wtorek, 27 kwietnia 2010

Zniknęłam na działce

Po powrocie z Warszawy piękna wiosna zawitała we Wrocławiu. Cieplutko u nas, choć nocami jeszcze mrozi. Moje ADHD pognało mnie na ogródek.

Ogródek nabyłam w połowie maja 2008 roku, nikt nie dbał o niego 12 lat.
Zarośnięty winoroślami i wszelkim chwastem stał się okolicznym wysypiskiem śmieci.
Cały rok wycinaliśmy klony, dziczki, podcinaliśmy uschnięte konary, wygrzebywaliśmy z ziemi kamienie, cegły, wielkie kamienne części poniemieckiej drogi, szkło i plastik.
Sporo złomu zabrał człek od żelaza, wory z odzieżą zapełniły jeden kontener, szyb jak po zakładzie szklarskim - wywoziliśmy to sukcesywnie.
Oprócz zwykłych śmieci trafiły się też "skarby". O tym jednak innym razem.

Działka sprawia mi radość, jest blisko mojego domu i pracy, w pobliżu jest wspaniały teren do jazdy rowerem, spacerów z psem, blisko do rzeki na kajaki.
Mimo położenia koło drogi jest spokojnie, stojące samochody zasłaniają, a kiedyś urośnie tam żywopłot.
Co jakiś czas robię zdjęcia i można je obejrzeć TU

Nie pracujemy na akord, zgasiła nas wiadomość w tamtym roku i widok mierniczych - prawdopodobnie kiedy już będzie tu ładnie powstanie droga.
W ramach EURO 2012.
Można znienawidzić sport!

Nie jest to pewnik, więc bywamy, kopiemy i za parę dni siejemy.

Marzy mi się sianie zboża z płachty. Tak samo jak wiejskie dumanie na przyzbie. Kiedyś zastałam mojego męża w zamyśleniu na stołeczku w kuchni. Myślałam, że ma jakiś kłopot, problem.
Kiedy spytałam: Co ci jest? Usłyszałam: Ech, kury bym pokarmił.

Sąsiedzi też mi się udani trafili: naprzeciwko starszy pan, który latem znosi mi swoje owoce i kwiaty w takich ilościach, że swoich nie muszę uprawiać :)
Ale jak mu kiedyś z tych jego darów ciasto upiekłam i elegancko podałam na działce to kupiony na amen!
Dalej starsza pani z synem - życie strawili na działce, ale od niej mam konwalie i marcinki, a syn dawno temu zasadził orzecha. I dziwi się nieludzko, kiedy mój mąż mu coś klaruje.
Działeczkę dalej miłe małżeństwo dzielące się sadzonkami pomidorów.
Przez płot sąsiad z pysznymi winogronami i zapraszający do zbiorów, obok niego kolejna sąsiadka - dawczyni sałat i szczypiorów.
W głębi - pani doktor - hodowca kwiatów, znawczyni tematu. Za nią były esbek warczący na cichą żonę wrednie od czasu do czasu - ale karmi koty.
Melanż jednym słowem, ale sympatyczny.

Jeszcze nie przygotowana na zasiewy przywitała mnie wspaniałym rabarbarem - prezentem od ulubionej Gosi. Przetrwały dwa krzaczki, ale za to idą jak burza! Niedługo ciasto z rabarbarem!



Bajtek najpierw przywitał się z ogródkiem po sąsiedzku - opuszczonym jak sierota



a potem zaczął pomagać w porządkach już u nas



Zaraz po pracy, jeśli tylko ciepło i czuję moc - jadę pokopać!
Mąż stuka i puka naprawiając co się da, drzewa z dnia na dzień nabierają kwiecia, sąsiady zewsząd już przybywają, pszczoły i bąki zapylają.
Na mnie przypadła w tym roku rola kopacza, bo mężowski kręgosłup chwiejny i bolesny.
Za ok 10 dni skończę. Mozolnie to idzie, bo niektóre fragmenty jeszcze nigdy nie czuły łopaty, a że wyciągam od razu korzenie chwastów i kamienie więc dłuży się okropnie.

Ale ja to lubię. Lubię potem wyznaczać grządki, patrzeć na czarną ziemię i marzyć - co mi wyrośnie.
No i bardzo odpowiada mi dzierganie czy wyszywanie na moim kawałku planety.

