednak szmeru szuflady kasy fiskalnej. Wiesz, mi się chciało, ale w sklepie gdzie pracowałam to takie zachowanie byłoby niedopuszczalne. Nawet nie ze względu na szefostwo - ale na osoby stale tam pracujące.

    Anusia - po pewnej godzinie u przeciętnej kobiety włączają się inne funkcje :)))
    Praca w takich godzinach zdeptuje. Dłużej pracować tak można w systemie zmian. Ja - jako klient bardzo potrzebowałabym kupić buty, oddać ciuch do pralni przed godziną ósmą i np przed dwudziestą. Też tak miałam w jednym biurze (10-18), ale wywalczyłam jeden dzień od 12-20 i wtedy mogłam i lekarza i sklep załatwić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do moderacji, to jak pisałam, zobaczymy. Jak się blokada anonimów nie powiedzie to trzeba będzie :)
    Weryfikacja mnie tak wkurza, że nie mogę bliźniemu tego uczynić :)))))
    Wiem jak nie raz muszę klikać po kilka razy. Ślepawa jestem.

    Frasiu - myślę, że zdrową psychikę posiadają "wyłączające " się osoby. Nikt nie wytrzyma wysłuchiwania całej dzielnicy wiedząc równocześnie, że nie jesteśmy do porady potrzebni ale jako zlew jazgotu. Nie pomożemy sobie biorąc wszystko. Ale to fakt - do handlu trzeba odpowiedniej osoby. I wcale to nie muszą być piękne laski z magistrem. Trzeba osoby kompetentnej, która wie kiedy się nachylić uważniej z uwagą, która wyczuje czy klient może wydać za dużo pieniędzy czy działa przez poczucie wstydu, która wyczuje kiedy coś ważnego nam obca osoba mówi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jadziu - nic gorszego niż decydowanie za klienta. Choćby nam się wywracało - on ma wybór i jego zdanie święte!
    Proszona o ocenę wyrażałam ją, ale decyzję pozostawiałam kupującemu, lub jeśli był z kimś prosiłam o opinię osobę towarzyszącą. Za mało znam świat zza lady więc utożsamiałam się z kupującym.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu! Cieszę się, że Cię widzę na blogu. Z ogromną ciekawością czytałam Twoje refleksje zza lady. Zgadzam się z Tobą w 100%. Też pracuję za ladą, każdego dnia mam do czynienia z klientami różnej maści. Wiem, że trzeba świętej cierpliwości aby starać się dogodzić każdemu. Pamiętam też co mnie drażniło i nadal drażni, gdy staję po drugiej stronie lady, gdy jestem klientem. Wszystkie "drażniacze" wyeliminowałam ze swojego zachowania jako sprzedawcy. Wydaje mi się, że skutecznie, bo chyba jestem właściwą osobą na właściwym miejscu. Ogromną satysfakcję sprawiają mi klienci, którzy przychodzą właśnie do mnie:-). Szkoda tylko tego czasu zabranego rodzinie. Brakuje czasu na dom, na zwykłe porządki, no i na ROBÓTKI!!:-)
    Taka jest nasza, sprzedawców, rzeczywistość:-))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Miło było Cię znów poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jolu, ja miałam to szczęście, że trafiłam na zastępstwo po cudownej osobie, o którą właśnie pytali klienci zaniepokojeni co się stało. Więc i moje nieporadne pierwsze kroki nie były zjadliwie komentowane bo pracownice tego sklepu mimo wszystko utrzymały kulturę współpracy z klientem. I z reguły byli to stali bywalcy, a nowi powinni wynieść jak najmilsze wspomnienia. Więc się starałam.
    Ale tak jak piszesz - trzeba trafić na właściwe miejsce, wtedy dużo rzeczy jest łatwiejszych.


    Agnieszko - ja też zatęskniłam za wszystkimi. Nie byłam w wielu miejscach, będę nadrabiać. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniu, może uda mi się zamieścić komentarz, bo chyba nieco zmieniłaś ustawienia i mnie wpuszcza nieanonimowo ;)
    Cieszę się, że jesteś. I jak widzę, gotowa do prowadzenia szkoleń z obsługi klienta :)))
    Mnie przeszkadza nadmierna uprzejmość w miejscach, gdzie powinna panować domowa atmofera i zlewanie klienta w miejscach,gdzie od progu należy mu się szczególna uwaga.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie napisałaś - bardzo miło mi się czytało te zwierzenia "Żeny za pultą". Niby proza życia, a jak malowniczo opisane. Trzeba być nie lada psychologiem i znawcą człowieka, aby być dobrym sprzedawcą. Ja mam u siebie taki jeden sklep, do którego nie wejdę nigdy w życiu, choćby to był jedyny sklep w okolicy. Tam, choćbym założyła na siebie wór po ziemniakach, wyglądam szałowo, bosko, cudownie, brrrrryy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj Basiu jak się cieszę, ze możesz pisać pod swoim loginem!!!!!

