wtorek, 7 czerwca 2011

Halka

Wśród letnich rzeczy odnalazłam halkę, którą sobie uszyłam w tamtym wieku.
Z cienkiego batystu z pasmanteryjną koronką. Była też inna - krótka do połowy bioder rozszywana pionowymi wstawkami i gatki, bardziej koronkowe niż nobliwa góra. Ta i gatki gdzieś przepadły w otchłani dziejów.


Miałam ze 25 lat kiedy powstały, bowiem mimo i urody wieku i zgrabnej wtedy sylwetki miałam straszliwe opory, kiedy wiedziałam, że COŚ WIDAĆ!
To straszliwe COŚ to np. kawałek kolana i ciut uda pod światło!
Szyjąc sobie kiecki i spódnice za każdym razem sprawdzałam JAK TO JEST POD ŚWIATŁO!!!!!

Nie wiem skąd te opory.
Dom specjalnie ugrzeczniony nie był i mogłam malować oczy do szkoły, paznokcie, nosić to co chciałam. Mama ani Tato nie grzmieli ani na przyjaciół, ani na wygląd.

Już w swojej rodzinie śmiało lataliśmy nago po mieszkaniu oboje, kiedy taki jak teraz gorąc lał się z nieba, a dzieci jeszcze były małe.
Dziś się krztuszę na wspomnienia, kiedy to w czasach "przeddomofonowych" ludzie pukali bezpośrednio do drzwi i my w popłochu, wskazując jedno na drugie jako delegowane do otwarcia usiłowaliśmy się w międzyczasie odziać!

A tu zonk!
Nie wyjdę w prześwitującej kreacji na ulicę!
Mowa o bawełnie, lnie, lekkich krepach! Paranoja!

Więc zaczęłam szyć halki, bo w życiu nie posiadałam ani stylonowej ani innej z tworzywa sztucznego, a w sklepach takich nie było.
Ta więc to swoista staruszka, ale miło się ją nosi nadal. Mieszczę się bez problemu mimo od tamtego czasu 8 kilo do przodu.

Dzisiaj nie mam żadnych takich urojeń. Nie straszne mi dekolty, braki halek. Jak ktoś musi to niech sobie ogląda! Samoistnie przeszło.

Oczywiście, nie byłabym sobą - w czasie pracy ZAWSZE nosiłam ubrane nogi. W upały cieniutkie pończochy, na pasie lub samonośne. Wbrew pozorom bardzo pomaga nodze taka pończoszka.
Jeśli zdecydowałam o gołych nogach to zakładałam spodnie. Ostatnio na spotkanie towarzyskie przyszłam bez pończoch do spódnicy. Czułam się goła.

Haleczka dziś jest takim moim starociem, nie mam sztucznych ubrań, nie przejmuję się prześwitywaniem, ale warto mieć jedną nawet na takie upały. Znakomicie pomaga, izoluje od ciała materię sukienki, co często poprawia jej wygląd.
Ona sama wygląda jak nie z tej epoki i często sama się sobie dziwię, że chciało mi się takie szyć.


Wzór pochodzi z Burdy, nie wiem już jaki to był numer i rok, nie mam również wykroju, ale z modelu sukienki można uszyć podobną. Mam jeszcze skromne, gładkie halki szyte pod konkretne sukienki z ażurowych materiałów, czasem mylę się przy ich wyborze.
Pisałam o jednej przygodzie TU.

Sam smaczek to koronki, które trzeba ładnie odszyć zygzakiem przy brzegu podwijając równocześnie zapas na stronę materiału.
Koronki naszywa się na szwy, potem rozcina materiał pośrodku i właśnie zygzakiem podwijamy zapasy. Oczywiście trzeba te zapasy przy szerszej koronce ściąć, ale jeśli użyjemy koronki 1-1,5 cm to tylko rozcinamy szwy.
Na ramiączkach jest przyszyta pod spód, nawet w jednym z innych modeli wszyłam w paseczek, ale efekt jest identyczny, więc nie ma co sobie życia utrudniać.
Moja jest jak wspomniałam z batystu, więc nie jest rozciągliwa. trzeba sobie uszyć taką coby wleźć!
Teraz w nią wchodzę "od góry" , czyli pierwsze wkładam nogi :))) mój cyc urósł!
Na szycie ze skosu nie miałam materiału w biednych czasach, ale polecam!

