poniedziałek, 11 października 2010

Kankanka w kuchni

We wrześniu gotowałam rozmaite zupy:

Grzybową:



w składzie m.in purchawki, huby i brązowe opieńkowato-muchomorowate oraz krowiak podwinięty.
To co zebrałam za pierwszym razem okazało się jadalne i pod ochroną.
Ta zupka to drugi wyjazd, gdzie z kolei brakowało niejadalnych, a grzyby zjadliwe zajęły mi pół wanny.

Gotowałam też zdrową zupę z piołunu i mchu



A także z pokrzywy i barwinka z mnóstwem witamin i soli mineralnych



Pamiętając, że kolor wzmacnia apetyt pichciłam też zupę z czerwonych roślin znalezionych na działce, ta roślina to SZKARŁATKA, o której to można poczytać na Blogu Niedzielnym.
Dzięki! Wiem w końcu, co to za dziwo rośnie u mnie.




W te zupy wkładałam wełnę



oraz to co znalazłam - ocet, sodę, majeranek, kurkumę, dezodorant w płynie za 3,99, kilka kropli płynu do mycia garów, sól - to wszystko wg własnej fantazji i z polotem.

Rezultaty na próbkach były zupełnie inne niż na wełnie w motku


na przykład tu ciemny brąz z zupy krowiakowo-purchawkowej na próbce dał popiel na motku. Wełna była w kolorze naturalnym jak próbka w środku.
Uzyskałam w sumie takie kolory:


ciemny brąz - czerwone roślinki, potem dodałam czerwoną paprykę w proszku,
ciemny beż - piołun, mech, dezodorant ok 1 łyżki
szary - grzyby
słoneczny - zielone rośliny i kurkuma ok 2 łyżek stołowych
brudny żółty - majeranek otarty i wrotycz

Ponieważ ten ostatni kolor najładniej pachniał, a i otrzepywanie z majeranku było cudne


ale był najmniej zdecydowany to poszłam na całość i ugotowałam tą wełenkę w bardzo naturalnych środkach :)))))
Blisko już był koniec przydatności.



Jak wylałam wywar to rozgotowane tabletki wgniotłam drewnianą pałką w poszczególne miejsca, i wyszła z brudnej żółci morska bryza! Miejsca z rozgniecionych tabletek są mocniej zabarwione.


Teraz to wygląda tak:




W apteczce widzę niepotrzebny dentosept, jodynę, znalazłam kawę zbożową zdatną do spożycia do marca 2008 (!)......
Chyba coś pogotuję jeszcze.


Podsumowanie:
Starałam się uzyskać kolory z pomocą natury. Nie miałam żadnych dodatków typu ałun czy inne siarczki. Farbowałam w kąpielach w garze emaliowanym. Wełny były odtłuszczone przez wypranie w Ludwiku. Dezodorant dodałam w jednej kąpieli, bo było aluminium jakieśtam.
Ocet miał utrwalać barwę. Sól zwiększać temperaturę.
Większość wełen leżała po nocce w wywarze, ale niektóre od razu płukałam.
Nic się nie rozpadło.

Wszystko zostało wyprane w płynie do wełny i wypłukane w Lenorze by łuski pozamykać. Nic nie puszcza kolorów, tylko ta farbowanka tabletkowa lekko mi wodę na niebiesko zabarwiła, ale bardzo nieznacznie i powinno po jeszcze jednym praniu całkowicie ustać.

Niechcący ugotowałam jednego małego ślimaczka, natomiast uratowałam wszystkie szczypawki, które nagle podtopione w garze zaczęły latać po brzegu gara i roślinach na wierzchu.
Stałam cierpliwie i każdej z osobna podawałam pomost ze ściereczki, one po niej wchodziły, ja je wtedy do słoika łaps po kolei, a potem Synuś wyprowadził towarzystwo na świeże powietrze i na krzaczki dokoła podwórka.