    Tak, masz rację - sielskość i mir domowy powinien być w jednym miejscu a szczególne względy w drugim. Też mnie to drażni.
    Ostatnio w moim spożywczaku czekałam, aż pan wyładuje piwo z kontenera do lodówki a pani guzdrała się na zapleczu. Moje wejście oznajmiał dzwonek. Stałam i liczyłam w myślach czekając na obsługę postanawiając, ze wychodzę gdy dojdę do dwudziestu. Zdążyli na licznie 17!
    I ich szczęście i moje - bo to najbliższy sklep, a ja obraziłam się na najbliższy kiosk 10 lat temu i grosza tam nie zostawiłam od tej pory. Wszelkie sprawy kioskowe załatwiam na dwóch innych poprzecznych ulicach. Zacięta bywam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Sylwka - :)))) bo w dobrym sklepie zauważą nie wady nasze tylko rzecz oczywistą - nieodpowiedni towar!
    A może Ty szałowo wyglądasz w tym worku tylko za mało postępowa jesteś??????
    :)))))))))

    A tak "apropo" - po jakimś dniu mój chlebodawca zapytał, czy ja psychologię studiowałam, bo się nie orientował w mej karierze belfra :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No to już wiem, gdzie mi zniknęłaś! Nie wyobrażam sobie siebie za ladą! Podejrzewam, że po dwóch dniach pozabijałabym połowę klientów!! Podziwiam Cię! I Twoją cierpliwość. Kiedyś tam dawno temu też miałam taki "epizod", na szczęście nikt nie zginął ;-))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ty wiesz, nie pomyślałam o tym - no to chyba muszę jednak narzucić ten worek na się i dokładnie zlustrować własne odbicie. I zrobić to z postanowieniem, że mam być nowoczesna ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. No Basia się objawiła pod swoją postacią - nareszcie!

    Napisałaś piknie, tak, jak się należy, prawdę najprawdziwszą:) Ja się o Ciebie nie martwiłam, bo miałam przywilej posiadać wiedzę co do powodu niepisania, a co;)

    Ata - pozabijałabyś?
    Coś Ty!
    Sprzedałabyś wszystkich i wszystko:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ta! Jasne! Zwłoki chyba!! Wykrwawione od podgryzionych przeze mnie gardeł!!

    Sylwia - ja Cię muszę w tym worku zobaczyć :-DD

    OdpowiedzUsuń
  20. E tam Ata! W tym "moim" to byś się poczuła jak w raju!!!!

    Koraliki tam były!

    Dla samej przyjemności macania byś zęby zacisnęła i uśmiech przyoblekła!

    Sylwka - to może jakaś sesja a my ocenimy???? Prawdę najprawdziwszą powiemy, jak bum cyk cyk!

    Dorotko - hardkor przeżyłam 6 lat temu w epizodzie "sklep wielobranżowy ze szczególnym uwzględnieniem spożywki". Tego bym nikomu nie życzyła. Tu miałam bajkę, tylko te godziny ...ech.

    OdpowiedzUsuń
  21. No - sesja Sylwki, ses-ja! Joanna Atowa może Sylwkę w worze obcykać, aaale się będzie działo:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  22. Koraliki powiadasz?? Manko by zaliczyli :-DD

    Dorota - już widzę tę sesję by Chuda! Sylwia w worku na ruinach, na dachu, na drzewie, w stawie...
    Albo wręcz przeciwnie - w salach Zamku Królewskiego!

    OdpowiedzUsuń
  23. O! To by mi się pięknie skomponowało z jakimś następnym postem, w którym pewnie ślub dziecięcia pokażę z wyjątkową sesją przyrodniczą.

    OdpowiedzUsuń
  24. No widzisz Monia? Sylwka by se po drzewach polatała, tyle, że w worku to może być niebezpieczne:)
    No ja bym to chciała zobaczyć:D
    I w stawie - koniecznie w stawie, rusałeczkę, nimfę wodną, no koniecznie. Z wodorostami na czaszce:)

    Sylwuś, to jak? Dobrze płatna sesyja w wykonaniu Joanny? (trza zasilić studencką kieszeń:p)

    Aniu - ślub dziecięcia, mniam!
    Już sobie ostrzę ząbki i nie mogę się doczekać. Kiedy pokażesz?