38 komentarzy:

  1. Piękna bielizna - bardzo mi się podoba. Też nie lubię mieć gołych nóg :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, ha jak się uśmiałam, przypomniałam sobie swoje halki. One były gotowe. No masz rację. Dzisiaj nikt juz nie pamięta, że bez halki to nie bylo wyjście. Nosiło się pończochy i ta halka pomagała bardzo. Kiecka lub spódnica nie plątała się na tych podwiązkach i pończochach. I masz rację, wyjście bez pończoch nawet w lecie było nie do pomyślenia, no chyba, ze do ogrodu pielić. Na szczęście nastały póżniej czasy japonek i mini, a do nich nijak nie pasowały ani halki , ani pończochy.
    Aneczko ależ byłaś zdolna i praktyczna już od zarania.Kapitalne wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Elishafciarko - dla mnie nogi są izolowane i nie ma problemu z poceniem, dlatego głównie. A poza tym w pończochach zgrabniejsze :)

    Aniu - moja Mama to się wtedy już zaśmiewała z tych moich oporów. Sama chodziła przebrana za cygankę - długa spódnica do kostek w kwiaty, haftowane na ludowo bluzki i miała w nosie co jej widać, a czego nie. Mnie tej swobody brakowało.
    A potem jak w biuro polazłam a wcześniej do szkoły to mi nijak te gołe nogi do szpilek nie pasowały. Naczytałam się mądrości o elegancji i we łbie zastój. Ale na wsi faktycznie - moja chrzestna to nawet krowy doić halkę musowo musi mieć do tej pory. Z tym, że ona stylony...
    To tu się musi gotować jak jasny piorun. Ale im ludzie starsi tym im zimniej. Albo taka zaparta :) i po niej to mam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczna ta haleczka! Sama nigdy nie lubiłam chodzić w halkach, chociaż nie lubiłam też prześwitujących ubrań :). Dlatego w czasach, gdy sporo ubrań szyłam sobie sama, spódnice zawsze szyłam na podszewce, proste sukienki również :). Jeśli idzie o buty, to do czółenek zawsze muszę mieć "ubrane" nogi, natomiast sandały noszę tylko na bose stopy :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale hit! Ta halka hit :-)

    Po przeczytaniu uświadomiłam sobie, że byłam dzisiaj w spódnicy za kolana i oczywiście gołe nogi. Ale nie ma bata, mnie upał wykańcza i z nienawiścią w oczach będę z siebie zrzucać co się da. Z drugiej strony, nago się nie czułam nigdy, bo nie lubię się opalać i z definicji tego nie robię. I to jest jeden z powodów, dla których lubię mieć swoje lata. Tak powoli mówię nieeee, nie luuuuubię.... i niech se ludziska wydziwiają.
    Proszę bardzo, rozgadałam się i zaczynam bredzić. To od słońca :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka naprawdę nie z tej epoki:)
    Ja się kochałam z kolei w takich długaśnych koszulach nocnych z falbaną u dołu.Były boskie!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Frasiu - spódnice obowiązkowo miały podszewki, no bo przecież KTOŚ MÓGŁBY ZOBACZYĆ jaki krój mają moje gacie! Sukienkom niektórym też podszewki robiłam, ale jak poszłam na skróty i odkryłam jeden fason sukienki, który po niewielkich modyfikacjach cały czas mnie obsługuje - to uszyłam jedną halkę do nich właśnie.
    Sandały i pończochy oraz skarpetki wykluczają się oczywiście. Natomiast nigdy nie dopasowałam sobie i nie mam tzw "stopek" do czółenek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lilko - z psem i na zakupy, oraz swobodne wyjścia to ja też zaliczam w taki upał bez pończoch. Do pracy tylko w nich chodziłam. Kocham upał, ale siebie chyba bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Malaalu - oj takie mi Mama szyła! Z bawełny jakiejś, miały falbanki i szerokie rękawy z bufkami, na dole oczywiście falbana. Wyglądałam jak mała księżniczka gdy z takimi koszulami trafiłam do sanatorium. Ale wtedy marzyłam by wyglądać jak inne dzieci i mieć prostą bluzę ze spodniami.
    Potem się okazało, że mogliśmy korzystać z piżam które były na wyposażeniu sanatorium, takie szpitalne pasiaki i ja uwielbiałam je wkładać. Ale człowiek bywał durny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Aniu, ale ja taka bosa byłam dzisiaj w pracy :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze możesz powiedzieć, że BOSA, ALE W OSTROGACH!
    :))))) Jakoś nie trąbili w informacjach o występku Twym i nie grzmiały pioruny :)))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki wielkie :-))))))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahahaha - ale się ubawiłam. Ja kiedyś, jako dziewczę nadobne, do tego uczennica liceum prowadzonego przez siostry zakonne, nosiłam jakieś dziwne giezła ale nie z własnej woli, o nie ! Jedyne, co tolerowałam bez sprzeciwu, to półhalka, a pończoszki owszem, ale samonośne i raczej w innych celach ;-)
    Ale jak bym miała taką cudną haleczkę, to kto wie. Jakoś przypomina mi Zosię z "Pana Tadeusza", taka zwiewna, eteryczna :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja Mama zaliczyła Urszulanki - muszę zapytać co się nosiło pod mundurkiem. Bo mundurek prawie nie ewoluował. Pewnie i ona padała ze śmiechu bo zawsze była na bakier z nakazami. Tak jak znam jej koleżanki to wszystkie niezłe aparatki były. Jak te siostry z nimi wytrzymały?????

