wtorek, 15 lutego 2011

A teraz będzie o cudach - cud pierwszy

5 stycznia przeżywaliśmy rocznicę śmierci naszego najbliższego.
W dni świąteczne przyjechała ze Szkocji najstarsza córka naszego Marka - Marta.
Marta ma 19 lat.

Dawno, dawno temu, właśnie 19 lat wstecz zorganizowaliśmy u nas wielką Wigilię.
Byli wszyscy. Moi rodzice, rodzice męża, wszystkie nasze szkraby, mój brat i pod koniec przyszli właśnie brat męża z żoną.
Żona spodziewała się dziecka, ale termin jeszcze był w zapasie.

Wigilia była bardzo udana. Moje najpiękniejsze dzieci grały na skrzypcach, chociaż tylko jedno chodziło do szkoły, a najmłodszy jeszcze nawet nie mówił, ale skrzypki dzielnie wkładał pod brodę i naśladował. Grałam ja z bratem w duecie. Dziecka i dorośli śpiewali kolędy radośnie i w głos.
Moja mama opowiadała dowcipy, tato śmiał się serdecznie, teść strzelał powiedzonkami, a teściowa aż oczy otwierała, że tyle u nas muzyki.
Na tą okazję pożyczyliśmy kamerę i nagrywaliśmy co jakiś czas wszystkich.
Kamerę potem przejął ode mnie szwagier i uwiecznił swoją ukochaną żonę oraz najważniejsze - jej brzuszek!
Siedzieliśmy bardzo długo przy tej Wigilii, jakby ktoś nam kazał.

Następnego dnia, wczesnym rankiem obudził nas Marek - w dzień Bożego Narodzenia pojawiła się Marta!!!!!
Bardzo to przeżywał. Kiedy zapytaliśmy jak ma na imię jego córka - odrzekł, że nie pamięta!!!!
To wszystko oczywiście przytomnie zarejestrowaliśmy znów kamerą, a potem mu ją daliśmy, aby uwiecznił swoje dziecię i małżonkę w tak radosnych dniach.

Minęło pół roku, nasza córka przystępowała do Pierwszej Komunii, a teściowi nagle pogorszyło się zdrowie i znalazł się w szpitalu.
Znów mieliśmy kamerę. I znów jako operator nagrywał Marek. Mieliśmy uwiecznione dziecię w kościele i podczas wizyty w szpitalu, kiedy w białej sukienusi poleciała z ojcem uściskać Dziadka.
Tydzień później ojciec męża nie żył.

Od Wigilii nie oglądaliśmy filmu z nagrania, ale po pogrzebie, jakiś czas później poprosiliśmy Marka, aby w końcu oddał nam taśmę.
Tu Marek się zasępił i powiedział, że nie ma. Nie ma kasety, nie ma w całym domu i prawdopodobnie niechcący skasował całość nagrywając chrzest swojego maleństwa.

O żesz!
Kazaliśmy szukać, sprawdzać, przypominać sobie gdzie mógł położyć. No nie ma, nie ma, nie ma!!!

Dobra. Pamiętając żywego ojca pogodziliśmy się z tym, ale Marek raz na rok przynajmniej słyszał kilka słów na temat swojego roztrzepania.

Minęło kilka lat i odszedł mój Tato. A potem pożegnał nas Marek.

Stojąc nad grobem 5 stycznia tego roku zobaczyłam dziwny znicz, w którym rymicznie drgało światło. Przez myśl przemknęło: Ale by się ucieszył, tak kochał takie gadżety!
To był znicz chyba z napędem bateryjkowym.
Takie wielkie łzy gorące mi poleciały, wiecie, z gatunków tych co lecą strugą gorącą i nie zmywają makijażu. A przez głowę druga myśl przeleciała - a kasety nie upilnował!
Uśmiechnęłam się potem nad tym zniczem, wiedziałam, że na pewno taki to się podoba Markowi i wróciłam do domu.

W tym samym czasie mój mąż kończył wędzenie kiełbas dla Marty, aby dziecko mogło zabrać trochę polskiej wałówki. Zaniósł kosz wędlin do nich. A na progu przywitała go żona Marka:
- Wiesz co mam! KASETĘ!!!!!

Boże! Z naszą wspólną Wigilią, z Komunią, z wizytą u teścia, z moim tatkiem, z pierwszymi dniami Marty!!!!!
Jakiś głos kazał Eli szukać.
Po 19 latach, mimo kilkukrotnego przemeblowania, przeprowadzki, lat stała cała na półce!
A przecież nie raz była akcja szukania, nie raz Marek miał łeb suszony!

Przegraliśmy całość z VHS na DVD, zrobiliśmy kopie. Wzruszenie nam zatykało gardła.
Łzy płynęły i płyną dalej. Ale teraz przynajmniej na tym kawałku plastiku mamy całą rodzinę.

Marku, Tato, Teściu - bardzo Was dalej kochamy i bardzo nam Was brakuje......




A Wy Kochani - zadbajcie o takie pamiątki, o zdjęcia, nagrania. Niech się nie zapodziewają na całe dekady!




cd cudów nastąpi.....