    OdpowiedzUsuń
  25. Aniu, nawet nie wiesz jak ja się cieszę, już mnie męczy ta niemoc przy współpracy z blogiem.
    Ale nie marudzę, nie marudzę - tylko tak - :)

    Dorotko,jak ustawisz sobie w komentarzach,ze mają się pojawiać w odrębym oknie, to u Ciebie też przestanę być anonimowo :)Krynia mnie tak nauczyła:)))

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak ludzie to niezwykle ciekawe istoty ;)Myślę ,że miałaś ich nadto :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Praca w handlu nie jest dla mnie. Rok sprzedawałam książki i nigdy więcej tego zajęcia. A na upierdliwych klientów wspólnymi siłami napisaliśmy wierszyk, który zaczynał się tak:
    Co dla Pana mogę zrobić?
    Może mordę Panu obić?
    Może kopnąć Pana w d....
    I na łbie rozmazać qu..?
    Rok w księgarni nauczył mnie być grzeczną klientką: nie marudzić, pytać jasno, nie wchodzić do sklepu na trzy minuty przed końcem pracy.
    Wierszyka żaden klient nigdy nie usłyszał, oczywiście. Ale pewnie w niejednej placówce takie wierszyki powstają.
    Emocje na linii klient - sprzedawca iskrzą.

    OdpowiedzUsuń
  28. Basiu - dla Ciebie wszystko, nawet komentarze w osobnym oknie.
    Lecę zmieniać:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Co do godzin pracy, wiem coś o tym, pracuję tak ponad 25 lat. Na początku jest strasznie, z niczym nie można zdążyć, po latach się zorganizowałam - część obowiązków przejęła rodzina, część (np odkurzanie) robię rzadziej niż powinnam... na szczęście ja mam na zmiany tydzień do 16 (teraz do 14 - to już luz), tydzień do 18. Można się przyzwyczaić.
    A klienci? Są różni, tak jak w bibliotece, gdzie większość "starych" czytelników znosi mi plotki z całego miasta i właściwie przychodzi sobie pogadać.
    Przyznam, że mnie "W czym mogę pomóc?" nie irytuje - po prostu odpowiadam, że na razie w niczym. Wiem, że oni mają obowiązek tak pytać i już. A często jestem Apaczem :).
    Jednak prowadzenie własnego sklepu i stanie za ladą uczy też pewnych zachowań jako klienta.

    Co do komentarzy to czy u mnie też trzeba wstukiwać te wstrętne literki? Jeśli tak to ja poproszę o instrukcje, jak zrobić, żeby było jak u Ciebie :).
    A w ogóle to fajnie znów Cie widzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Malaalu - ludzie muszą być. Tylko dzięki nim my możemy być ludźmi :))). Fakt, bywają męczący ale co tam!


    Agatko - traumę przeżyłam dawno w spożywczaku - nigdy więcej! Natomiast tu było pięknie, a nikt nie wzruszył mych emocji do takiego stopnia abym poezję musiała uprawiać, jakoś do klienteli tego sklepu nijak nie pasowałby wierszyki. Ze dwa razy pozwoliłam sobie skryta za regałem wywrócić oczami, a koleżanka co najwyżej orzekła mi cicho na ucho, że przepustki dali. Z wiadomej placowki :))))
    I ja też nie lezę do sklepu na ostatnią minutę i mimo wszystko uśmiecham się do kasjerek w markecie - bowiem moje obie córki w pierwszym roku studiów tak chwilę pracowały - więc potencjalną panią magister otoczyć należy sympatią :)))

    OdpowiedzUsuń
  31. Irenko - wiem, wiem jakie masz godziny! Przecież ja też tak pracowałam, ale do lepszego szybciej się przywyka. Gdybym tak musiała ponad 20 lat to całkiem inaczej wyglądało by moje życie.....współczuję, ale dobrze, że Ci pomagają.
    Irenko, u Ciebie od początku jest weryfikacja słowna, właściciel bloga tego nie widzi, zmienia się to w USTAWIENIACH KOMENTARZY.
    Teraz u mnie jest opcja że anonimy nie mogą pisać. Ale Wy chyba też nie widzicie wszystkich spamów, które ostatnio do mnie dochodziły bo blogger większość pakuje w folder SPAM, a ja je stamtąd wyrzucam. Pojedyncze sztuki się zamieściły w komentarzach co też nie jest problemem by je zaraz usunąć. Planuję niedługo przywrócić opcję dla anonimowych, ale wtedy wybiorę równocześnie brak mojego bloga w wyszukiwarce google, co tylko tyle oznacza, że nie będzie moje pisanie pojawiać się przy każdej okazji zapytania z kosmosu. Nie muszą mnie czytać miliony - wystarczy te kilka wspaniałych osób!