    OdpowiedzUsuń
  15. Boska haleczka:) u mnie robiła by za sukienke:))))

    OdpowiedzUsuń
  16. Bo w takich szkołach to zawsze szalone istoty lądują. Ja chodziłam do Zmartwychwstanek i też było wesoło, oj wesoło - siostry też nas czasami miały dosyć. Do trzeciej klasy chodziłyśmy w mundurkach, w których np. kieszonka w spódnicy miała być 12 cm poniżej paska. A w czwartej klasie chodziłyśmy w togach - to było dopiero wyróżnienie :-)
    Ale szkoła się zmieniła, z mundurków przerzucono się na odzież różną w określonych, stonowanych kolorach. A od paru lat (O ZGROZO !!!) szkoła zmieniła się w koedukacyjną i już nie jest taka jak kiedyś, gdy na balu w pierwszej klasie dziewczynki tańczyły z dziewczynkami, a późniejszych latach jako osoby towarzyszące byli zapraszani chłopcy z męskiego liceum pax'owskiego (jeden nawet pisał wiersze, a teraz jest dziennikarzem) :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. A zauważyłyście dziewczynki, że w tym roku wróciły spódnice marszczone - takie proste, kilka falban ze sobą zszytych od góry, a każda szersza? I są do kostek:) Uwielbiałam takie, mama mi uszyła taką piękną ze ślicznym szerokim paskiem, z rozcięciem z przodu i pętelkami, a w pętelkach był cudny sznureczek. Ściskałam wąską kibić i było przecudnie! Nie była do kostek, była z batystu, była prześliczna:)

    Sylwka - no nie podejrzewałam Cię o taką szkołę, nie wiem czemu:D:D:D

    Miałabym ochotę na taką falbaniastą kiecuchnę, ino figura już nie ta, niestety:)
    A giezełko Twoje śliczne - coraz bardziej zaczynam doceniać szyciowe rękodzieło. Kto wie, jak odzyskam czas, to może wrócę do szycia?:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Haleczka... Boszsz! Koszmar dzieciństwa i młodości! Nigdy nie dałam się w to ubrać! Mowy nie było!
    Mimo, że Twoja jest śliczna i delikatna - halkom mówię NIE!!