32 komentarze:

  1. Pięknie to opisałaś. Przypomniały mi się od razu nasze prywatne cuda ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, pięknie opisałaś...pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ja Ci już pisałam, że uwielbiam Cię czytać? Dostarczasz mi pięknych wzruszeń :)
    A cuda faktycznie się zdarzają - i bardzo dobrze :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację Kankanko, trzeba wszystko zbierać , porządkować i opisywać, by wszystko przekazać tym, co przyjdą po nas.Ja nawet napisałam coś niecoś o każdym z tych, którzy odeszli.Bo zdjęcia to jedno, a taki rodzaj kroniki to druga sprawa.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To niezwykła historia i wzruszająca do łez...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję. Tak, to wzruszające - odnalazło się coś co już każdy z nas spisał na straty. Dobrze, że pamięć dopisywała. Ale najmłodszym dzieciom w rodzinie miło było pokazać obu Dziadków - znanych tylko z opowiadań. A młoda Babcia, a młoda chudziutka Mama, Tato z włosami na głowie???? Toż to są cuda!

    OdpowiedzUsuń
  7. no i się poryczałam ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem co odczuwasz, bo mnie kiedy to czytałam, spłynęła łza... Niestety jeszcze nie daję rady oglądać nagrań gdzie jest mój tato i brat. Za wcześnie. Może kiedyś, kiedy czas jeszcze bardziej zadziała znieczulająco. U mnie mąż wszystko nagrywa. Często bywałam na NIego zła, ze tak robił. Ale po latach, kiedy mamy wszystkie uroczystości zapisane na taśmach, przyznaję mężowi rację i już nie opierniczam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Madziu, to że tak powiem - zdrowo. Uchodzi z nas, myśli są lepsze..... bo ja wiem, co Ci napisać... no pewnie, że takie historie są wzruszające, nawet obcy ludzie - znajomi i koleżeństwo kiedy oglądało te nagrania ukradkiem ocierali łzy. Ich bliscy się przypominali.

    Aniu - sama będziesz wiedziała, kiedy ta chwila nadejdzie. Ale chustkę miej pod ręką mimo lat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Acha, my nie mamy wielkiego zbioru nagrań. Nigdy nie mieliśmy własnej kamery VHS i moje dzieci nie mają nagrań innych poza tym jednym z dzieciństwa. Dlatego ta kaseta była taka ważna.

    OdpowiedzUsuń
  11. pięknie to opisałaś, wzruszające!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Kankanko, a może ta kaseta miała znaleźć się właśnie teraz?

    OdpowiedzUsuń
  13. Elu - dziękuję.

    Enyo - tak też myślę, odebraliśmy to bardzo symbolicznie, jako swego rodzaju koniec żałoby w ostrym stadium i zwrócenie uwagi na innych.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu, ale mnie wzruszyłaś.... Nie mogę płakać , jestem w pracy...

    OdpowiedzUsuń
  15. Elu, to w sumie wesoła historia więc się uśmiechnij kochana!

    OdpowiedzUsuń
  16. a mi popłynęły łzy , ale radości, tak takie cuda się zdarzają a chwile z bliskimi warto utrwalać, dziękuję za ten piękny post

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepiękna historia!
    I do tego z happy endem!

    OdpowiedzUsuń
  18. Wzruszyłam się raz jeszcze.
    Cud PIERWSZY zapowiada cuda kolejne!
    Napięcie rośśśśnie...:)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Dorotko, cuda są cudne.... ale chcę chronologicznie napisać, jutro cdn :)

    Ata - a może to duch Marka z góry zobaczył gdzie ta kaseta i sprytnie żoną pokierował? Ty masz większe doświadczenie z duchami!

    OdpowiedzUsuń
  20. do kamery nigdy mnie nie ciagnelo,ale jak mialam juz swoje dzieci to je ciagle fotografowalam, bo ja sama mialam bardzo malo zdjec z dziecinstwa,a oni teraz nie chca siebie ogladac:) a moze to tylko kobiety sa takie sentymentalne :)

    OdpowiedzUsuń
  21. super ,ze kaseta sie znalazla,to bardzo wazne miec takie pamiatki:))
    my tez takie mamy z moim tata i fajnie zobaczyc Go usmiechnietego chociaz zostal juz tylko w naszych sercach i wspomnieniach :)
    od urodzenia Michasia nagrywamy wszystko co sie wokolo nas dzieje:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Aniu, dziękuję Ci za tę opowieść, czekam na cdn. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  23. oj kochana jak dobrze Cie rozumiem i wiem o czym mówisz. Ja mam tylko 3 zdjecia mojej matki a i to dotalam od rodziny - kiedy sie dowiedzieli ze te domowe przepadły wraz z moim ojcem biologicznym... piekna historia. Usciski

    OdpowiedzUsuń
  24. Fiquei emocionada!
    Coloquei no tradutor
    mas não entendi bem .Queria entender bem...
    Que era Marcos?
    Gosto muito de ti!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Necc- Marcos morreu 5 01 2010

    OdpowiedzUsuń
  26. W życiu dzieja sie nie raz niewytłumaczalne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  27. łza w oku mi się dość mocno zakręciła. smutek i radość na zmianę.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ula, Olenta, Myszulko - dzięki słonka za wrażliwość!

    OdpowiedzUsuń
  29. Wzruszyłam się i pisac za bardzo nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  30. nic nie powiem..... idę po chusteczki :)

    TAKIE RZECZY po prostu się dzieją...
    i to jest cuuuuuudowne...

    przytulam z całego serca Aniu!

    OdpowiedzUsuń
  31. i się popłakałam .... pięknie to opisałaś ... wróciły i moje, smutne wspomnienia ... nie wszystko mamy uwiecznione, a coraz więcej bliskich odchodzi ....

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...