Gotowałam będąc już na bezrobociu, miotając się z moim garem pomiędzy garami na gotowanie wody do mycia i zwykłymi zupami do zeżarcia.
Bacznie mnie obserwowano, czy aby nic nie pomylę, mąż o Dejanirze snuł opowieści i psuł dobry nastrój.
A ja cierpliwie, nie słysząc znosiłam kolejne roślinki, a potem gar został wyszorowany, odkażony i oddany mężowi, bo dowiedziałam się, że taki sagan to on sobie na bigos kupił! Ja byłam przekonana, że na moje farby!




Z ostatniej chwili:
Ponieważ zwykle przy remoncie sprząta się i odnajduje wiele frapujących skarbów, to ugotowałam ostatnią w tym sezonie zupę.
Do gara stalowego wrzuciłam tą odnalezioną kawę Kujawiankę z 2008 r i pół paczki takiej samej z 2007!!!!! roku. Matko, ale chomiki......

Ugotowałam wywar pomna majeranku co się z wełny sypał na cały dom i przecedziłam przez sito. W skład zupki wszedł jeszcze pęk kopru, co go nie wykorzystał Władca Kuchni. Zapach był boski, ale kolor znów nieciekawy wychodził.
Dolałam więc rywanol w ilości ok 2 łyżek. Ważność mu przeszła w czerwcu.
Całość utrwaliłam mężowskim winem owocowym, co mu skisł dokumentnie w ilości ok 1-1,5 litra.
Po zawrzeniu moczyła się wełenka całą noc. Rano z brązowej zupy po opłukaniu, wypraniu w płynie do wełny i kolejnych płukaniach pojawił się ciepły, bardzo miły kolorek. Co prawda ta sama grupa kolorystyczna, ale jednak różnica jest:


I tu komplet moich brązów, beżyków i złota, ten motek z buźką to ta ostatnia zupa, a na dole po lewej kawałek morskiej i po prawej kawałek szarej.




I koniec babrania na jakiś czas!
Czekam na urzet, ale wykluły się trzy roślinki i chyba padły.
Nie poddaję się jednak, jakieś pomysły na pewno przyjdą.


WAŻNE!
A tak z lekami to jak widać użyłam tych, które nie zrobią szkody. Mam na myśli późniejsze ich wlanie do zlewu.
Broń Boże przed taką zabawą z lekami, których składu nie rozumiemy.
Takie utylizujemy w APTECE!
Nie wolno przeterminowanych leków wrzucać do kubełka z domowymi odpadkami. Bardzo Was proszę!

29 komentarzy:

  1. Normalnie Wiedźma jesteś :-) Może Ci podeślę jakieś przeterminowane specyfiki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, dziękuje za podpowiedź. Od roku leży w zamrażarce torba głogu. Ufarbuję białe płótno, którego mam nadmiar.
    Masz pomysły ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Aneczko jeszcze łuskek z cebuli nie gotowałaś.
    http://zielona.org/Barwniki_roslinne
    a to fajny artykuł o barwnikach roślinnych, jeśli go jeszcze nie znasz.
    Ja tego lata wpadłam na pomysł robienia wzorków na koszulce bawełnianej sokiem z jeżyn; owoców było pod dostatkiam tylko nikt mi nie chciał swojej koszulki oddać. Ale jak Bóg da to w przyszłym roku będę ciapać do woli tym sokiem.
    Kolory które produkujesz moga się okazać dość nietrwałe ale to też ma swój urok.
    Powodzenia, pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zobaczyłam tytuł,to oniemiałam znając Twój zapał do garów. Ale po chwili się uspokoiłam - Kankanka nie ma zamiaru wytruć rodziny :-D
    Kolory wyszły cudne!!
    I już wiem co zrobić jak mi się coś przeterminuje ;-)
    Niedawno, będąc na fali farbiarskiej, zastanawiałam się czy by np nie spróbować ugotować kordonka z kawałkami buraka, a drugiego motka łupinami cebuli potraktować. Ciekawe co by wyszło... Trza spróbować.

    I uprzejmie donoszę, że przeterminowane leki wywożę do apteki! :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Elishafciarko - Mąż mnie tak bardzo często nazywa, zwłaszcza jak cuduję nad garami, albo jak notorycznie podłogę zamiatam, wtedy pyta czy odlatuję. :)

    Maryno - znakomity pomysł, prawdopodobnie uzyskasz popiel lub szary, ale wypróbuj na kawałku. Utrwalaj solą, bo to płótno.