    OdpowiedzUsuń
  19. No pacz pani-jaka delikutaśna pańcia z tej Aty:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  20. Raczej przaśna - w haleczkach to ino wyżsiejsze sfery popierniczały :-P

    OdpowiedzUsuń
  21. No doobra - niech Ci będzie przaśna:D
    skoro się Waćpani godzisz to ja się burzyć nie bedę:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  22. Dorothea - takie spódnice miałyśmy: moja Mama (wtedy ok. 35 lat), ja - 14-latka i moja siostra w wieku lat 7. Spódnice miały oczywiście różne rozmiary, były w czarnym kolorze i wszyscy się za nami oglądali, jak paradowałyśmy w nich we trzy :-)
    A szkoła - no cóż, to była taka moja swoista ucieczka z domu z drylem wojskowym (zawsze mówiłam, że nie jestem tak do końca normalna). Natomiast baaaaardzo mnie ciekawi na jakiej podstawie nie posądzałaś mnie o taką szkołę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie umiem odpowiedzieć! Po prostu chyba jesteś... hmmm... za normalna na absolwentkę takiej szkoły:D:D:D
    Bo to zostawia ślad. W psychice. A u Ciebie nijak skutków ubocznych nie widać:D
    A kiecki były debeściarskie,co nie? Ja miałam nawet taką uszytą z tetry - przeze mnie osobiście, w 3 klasie LO. Innych materiałów podówczas nie było:)

    P.S. A od drylu wojskowego trza spierniczać, najdalej jak się da! Dobrze zrobiłaś, Sylwuś.

    OdpowiedzUsuń
  24. Alem się uśmiała Aniu:)
    I Twoim wpisem i komentarzami i z powodu własnych z halką doświadczeń:)
    Ja, podobnie jak i Ty bez halki z domu nie wyszłam, do dziś nie wyjdę... jakoś taka się czuję, hmmm... nie do końca ubrana... i mam wrażenie, że wszyscy wiedzieliby, że ja bez halki i patrzyliby i wytykali palcami... podobny odruch mam jak nie ubiorę kolczyków (ba, potrafie się wrócić do domu po nie i spóźnic do pracy). Od pewnego takiego spóżnienia noszę w torebce takie podwójne puzdreko chińskie na pomadki w którym mam zawsze 2-3 pary kolczyków na wypadej jakbym przepomniała w amoku porannym założyć jakichś...
    Wiem, dziwoląg ze mnie... ale wyszłam kiedyś z założenia, że człowiek musi mieć jakieś odchyły niewielkie i nieszkodliwe... bo jak ich nie ma na codzień... to w pewnym momencie może zareagować niewspółmiernie do sytuacji... a tego bym nie chciała.
    Pozdrówki:)

    OdpowiedzUsuń
  25. I mnie się wesoło zrobiło!
    Dziś ja już nie jestem halkowa, jak pisałam obsesja minęła. Dziś tylko uważam, aby sobie rozporków nie porobić za dużych, aby nie śmieszyć. Halka - dobra rzecz, ale bez przesady. Może być praktyczna. Może być sentymentalna. Ale dziś - chyba mało przystaje do naszych ciuchów.

    OdpowiedzUsuń
  26. Spódnica falbaniasta - mniam, mniam.

    OdpowiedzUsuń
  27. Przystaje halka czy nie przystaje... ja nie wyobrażam sobie wyjścia bez halki w szydełkowej spódnicy... li też z jakiegoś przeźroczystego materiału... Możliwe żem zahukana ciemnogrodka jakaś... ale nie potrafię wyjść bez tego przyodziewku. Podobnie mam z rękawkami... może być 35st.C rękawek być musi choćby malusi... Jakoś pewne części ciała w moim mniemaniu nie powinny być na widok publiczny wystawiane... przeze mnie... i tak miałam od maleńkości i nawet za czasów mojej szczupłości taż tak miałam... inni oczywiście mogą sobie robić "jaksekcą"... Moja Milka widzę ma to samo, co i ja;)

    OdpowiedzUsuń
  28. A ja taką falbaniastą spódnicę mam! Białą, z białej haftowanej bawełny, na białej bawełnianej podszewce - uwielbiam ją nosić latem :)). Tylko moja jest w biodrach dopasowana (żeby nie pogrubiać), a falbany zaczynają się dopiero poniżej bioder :). Dobrze, że nadal jest modna ;)). Ale nawet gdyby nie była, też pewnie bym ją nosiła - jestem już w tym wieku, że pogoń za modą mnie nie interesuje ;)).
    Z dawnych czasów pamiętam też jak szyłam takie falbaniaste spódnice z podszewki (też zdobywanej z trudem). Po wypraniu zwijało się ją ciasno i suszyło w takiej zwiniętej postaci (najlepiej w jakiejś pończosze) - miała być mocno pognieciona! To były świetne kiecki na wyjazdy - po wyjęciu z walizki od razu nadawały się do noszenia ;)). Wydaje mi się nawet, że nie tak dawno spódnicę w podobnym stylu widziałam w jakimś sklepie :)).

