czwartek, 1 lipca 2010

Skończyło się!

Po powrocie z kursu w Poznaniu, kiedy to pani Zofia Kromska nauczyła mnie podstaw przędzenia i kiedy popedałowałam na cudownych kołowrotkach - wytargałam swój i zaczęłam go ustawiać zgodnie z sugestiami pana Kromskiego.
Podarowane mi cięgno założyłam na kołowrotek i ustawiłam tak jak zapamiętałam.
Pierwszą swoją wełnę jak dzieło po upraniu wywiesiłam na widocznym miejscu aby wszyscy podziwiali:


Kto niedostatecznie padał na kolana dostawał do macania, wąchania i musiał piać w zachwycie.

Na środek wyniosłam kołowrotek, który mi kupił Zygmunt.
Niby wszystko to cudo ma, ale nijak się nie ma na nim praca do tego co doświadczyłam!
Po kilku moich jękach, targaniu się na życie, prośbach w oczach i łkaniu w głosie mąż nie wytrzymał i spytał - ile to to kosztuje?
To - czyli kołowrotek Fantazja.

- Ach nie, nie, nie - ja sobie ZAOSZCZĘDZĘ!!
Na te słowa jak wiecie dał trochę do skarbonki.

Minął dzień.
Siadłam z kawałkiem czesanki i uplotłam:


Dzieło ma około 1,8-2 i jest przynajmniej w jednym kawałku, druga połowa czesanki wylądowała w koszu, nie udało się mi jej nijak połączyć z resztą.
Wtedy lekko się załamałam.

Kolejnego dnia nawet nie popatrzyłam na gada.
Nie chcesz? To cię sprzedam na kwietnik!

Pożaliłam się Agacie i Ciotce Paszczaka.

Kiedy ostatni list do Ciotki poleciał wytargałam jednak Gada znów i złapałam brązową czesankę - prezent od Eguni.
Jakoś się sprzędła taka nitka:


Z 34 gram wyszło 27,5 metra artystycznej nici - w dwóch kawałkach!

Sukces!!!!

Poszłam spać, po nocy tłukła mi się myśl, że ten Kromski to nie Fantazja - a Fanaberia.
Powinnam trochę cugle zebrać - nazbierało się innych potrzeb.
Gad ma to co Minstrel! Ino jeden człapiej! Musi prząść!!!!

Obudziłam się rano, poleciałam z psem na krócej niż zwykle, wytargałam rower już na drogę do pracy i nagle rzut oka na zegar! Mam zapasu 15 minut!!!!!

Łap - czesankę morską - znów prezent od Eguni! Kolor butelkowej zieleni, nie turkus jak mi tu aparat próbuje wmówić!


I jebuduuuuuu!!!!!!
Zaskoczył Gad i ja!
Nie wiem, kiedy mi te minuty upłynęły, zabezpieczyłam nić taśmą i dojechałam do pracy.
Spóźnienie wytłumaczyłam pracą na kołowrotku, a że nikt nie chce drażnić Głównej Księgowej Oddziałowej to tylko uśmiech i kiwanie głową "wiemy, wiemy, upał robi swoje" mnie spotkał.

Po pracy znów siadłam do Gada.
Mąż podał żarcie pod nos i zamarł potem obserwując jak przędę.
Kołowrotek chodził cicho, równo, ja nie klęłam, a skupienie na twarzy wywołało zachwyt małżonka. Do tego stopnia, że cały czas obserwował zamiast film nakręcić!
Nić zaczęła wyglądać porządniej:





Z łatwością łączyłam kawałki i nic nie jest tu sztukowane, ale nitka była na dwóch szpulkach, więc w sumie łączenie ma jedno. No i parę bąbelków też mam, ale dość mało.
Z 55 gram wyszło mi 97 metrów 1 ply. Czas 2 godziny.
Daleko jeszcze do cienizny kauni.

Nie mam motowidła, więc nawinęłam nić na drzwiczki od szuflady zamrażarki :)))





Potem uprałam pasmo i wysuszyłam, ale bez obciążenia i w kłębku luźno nawinięte wygląda tak:





I to jest moje czwarte dzieło.
I koniec.
Skończyło się.








Zabrakło czesanki.

17 komentarzy:

  1. Ha, ha reportaż rewelacja! Już myślałam w połowie posta, że na cito zamówiłaś Fanaberię i to pocztą lotniczą :D A jednak poskromiłaś Gadzinę. Uf. To teraz poczytam od początku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. brawo Kankanka!
    Gad teraz jak potulny zwierzaczek będzie Ci się łasił do nóg, zobaczysz! :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem z Ciebie dumna i cieszę się Twoją radością nad pokonanym gadem :P

    OdpowiedzUsuń
  4. No ba!
    Anki są zaparte.
    Gadziny dają się ujarzmić, jeśli nie popuścimy.
    Dziękuję Dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  5. W pierwszej chwili; acha wpis o przędzeniu, mnie to nie zainteresuje. Okazuje się ,że wszystko zależy od sposobu pisania. Przeczytałam jednym tchem, no z małymi przerwami na obejrzenie zdjęć;-)
    Relacja ekstra!

    OdpowiedzUsuń
  6. ale genialne! gratuluję Ci rozwijania takich zdolności, no i pokonałaś Gada ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ania! Jesteś niesamowita! I sądzę, że małż z powodu ciszy, jaka zapanowała przy skupionym przędzeniu osobiście Ci kupi Fantazję ;-)
    Parafrazując znaną reklamę: kołowrotkiem uciszona żona - bezcenne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ania, szacun!!! będąc w połowie czytania dałabym sobie paznokieć uciąć, że zamówiłaś Fantazję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. niezle ,niezle:))
    ja sie tam na tym nieznam ale mi sie podoba bardzo i kolory tez bardzo:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję ujarzmienia Gada :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. nic się na tym nie znam, to tym bardziej podwójnie podziwiam. Masz w sobie kobieto zaparcie i tak trzymać! Znaczy z qupki runowego niczego robi się nić? A gdzie to pierwsze nic się znajduje, jak się to mocuje i jak to się robi, że z "futra" naciągasz nić? Poza mój rozum. Wielgaśny szacunek! Dla innych prząśniczek też!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze tylu pochwał nie czytałam, dziękuję za skrzydła, które dajecie!!!!
    Ale wiem, ile nie wiem - jeszcze!
    Jeszcze muszę nauczyć się frywolitek i filcowania oraz garnkowania z gliny.

    I zatańczyć kankana.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli chodzi o frywolitki, to nie ma sprawy ;-)
    Gliny mogą Cię nauczyć obie moje pannice.
    Natomiast kankana tańczyłam. Kiedyś... Ale już nikogo nie nauczę ;-))

    OdpowiedzUsuń
  14. Aaaa! Filc na mokro spowodował skuteczne zalanie kuchni, a ten na sucho pozbawił mnie palców na czas jakiś ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. No to ja służę obsługą minikoparki, ładowarki i zagęszczarek. Takie do 150 kg sama odpalam, powyżej potrzebuję chłopa ze względu na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmmm... Nie próbowałam, ale chętnie się skuszę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. hahahha przygoda pierwsza klasa,dobrze ze ja nie sprobowalam bo musialabym kolejna rzecz do domu kupic podobnie mialam jak uczylam sie koronki klockowej ,zazdroszcze Ci takiej umiejetnosci :) :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...