11 komentarzy:

  1. ... bo nijak szydełko/druty i łopata w jednym rządku nie idą i tzw multitasking wykluczony absolutnie. Ale ileż radości! Aniu, uważaj na kręgosłup i zażywaj wiosennego słońca za mnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu! Napisałaś to z taką werwą i energią, że mało brakowało, a pognałabym we własny sad zielony z latarką w zębach w celu kopania, przesadzania i nawożenia :-DD
    Nic to - zapał poczeka do jutra ;-)
    A Ty uważaj na swój kręgosłup! Zapasowego nie wydziergasz na drutach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Łe, no i mnie przejdzie niedługo i będę oczekiwać plonów z hektarów na leżaku, w opalaczu z wełną i inszym zajęciem ręcznym.
    Póki co adrenalina mnie trzepie a gdzieś trzeba mieć ujście.
    Ato, alem się obśmiała..... z latarką.... hi hi hi....

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda by było tej Twojej wypielęgnowanej i wypieszczonej działeczki pod budowę drogi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. wspaniale miejsce na wyciszenie sie ,chociaz wszystkie czlonki siadaja po ciezkiej pracy ale jaka to radosc sprawia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kankanko, widzę, że oprócz patchworkowo-kołderkowego "zakręcenia", mamy jeszcze jednego wspólnego "hopla" - działkę:) Psa też mamy takiego samego;) Ja mam działkę od zeszłego roku, też jest blisko mojego domu, w zacisznym miejscu pod lasem. A kury też bym pokarmiła... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. o wow :)jak fajnie czekam na fotki rozwijającego się nowego ogrodu :) no i mi się tak zatęskniło za swoim leżakiem w swoim ogródku z robótką w rękach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu, napisz jeszcze pięknie, jak Ty to potrafisz, jak taka wiosenna ziemia pachnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aagaa, staram się o tym nie myśleć... może komuś przejdzie ten pomysł, pokochałam ten kawałek....
    Blogu - fakt, można tam wypocząć, jak mi adhd minie to lenię się jak kot na słońcu, w leżaku.
    Edo - fajne są spanielki, mają ten charakter... mój niezbyt przejmuje się jakimiś granicami i ostatnio uwalił się w tulipany, ale nie zabiłam!
    Madziulko, mam nadzieję, że w tym roku to już jakoś ta połowa uprawna jakos będzie wygladać. Reszta pt "wypoczynek" jest w fazie ustaleń, ma być kawał trawy do deptania i miejsce na ognisko, jadalnię, legowisko i na podorędziu plac zabaw dla dużych i małych.
    Grażko - ta ziemia taka ciepła.... a wiesz, jak przybyliśmy to była cała masa winniczków i innych ślimaków. Bez agresji sobie poszły, żadnego nie ukatrupiłam. Wiedziały, że ja taka miętka jestem? I że jakby były to bym po prostu im tą sałatę dała zeźreć?

    Tak niedawno jeszcze miałam plan, aby podarowaną -niedoczekaną maszynę od Pani Marysi tam wstawić i byłoby gdzie patchwory szyć. No, ale po maszynie.

    Tak Grażko mi tam dobrze, ta ziemia wie, że nie na siłę, że tyle ile da rady, niektóre kwiaty same się zasiały, wylazły, rozpostarły, nic nie muszą.... ja im daję luz i niczego nie oczekuję ekstra, potem mam niespodzianki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie napisane Kankanko...zwłaszcza to o sąsiadach...:)Też już pierwszy "zryw" wiosenny mam za sobą, aż go w krzyżu czuję:)Ale nic to...widok zadbanej działki wynagradza wszystkie trudy:)Mam nadzieję, że Twój nie pójdzie na marne i że nikomu nie przyjdzie do głowy pokrywać kwiecia i warzywa...o zgrozo, asfaltem?:-0
    Pozdrawiam serdecznie, Ewa:)!

    OdpowiedzUsuń
  11. Własny kawałek ziemi to jest to i każdy powinien go mieć (tak twierdziła moja babcia).Ze mnie ogrodnik marny ale uwielbiam pielić, czuć ziemię pod palcami, ten zapach, ciepło... dopiero wtedy czuć wiosnę. Serdecznosci.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...