    OdpowiedzUsuń
  29. Millu - pod szydełko jasna sprawa! Też bym w dziurach nie wyszła :))) no chyba, że na plaży!
    Co do rękawków, to sama kiedyś zobaczyłam, jak to wygląda w biurze. Niestety golizna nie dodaje nam szyku, bez względu na wiek i urodę. Tyci rękawek pozwoli czuć się komfortowo.

    OdpowiedzUsuń
  30. Frasiu - ja pamiętam też takie. Teraz mam długą haftowaną do kostek, ale jest dołem tak wąska że jak Japonka drobię - idzie do przeróbki.
    Właśnie wszystkie swoje spódnice poobcinałam do kolan, wszystkie mini wywaliłam, zachowałam tylko falbaniastą hiszpańską długą - ale muszę nad nią pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  31. O Mamuś! Bo padnę! Dziewczyny Wy jeszcze halki nosicie??!?!?!? A ja myślałam że halki wyginęły wraz z rokiem 1990!
    Z halek mojej Mamy dziecięciem będąc robiłam sobie suknie balowe. Do tego szpilki Mamy i hej! Od tego czasu (a będzie ze 30 lat ...) do ręki ustrojstwa (halki) nie wzięłam. Może ja jak Ata przaśna jestem? A może bezwstydna? Nie wiem. Ale upałów nie trawię jak Lila i najchętniej to bym albo siedziała w lodówce albo nago. Niestety jakoś do biura, do spódnicy z gołymi nogami pomimo największych upałów nie przystoi :(

    OdpowiedzUsuń
  32. Anusia - ????
    Ja KIEDYŚ te halki nosiłam i szyłam, bo miałam wrażenie, że prześwitujące to sodomazgomorą. Natomiast teraz mam halkę bawełnianą pod kilka sukienek jednego fasonu (one są przeźroczyste lub z ażurami) i do nich wkładam. I poczucie golizny mi zanikło z wiekiem. Twierdzę jednak, że halka NATURALNA poprawia wygląd sukienki i samopoczucie noszącej ją w upał.
    Porządne sukienki mają podszewki. To to samo.
    Nie używam ich namiętnie bo mi się nie chce prasować :)
    A starocia mam, to go zaprezentowałam. Czasy się zmieniły i w upał to raczej luźne lniane spodnie preferuję niż elegancję z halką w tle.
    No, ale jakby - to ja mam! Zeszłowieczną!
    :)))))

    OdpowiedzUsuń
  33. Śliczna jest.
    Ja też jestem z tych zakrywających się, długi rękaw, spodnie a nie spódnica. "Każdy ma jakiegoś bzika..." - jak śpiewała mi cały dzień młodsza córcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Super jest ten halkowy temat. No to ja tę się porozpisuję.
    Jakby mi kto uszył taką halkę z falbankami i koronkami, to ja bym w niej paradowała po domu do bólu :-) Mnie tam prześwity mało ruszały, uważałam za niewłaściwe, ale jak się zdarzyły, to trudno, co mi tam. Halkę nosiłabym z miłości do halek, bo zawsze miałam takie księżniczkowate zapędy. Może bym lepszych manier nabrała? Halka moim zdaniem zobowiązuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  35. Po domu to bym w samej halce paradowała :-)))

    OdpowiedzUsuń
  36. Lilka - to trzeba sesję halkową strzelić, jak nic!
    Dziewczyny na okładkach w gatkach i stanikach, a tu u nas Halkowe Damy w falbankach :))))

    Aploszka by osiwiała!

    Między nami to w samej halce fiu-fiu jak powiedziałby mój ulubiony bohater z bajki! Chłopy by do pracy nie poszły, jak nic!

    OdpowiedzUsuń
  37. A ja myślę, że Aploszka nie tylko by nie osiwiała, ona by się takiej batystowej halce z falbankami nie oparła, też by paradowała :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...