    Dorotko - linka znam, ale przyda się aby wiadomości odświeżyć. Co do cebuli to farbuję w niej tylko jajka. Ponieważ cebula u mnie zjedzona powoduje niesamowity zapach ciała, a kiedyś w książce o leczeniu naturalnym wyczytałam, że okład z utartej cebuli daje włosom piekny połysk i wzmacnia je. Utarłam, wtarłam w kłaki i nosiłam pod turbanem z folii i ręcznika. Włos był cudny! Ale zapach snuł się za mną pół roku. Od razu te piękne włosy myłam przez dwa tygodnie codziennie, a czasem i dwa razy dziennie szamponami i odżywkami. Smród jednak trwał! Pozbyłam się go w końcu nakładając farbę na włosy.
    Dlatego nie zaryzykuję wełny. Kolor bym pewnie uzyskała podobny jak cała reszta. A ja chciałabym zielony.... lub czerwony ostatecznie :))))
    Jeżyny - smakowity pomysł!

    Ato - kombinuj na żywioł, zawsze można przefarbować chemią! Burak jest bardzo trudny, niby ma takie nasycenie, ale bez odczynników nie uzyskasz ładnego koloru. Zwróć uwagę, że plamy z barszczu schodzą w praniu.

    OdpowiedzUsuń
  6. No fakt! O tym nie pomyślałam...
    Banan nie schodzi i jabłko. Tylko co z tego, jak to to ma brzydki kolorek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. swietne kolory :))
    zupki wygladaja apetycznie ,kolorowe ale od razu widac ,ze sa nie dojedzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  8. No to dobrze, bo sporo Pań gotuje i jeszcze by coś z tego wykorzystały! :))))

    OdpowiedzUsuń
  9. Czarownica...jak Boga kocham...stos w przyszłości jak nic...

    OdpowiedzUsuń
  10. Lauro....dobiłaś mnie. Faktycznie mi się należy, jeszcze kota czarnego mam, duży nos, tylko jeszcze na taką pokaźną brodawkę z trzema włosami na nim muszę zasłużyć!
    Uhahałam się serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Mateńko kochana, toś namieszała! Ale efekt pierwsza klasa - jestem zachwycona odcieniami!

    OdpowiedzUsuń
  12. Emade - co prawda nie są to jakieś cudne kolory, nieziemskie, fascynujące, ale pasują do siebie i można je połączyć.

    OdpowiedzUsuń
  13. W pierwszej chwili uwierzyłam w te zupy i tak se myślałam na co to ma pomóc???
    Leki wywożę i baterie też, ale najpierw dość długo noszę w torebce, dźwigam jak ten głupek....

    OdpowiedzUsuń
  14. Liluś - i jak Cię nie uwielbiać!!!!!!
    Zamiast nosić w torebce skladaj do pudełka, a potem chłopu daj do zawiezienia. Z pojedynczymi też tak łaziłam do roku nieraz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Buchachacha.. a ja myślałam że to prawdziwe zupy na początku, tylko stwierdziłam, że totalnie się na grzybach widocznie nie znam ;))))))