    OdpowiedzUsuń
  32. Ania, uwielbiam Cię czytać !!! Zawsze mi się potem poziom zadowolenia z życia podnosi :)

    W sklepie staram się być uprzejmą klientką, mając świadomość że po drugiej stronie też jest człowiek. Oczywiście sytuacje kiedy nerw mi puszcza też się zdarzają, nie toleruję chamstwa i bezczelności w relacjach sprzedawca-klient. Jak to w życiu bywa :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Aha, a jak się jest zalogowanym to nie ma weryfikacji? To ja już nic nie rozumiem :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Yen, weryfikacja to weryfikacja. Mimo zalogowania trzeba te literki krzywe wstukać. A u mnie cofłam możliwość pisania komentarzy przez Anonimów, bo spam najczęściej jako anonim się odzywał. Weryfikacja jest oddzielnym sposobem.

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie wiem czy mogłabym sprzedawać ... może zależy jeszcze co ... Ciebie podziwiam zarówno za stoicki spokój w wykonywaniu sprzedażowych prac jak i za świetny opis swoich poczynań :)
    A jeszcze zapytam się z pewną dozą nieśmiałości - a może jakieś zdjęcie córci ze ślubu??

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja czytam wpisy tylko w blogach, ktore obserwuje. Zeba komentarz napisac musze otworzyc blog w innym oknie. O komentarzach dostaje informacje na maila... W bardzo niewielu przypadkach mam cos do skomentowania. Ja inaczej doceniam czyjes starania.
    A klient to rzeczywiscie nasz pan? Inaczej sie 'za lada' pracuje, jak ludzie wchodza, witaja sie. inaczej gdy sie lubi to co sie robi. Inaczej, gdy nie ma sie wyjscia i sie robi co sie nadarzy szczesliwszym trafem. Ludzie to ludzie, niektorzy sie nie zmieniaja przy zmieniajacych sie czasach.

    Pozdrawiam :D
    I wszystkiego co dobre zycze, bo zaslugujesz :D:D

    OdpowiedzUsuń
  37. Isilian - witaj :)))))

    Chyba bardzo dobrze wyczułaś! Oczywiście, że nasze zachowanie zależy od sytuacji. Ja jej nie wybrałam, ale zaakceptowałam i postanowiłam NIE DAĆ SIĘ!
    To krótka przygoda i trzeba same dobre wspomnienia mieć, a na głupotę ludzką czasem przymknąć oko, nie dać się podpuścić, udać głuchego, cokolwiek by nie wdać się w niepotrzebne niesnaski.
    W każdym miejscu i czasie są ludzie niezmienni, ale chyba nie o to chodzi by jak osioł walić w płot. Czasem trzeba ustąpić dla świętego spokoju.
    Serdecznie Ci dziękuję za odwiedziny, miło mi Cię poznać! :))) Dziękuję za piękne słowa!

    OdpowiedzUsuń
  38. Hihi... Chcac niechcac jakos predzej czy pozniej 'na kasie' laduje. Nic na to poradzic nie moge, ze mam w pewnym stopniu smykalke do handlu. Czasem nie mialam wyjscia. A wmawianie, ze JAKAS robote to zawsze znajde do mnie nie przemawia. Robilam juz za pol darmo, gdzie JASNIE SZEF wyszedl z zalozenia, ze pracownicy maja go po... no powiedzmy w interes calowac, bo laskawie dal prace. Juz nie bylo wazne, ze kolezanki byly w porzadku. Szef nie byl, a to boli najbardziej.
    Bardzo fajnie i przyjemnie jest miec prace, ktora sie lubi, wtedy nawet zarobki nie sa az tak dotkliwie odczuwalne. Wedlug mnie w kazdym razie. Nie ma tez sensu na sile wyszukiwac jakichs sezonowych, wyrobniczych zajec. Rownie dobrze mozesz sie do agencji pracy zapisac i tez od biedy gdzie Cie wcisna.
    Niezbyt milo jest gdy przychodzi takie nieboze cielatko co wie lepiej od calego swiata i nie wazne jest jaka masz wiedze w swojej dziedzinie. Oni wiedza lepiej. Ja machalam reka, wzruszalam ramionami i bez milego slowa, skasowalam, wydalam reszte i nie dalam foliowej siateczki. Pfff... Tysz czlek jestem... A moja Mama zawsze mi mowila, zebym ludzi jak sie traktowala.
    Wychodze z zalozenia, ze kazdy na szacunek: zasluguje i musi zasluzyc. Nie wazne jaki zawod sie wykonuje. Kazda praca, szukanie pracy, jest ciezka. Wkladamy w to czas, sily, energie, ogolnie sie eksploatujemy... My decydujemy czy warto..
    Pozdrawiam :*:):D

    OdpowiedzUsuń
  39. Aniu, co najmniej jakbym własne myśli czytała.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie ja jedna jak widać ma takie dylematy :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...