    Kolorki świetne, wszystko wykorzystane na maksa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też się na początku przeraziłam co to za zupę grzybową gotujesz ;0, dobrze, że doczytałam do końca :)
    Fajne kolorki wyszły :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Nailo i Zulo znając moje podejście do kuchni to pierwszy zaniepokoił się mąż, czy nic nie pokićkam, dopilnował, aby nic z moich zup nie dostało się do gara z normalnym posiłkiem. Grzyby kroiłam na specjalnej deseczce tylko do takich celów. Kolory jednolite, ale miłe, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  18. Z Ciebie to prawdziwa chemiczka - eksperymentatorka:))) żadnych składników się nie boisz! Cudne te włóczki wychodzą, więc "gotuj" ile wlezie:)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale ze mnie znawczyni grzybow. Ja uwierzylam, ze to prawdziwa zupa. Im dalej brnelam tym mialam wieksze oczy i ale myslalam, moze to sie i je. A skad mam wiedziec. Ludziska tyle dziwnych rzeczy gotuja, ze juz sama nie wiem czy to tylko dla zartu czy tez powiaznie.
    Kiedys probowalam farbowac kanwe naturalnymi srodkami, ale z braku czasu, szybko zrezygnowalam. Mam jeszcze tylko ochote na wyprobowanie pewnego rodzaju orzechow, ktore rosna w niektorych miejscach w New Jersej. Dawno temu odwiedzilam cos w rodzaju skansenu i tam panie przedly i farbowaly owcza welne starymi sposobami. Poniewaz wtedy nie bardzo znalam angielski, niewiele sie moglam dowiedziec. a teraz jak na zlosc, skansen jest zamkniety az do odwolania.
    Mysla, ze nie poprzestaniesz na tej kolorystyce. Nieprawdaz?

    OdpowiedzUsuń
  20. Izo, oczywiście, że marzę o innych kolorach. Niebieski i zielony, czerwony i pomarancz. Kiedyś je wyprodukuję! :)))))
    Orzechy sa wspaniałe do farbowania. Zbieraj i pilnuj tego skansenu, jak tylko otworzą to pomolestuj i daj nam znać! Fotki bardzo mile widziane!

    OdpowiedzUsuń
  21. Ann margaret - poczekam teraz do wiosny, na nowe roślinki :))))

    OdpowiedzUsuń
  22. Aniu, podziwiam Twoje farbowane wełny, ja nie odważyłabym się sama je farbować, są śliczne, a pomysłowości to Tobie nie brakuje, jestem w szoku jak poczytałam czego można użyć do tego celu.
    Ja też będę do Ciebie zaglądała,
    pozdrawiam Irena

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Twoje farbowanie to dzieła sztuki!
    Proszę, podpowiedz mi, co należy dodać aby z takiej jak Twoja brudnożóltej wełenki (mam takową), uzyskać kolorek morski? Jestem laikiem, niewiele rozumiem z tych tabletkowych zawilości. Będę niezmiernie wdzięczna za pomoc.
    Serdecznie pozdrawiam - Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, niestety link już nie działa, a prowadził do wtedy w handlu leku przeciw kamicy nerkowej Ginjal z Chin. Ja wtedy go miałam w apteczce, skład miał roślinny, tylko w otoczce zawarty był barwnik niebieski. Też naturalny.
      Teraz mogę Ci zaproponować pofarbowanie tej Twojej wełenki w mieszance niebiesko-zielono z ociupką cytynowego. Wykorzystać musisz barwniki w proszku.
      Ja na ten lek nie mogę trafić, a to było cudo na moje nery.

      Usuń
  25. Ginjal...coś mi mówi ta nazwa, być może córka przyjmowała kiedyś ten specyfik (też ma kamicę nerkową), jednak to bylo dość dawno i nic nie zostało. Właśnie ufarbowałam moją wełenkę, na zielono-niebiesko-turkusowe barwy. Rano zobaczymy, co mi z tego wyszło. Wełenka stara, cieniutka, zapłaciłam grosze, najwyżej posłuży jako tester :) Znalazłam w Łodzi starą drogerię, a w niej barwniki do wełny firmy Kakadu. Na mokrej włóczce wyglądały pięknie. Ponieważ to moj debiut, pofarbowalam to i owo w pobliżu, nie mówiąc o prawej dłoni (mimo zastosowania rękawiczek:)
    Kankanko, bardzo dziękuję za cenne wskazówki. Serdecznie pozdrawiam -
    Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu - kakadu jest bardzo dobre. A farbowanie to sama radocha, ja się w farbach przy mamie zaprawiłam, bo u mnie wiecznie sizal był farbowany na gobeliny. Do dziś nie raz upaprzę i to i owo, ale nie zrażam się :)))

      Usuń
  26. Widzę, że synuś - żartowniś zmienił mi nick, hahaha. Niech będzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nick jest super!!!! Synuś świetny!!!!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...